• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Kiedy zaczynasz myśleć o zdradzie...

Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
Piszą sami panowie dla których ewentualna zdrada to sam seks. A co z kobietami które do stosunku potrzebują bliskości i zaufania. Z pewnością są takie, które potrzebują tylko seksu ale w naszej naturze nie istnieje zdrada odpowiadająca tej męskiej potrzebie.
Nie do końca rozumiem, dlaczego potrzebę bliskości i zaufania przed seksem przypisujesz wyłącznie kobietom, a mężczyzn przedstawiasz tak, jakby ich jedyną naturalną potrzebą był sam seks. Ja mam pod tym względem zupełnie inaczej. Żeby w ogóle pomyśleć o zbliżeniu z kobietą, potrzebuję ją wcześniej poznać. Jej poglądy, sposób patrzenia na świat, sposób myślenia, potrzeby. Potrzebuję rozmowy i jakiejś więzi emocjonalnej. Dopiero wtedy pojawia się u mnie prawdziwe pożądanie.
Nie wyobrażam sobie pójścia do łóżka z całkowicie obcą kobietą. Nie dlatego, że oceniam ludzi, którzy potrafią oddzielić seks od emocji, tylko dlatego, że ja najwyraźniej tego nie potrafię. Dla mnie atrakcyjne ciało nie jest oderwane od człowieka, który za nim stoi.
Z tego samego powodu nigdy nie wyobrażałem sobie skorzystania z usług prostytutki. Miałbym poczucie, że uczestniczę w czymś, w czym druga osoba nie jest ze mną dlatego, że mnie pragnie czy że powstała między nami jakakolwiek więź, ale dlatego, że otrzymuje za to pieniądze. Sam miałbym z tym ogromny dyskomfort. Nie wiem też, jaka historia stoi za tym, że ktoś wykonuje taką pracę. Być może jest to świadomy wybór, być może stoją za tym trudne okoliczności. Nie potrafiłbym jednak całkowicie odciąć się od myśli, że za tym człowiekiem jest jakaś historia i że niekoniecznie chciałbym być jej kolejnym elementem.
Dlatego nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że „w naszej naturze nie istnieje zdrada odpowiadająca tej męskiej potrzebie”. Nie ma jednej męskiej potrzeby. Są mężczyźni, dla których seks rzeczywiście może być całkowicie oderwany od emocji, ale są też tacy, którzy potrzebują do niego dokładnie tego samego, o czym piszesz w odniesieniu do kobiet: bliskości, zaufania i poczucia więzi z drugą osobą.
 
Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
Kobiety zdradzaja, gdy już jest bardzo, bardzo źle w związku, gdy już się całkowicie poddają, gdy wykorzystały już wszystko co można było zrobić. Jest to wyraz ratowania siebie, zadbania o swoje potrzeby w sytuacji gdy stały partner ma je w dupie. Zdradzają bo nie mają możliwości wyjść z tego stałego związku, a żeby całkiem nie zwariować chwytają się romansu, żeby mieć choć namiastkę szczęścia. Kobiety zdradzają bo już nie kochaja stałego partnera, gdy mają głód miłości i chcą dzięki romansowi nakarmić się choć trochę. Miłość karmi się byle czym, a miłość do kochanka to już są resztki resztek ze stołu. Generalnie ujowa sytuacja.
D'arc, to co napisałaś, jest logiczne i pewnie w wielu przypadkach tak właśnie wygląda. Mam jednak problem z traktowaniem tego jako ogólnej zasady, bo moje własne doświadczenie pokazuje mi coś zupełnie innego.
Ja od początku do końca kochałem swoją żonę. Nie piszę tego po to, żeby robić z siebie ideał, bo z pewnością popełniałem błędy. Ale dawałem temu związkowi tyle, ile w tamtym czasie potrafiłem. Pracowałem, dbałem o rodzinę, brałem na siebie odpowiedzialność i do samego końca próbowałem naprawiać to, co między nami się rozpadało.
Emocjonalnie przez lata miałem wrażenie, że próbuję budować mosty, które ona chwilę później paliła. Pojawiały się kolejne problemy, kolejne powody do niezadowolenia, czasem tak skomplikowane, że przy węźle gordyjskim wyglądałyby jak dziecięca układanka. A ja uparcie próbowałem je rozwiązywać, bo cały czas uważałem, że jeżeli jest problem, to trzeba szukać sposobu, żeby go wspólnie przejść.
Osobne sypialnie mieliśmy właściwie od zawsze, bo, jak mówiła, niewygodnie jej spać z kimś w łóżku. Dzisiaj czasami wracam myślami właśnie do tego jednego słowa: „z kimś”. Może powinienem był wtedy zrozumieć, że przez wiele lat właśnie tym dla niej byłem. Kimś.
Niekochanym, nieszanowanym, ale potrzebnym.
Bo nawet pół roku po rozwodzie nadal korzystała z mojego konta. To zresztą dobrze pokazuje pewien paradoks. Związek, a właściwie mnie samego, można było odrzucić, ale to, co dawałem, nadal było przydatne.
Ostatniego kochanka odkryłem mniej więcej rok przed rozwodem. Nie powiedziałem jej wtedy, że wiem. Wiem, że dla wielu osób będzie to niezrozumiałe, ale liczyłem, że to się skończy, że się opamięta, zabawi i wróci do naszego życia. Nadal ją kochałem i nadal chciałem ratować związek.
Nie wiem, ile takich sytuacji było wcześniej. Zawsze obracała się głównie w męskim towarzystwie i dzisiaj mogę jedynie zastanawiać się, ile rzeczy przede mną ukrywała. Nie mam jednak zamiaru dopisywać historii, których nie jestem w stanie udowodnić.
Wiem natomiast jedno: do samego końca miała ode mnie szacunek, wsparcie i człowieka, który mimo wszystkiego nadal próbował ratować to, co dla niej być może od dawna było już tylko wygodnym układem.
Dlatego nie potrafię przyjąć prostego wyjaśnienia, że kobieta zdradza wtedy, kiedy partner ją zaniedbuje, ma ją gdzieś i doprowadza ją do sytuacji bez wyjścia. Być może czasami tak jest. Być może nawet często. Ale czasami człowiek w związku męczy się nie przez to, co robi partner, tylko przez własne wybory, własne oczekiwania albo przez to, że od dawna szuka czegoś, czego partner nigdy nie będzie w stanie mu dać.
I chyba właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze. Przez długi czas zakładałem, że gdyby coś między nami było źle, wystarczy znaleźć problem i spróbować go naprawić. Dzisiaj wiem, że nie każdy problem jest problemem do naprawienia. Czasami jedna strona naprawia, druga niszczy, a potem ta druga może jeszcze powiedzieć, że zdradziła, bo nie miała już czego ratować.
Nie twierdzę, że to, co opisujesz, nie istnieje. Po prostu wiem, że nie każda zdrada jest desperacką próbą uratowania siebie przed złym partnerem. Czasami partner naprawdę robi wszystko, co potrafi, a mimo to okazuje się, że od dawna był tylko bezpieczną bazą, z której druga osoba korzystała, jednocześnie szukając gdzie indziej czegoś dla siebie.
 
Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
Ktoś piwwiee co mam zrobić ? Mam z żoną 2 dzieci ale nie układa siee nam niee rozmawiamy niee mamy wspólnych tematów wracam do domu onaa niee pracuje nigdy nic niee zrobione ani nic ... Pieniędzy oczywiście trzeba kupę na to na tammto ... W porównaniu od 2 miesięcy w pracy mamy nową koleżankę ... Śmiechu pogaduchy uśmiechy .... Można o wszystkim pogadać .... Czy jest sens żyć w toksycznym związku ?
Nie ma uciekaj.pamietak tylko że kobiety nie zmienisz, możesz zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia. Po ślubie okres demo się skończy.
 
Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
Jasne, bywają trudne momenty. Kłótnie. Ciche dni. Zmęczenie. Rutyna. Życie. Każde małżeństwo ma swoje wzloty i upadki. Ale to są właśnie te chwile, kiedy się testuje, ile ta przysięga naprawdę znaczy. Bo przysięga to nie jest poezja z sali ślubów. To jest zobowiązanie na każdy zwykły dzień. Na dzień, kiedy ci się nie chce. Kiedy masz pokusę. Kiedy życie kopie po jajach.
Seks to jest najłatwiejsza rzecz na świecie do zdobycia. Naprawdę. Wystarczy trochę chemii, kilka kliknięć, parę drinków — i już. Ale bliskość, zaufanie, historia, to że ktoś zna twoje wszystkie wady, słabości, twój wkurw i twoje marzenia — i mimo tego nadal z tobą jest — to jest cholernie wyjątkowe.
I teraz mam to wszystko zaprzepaścić dlatego, że gdzieś pojawiło się chwilowe pożądanie? Że jakaś nowa osoba powie mi dwa miłe słowa i poczuję się atrakcyjny? Serio? To nie jest żadna odwaga, żaden „męski instynkt”. To jest tchórzostwo. Ucieczka. Egoizm w najczystszej postaci.
Jeśli coś się psuje między nami — to naprawiam. Jeśli mnie coś boli — gadam. Jeśli mi czegoś brakuje — mówię jej. Bo ona jest moją drużyną. Nie wrogiem.
A zdrada to nie jest żaden błąd. To jest decyzja. Decyzja, żeby zniszczyć czyjeś bezpieczeństwo, poczucie wartości, serce. A potem jeszcze oczekiwać, że jakoś to będzie.
Ja wolę raz na jakiś czas przegrać bitwę w domu, ale wygrać całe małżeństwo. Wolę być czasem wkurwiony, czasem pogubiony — ale zawsze po tej samej stronie, co moja żona.
Może to banalne, może staroświeckie — ale dla mnie prawdziwa siła to wierność. Bo jak ktoś ucieka do nowej dupy, zamiast zmierzyć się z problemem, to jest tylko pozorem faceta.
I żeby nie było — u nas też nie zawsze jest różowo. Seks po tylu latach to nie jest ciągły fajerwerk jak na początku. Też czasem mam kryzys. Też zdarzają się momenty, kiedy po prostu nie iskrzy. Ale zamiast szukać iskry gdzieś indziej — rozpalamy ją na nowo razem.
Przestałem się bać szczerości. Zacząłem z nią rozmawiać o swoich fantazjach, o rzeczach, których byśmy może kiedyś nie spróbowali, bo „nie wypada”, bo „co ona sobie pomyśli”. A okazało się, że moja żona ma wyobraźnię większą niż myślałem 😄 I że jak się o tym mówi normalnie, otwarcie — to można przeżyć rzeczy, które jeszcze bardziej nas zbliżają.
I wiecie co? Jestem z tego bardzo dumny. Że nie dałem się ponieść chwilowej emocji. Że nie poszedłem na łatwiznę i nie szukałem potwierdzenia własnej wartości w ramionach obcej kobiety. Że przez te wszystkie lata ani razu jej nie zdradziłem — nawet myślami nie pozwalam sobie odpłynąć za daleko, bo wiem, co mam w domu.
Może ktoś powie, że jestem naiwny, staroświecki albo że życie jest za krótkie na wierność. A ja powiem tak: życie jest właśnie za krótkie, żeby niszczyć relację, która jest dla ciebie fundamentem. Wolę codziennie zasypiać obok kobiety, która zna mnie lepiej, niż ja sam siebie — niż budzić się obok kogoś przypadkowego i udawać, że nic się nie stało.

I tyle ode mnie.
W końcu ktoś normalny, szacun dla ciebie. Połowa pewnie nie złapie w ogóle o czym piszesz.
 
Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry