Ja brałem ślub w 2020 roku podczas największej covidowej paniki. W USC tylko my, świadkowie i kierownik urzędu. Żadnej rodziny i gości. Po wszystkim rozjechaliśmy się do domów, zamówiłem dla siebie i mojej wielkiego burgera, nażarliśmy się tak, że o seksie nie było mowy i poszliśmy spać. Nie zamieniłbym tego dnia na żadną imprezę ze zgrają ciekawskich cioteczek i moją pożal się Boże teściową.