• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Kiedy zaczynasz myśleć o zdradzie...

Kobieta

D'Arc

Instruktor seksu
Ciekawy temat

Miałem partnerek naprawdę sporo, ale tam gdzie ogień w seksie, nie dało się stworzyć sensownej relacji na dłużej. I na odwrót. Kiedy dziewczyna fajna do życia, w seksie było kiepsko. Nie wiem czy da się uniknąć podwójnego życia w takiej sytuacji.
Ciekawe, a co wg Ciebie sprawiało, że nie dało się z nimi stworzyć sensownej relacji?
 
Mężczyzna

Zboczeniec41

Seks Praktykant
Ciekawe, a co wg Ciebie sprawiało, że nie dało się z nimi stworzyć sensownej relacji?
Tutaj nie ma wspólnego mianownika. Każdy przypadek jest inny. Najprostszy przykład to pociąg do używek typu alkohol, narkotyki. Kiedy wdajesz się z kimś w przelotną, luźną znajomość opartą o "namiętność" to nie musi być problemem. W poważnym związku jest.
 
Mężczyzna

aspect

Cichy Podglądacz
Zgaduję, że gdy partner/partnerka w długoletnim związku po latach coraz bardziej traci ochotę na seks to wtedy u tej drugiej osoby pojawiają się myśli o zdradzie i poszukiwaniu relacji bez zobowiązań.
 
Kobieta

yakamoz

Podrywacz
Zgaduję, że gdy partner/partnerka w długoletnim związku po latach coraz bardziej traci ochotę na seks to wtedy u tej drugiej osoby pojawiają się myśli o zdradzie i poszukiwaniu relacji bez zobowiązań.
To typowa, zrozumiała sytacja. Ale związek nie musi trwać wiele lat żeby nastąpiła utrata pożądania. I nawet dobra komunikacja nie rozwiązuje problemu...
Myśl o tym czy zdrada byłaby rozwiązaniem, rozmowa z nieznajomym o seksie, konto na sexforum - może to już zdrada?
 
Mężczyzna

robi44

Podrywacz
To typowa, zrozumiała sytacja. Ale związek nie musi trwać wiele lat żeby nastąpiła utrata pożądania. I nawet dobra komunikacja nie rozwiązuje problemu...
Myśl o tym czy zdrada byłaby rozwiązaniem, rozmowa z nieznajomym o seksie, konto na sexforum - może to już zdrada?
Albo droga do niej😉
 
Kobieta

LilkaBee

Cichy Podglądacz
Ciekawy temat. Niestety, nic nie jest takie proste, wszystko zależy przede wszystkim od konkretnego człowieka, kontekstu, okoliczności i tak dalej.... Bywa, że zarządzi tym przypadek, bywa, że jest to celowe - czy w jakiejś części nieświadome, bo COŚ się w związku złego dzieje, pojawia się oziębłość, znudzenie, zniechęcenie, czy nawet jakieś niedogadane problemy - a jak coś się złego dzieje to przeważnie nie tylko jedna strona jest winna.
Dochodzą jeszcze tematy "zdrad kontrolowanych" i otwartych związków, z którymi szczerze mówiąc osobiście się nie zetknąłem, więc wymądrzał się nie będę :)
Wszystko jest Względne 🙂
Skoki w bok bywają z różnych powodów.
Z moim chłopakiem mamy mały układ, odkąd na spontana zrobiliśmy swapping
 
Mężczyzna

aspect

Cichy Podglądacz
To typowa, zrozumiała sytacja. Ale związek nie musi trwać wiele lat żeby nastąpiła utrata pożądania. I nawet dobra komunikacja nie rozwiązuje problemu...
Myśl o tym czy zdrada byłaby rozwiązaniem, rozmowa z nieznajomym o seksie, konto na sexforum - może to już zdrada?
To prawda, niestety z doświadczenia wiem, że nawet dobra, dorosła i otwarta komunikacja nieraz po prostu nie jest w stanie problemu rozwiązać. Wtedy myśli o zdradzie są wręcz bardzo częste mimo, że sama zdrada moim zdaniem nigdy nie jest usprawiedliwiona. Mimo, że sam się jej dopuściłem w przeszłości to uważam, że postąpiłem lekko mówiąc chujowo ;)
 
Mężczyzna

robi_wm

Biegły Uwodziciel
popieram cryo.
uważałem, że mój skok w bok zostanie niezauważony jednak się myliłem.
 
Mężczyzna

Warszawiak82

Biegły Uwodziciel
Kobiety zdradzaja, gdy już jest bardzo, bardzo źle w związku, gdy już się całkowicie poddają, gdy wykorzystały już wszystko co można było zrobić. Jest to wyraz ratowania siebie, zadbania o swoje potrzeby w sytuacji gdy stały partner ma je w dupie. Zdradzają bo nie mają możliwości wyjść z tego stałego związku, a żeby całkiem nie zwariować chwytają się romansu, żeby mieć choć namiastkę szczęścia. Kobiety zdradzają bo już nie kochaja stałego partnera, gdy mają głód miłości i chcą dzięki romansowi nakarmić się choć trochę. Miłość karmi się byle czym, a miłość do kochanka to już są resztki resztek ze stołu. Generalnie ujowa sytuacja.
Oj nie do końca się zgodzę. Niektóre zdradzają, bo taka jest ich natura :)
 
G

-Greg-

Guest
Odpowiem w swoim imieniu, nie pytany. Dla dobra wspólnego

Skoki w bok były wykonywane przeze mnie wyłącznie z niskich pobudek i nie miały nic wspólnego z nadziejami na miłość.
Uff...😌
 
Mężczyzna

Nikram

Cichy Podglądacz
Ja miałem raz skok w bok, z przyjaciółką moje dziewczyny (obecnie to już eks). Ale ten skok w bok nie został wykryty, przynajmniej ja nic o tym nie wiem.
 
Mężczyzna

robi_wm

Biegły Uwodziciel
podsumowując można powiedzieć, ze jak kot pilnował by jednej dziury to by z głodu zdechł.
 
Mężczyzna

Slavo

Biegły Uwodziciel
Najpierw trzeba zdefiniować pojęcie zdrada. Dla mnie osobiście zdrada to fizyczny kontakt, dla innych samo oglądanie np porno. Ze względu na różnicę między mną a moją żoną chęci na seks (moja bardzo duża a u niej umiarkowana), wylądowałem na tym forum i mi.in. na zbiorniku. Właśnie na zbiorniku wywiązała się dyskusja co dla innych oznacza zdrada. Mam w opisie że się nie spotykam, tylko rozmowy wirtualne. Pewna pani mi zarzuciła że to też zdrada, że nie trzeba się spotkać na żywo żeby zdradzać partnera. Zbiornik pozwala mi odreagować moje żądze bez fizycznego spełnienia (z tym czekam na żonę) i nie uważam że dokonuję zdrady, aczkolwiek czasami jestem zły sam na siebie za takie zasady 😉. Czyli wychodzi że to chemia powoduje zdradę, przynajmniej w moim przypadku i jeśli definiujemy ją tak jak ta pani ze zbiornika.
 
Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
Zastanawiam się co sprawia, że człowiek świadomie lub nie celowo zdradza... Czy kiedy w głowie pojawi się myśl o innym partnerze to obecny związek nie ma już perspektyw. Czy możliwe jest jednoczesne kochanie i zdradzanie partnera...
Myślę, że osoby, które zdradzają, w wielu przypadkach nigdy tak naprawdę nie kochały swojego partnera. Były z nim, bo było im wygodnie, bezpiecznie, bo tworzyli wspólne życie, rodzinę, mieli stabilizację. A jednocześnie gdzieś w tle cały czas pozostawała otwarta furtka i poszukiwanie alternatywy.
Oczywiście to tylko moja perspektywa, oparta przede wszystkim na własnym doświadczeniu i odczuciach. Nie potrafię uwierzyć, że mając kogoś naprawdę w sercu, można jednocześnie świadomie go zdradzać. Nie mówię o chwilowej fascynacji czy zauroczeniu inną osobą, bo człowiek przez całe życie spotyka atrakcyjnych ludzi. Sama myśl o kimś innym nie przekreśla przecież związku. Zdrada zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek świadomie podejmuje kolejne decyzje i przekracza granice.
Dlatego nie bardzo przekonują mnie późniejsze tłumaczenia, że miłość wygasła, pojawiła się rutyna albo partner przestał zwracać uwagę. Przecież to są rzeczy, które wcześniej czy później pojawiają się praktycznie w każdym długim związku. Nikt nie będzie miał motylków w brzuchu do osiemdziesiątki. Zakochanie mija, codzienność wchodzi do życia, pojawiają się problemy, zmęczenie, czasem wzajemne pretensje. To nie jest dowód na to, że związek przestał mieć sens. To jest chyba po prostu moment, w którym zaczyna się sprawdzian tego, co między tymi ludźmi naprawdę jest.
I być może właśnie tutaj mam najbardziej radykalne podejście. Uważam, że jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, to będą próbować przejść przez te etapy razem. Rozmawiać, naprawiać, czasem się od siebie oddalać i znowu do siebie wracać. Ale nie budować równolegle drugiego życia za plecami człowieka, któremu wcześniej mówiło się, że się go kocha.
Mógłbym teraz długo opisywać, ile przez lata poświęciłem dla swojej żony. Chociaż z perspektywy czasu coraz częściej myślę, że trafniejsze byłoby pytanie, ile mi to wszystko zabrało. Czasu, zdrowia, spokoju, pieniędzy, a przede wszystkim przekonania, że jeżeli człowiek daje z siebie wszystko dla drugiej osoby, to przynajmniej może liczyć na uczciwość.
Nie będę jednak tego wszystkiego opisywał, bo pewnie i tak znalazłby się ktoś, kto uznałby, że niemożliwe, żebym był aż tak naiwny.
Dzisiaj mam tylko jeden wniosek. Człowiek może latami żyć obok kogoś i wcale go nie znać. Można wierzyć w deklaracje, wspólne plany i słowa o miłości, podczas gdy druga strona od dawna traktuje związek jako bezpieczną bazę, z której można korzystać, jednocześnie rozglądając się za czymś lepszym.
I chyba właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania. Nie sama świadomość, że ktoś odszedł. Tylko możliwość, że przez lata byłem potrzebny do życia, ale nigdy naprawdę nie byłem kochany.
 
Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry