ze swoim odbytem mam już takie ,,średnie" ,,średnio/zaawansowane" doświadczenia. Za każdym razem jak żona wyjeżdża z córką na kilka dni, to ja lecę na pełnej i doświadczam to czego z nią niestety nie mam o czym mówić. Jakoś tak w rodzinie u nas panuje, że mąż jest prawdziwym mężczyzną, głową rodziny, nie do pomyślenia jest żeby czym kolwiek wchodzić w męski odbyt i stymulować, bo przekonanie by było takie o jakiejś uległości. Jedyna uległość jaka wchodzi w grę, to gdy żona ujeżdża mnie na jeźdźca, a ja leżę na plecach na swoich rękach (niby związanie, zblokowanie, brak możliwości obrony) i słówka typu ,,zrób ze mną co zechcesz, ujeżdżaj mojego kutasa, wykorzystaj mnie dla swojego zaspokojenia".
Wracając do tematu- jak żona wyjeżdża, to odpalają mi się eksperymenty z odbytem. Kiedyś stosowałem gumowy wężyk, cieniutki, przez który od ust z nabraną wodą, to odbytu, wciskałem sobie (tak jakby wpluwałem) wodę kilkukrotnie, i w ten sposób wykonywałem sobie lewatywę.
GAME CHANGER- no jednak gruszka do lewatywy którą sobie kupiłem, 310ml, napełniona wodą, gwint wysmarowany lubrykantem, to załatwia sprawę lewatywy raz dwa

. Wciśnięta woda do odbytu, przepłukane 4-5 razy i czyściutko, można zaczynać eksperymenty z lubrykantem i nowymi zabawkami analnymi- o czym napiszę w odrębnym wątku ( zapraszam na profil i obserwację ostatnich moich postów)