Moja polonistka w 8 klasie podstawówki... pani Basia, rozwódka. To po niej odziedziczyłem moje zamiłowanie do pań "przy kości". Na zajęciach opowiadała o Towiańskim, Mickiewiczu nie wsominając o Fredrze z taką swadą, że aż chciało się słuchać... Śniła sie po nocach ze swą burzą blond włosów i caaaaałą resztą. Któregoś dnia poprosiła mnie i jeszcze jednego kolegę byśmy przyszli i pomogli jej w przestawieniu mebli... i wiecie co ??? Nie poszliśmy :-( , do dzis nie wiem czy spanikowaliśmy ot tak, czy baliśmy się tego co mogłoby nastąpić. Na korytarzach każdy ją brał w opowieściach jak chciał, ale real był czymś nie do pomyślenia. Czyms nierealnym. Każdy 8-klasista jest mocny w gębie, dziś też... ech... ta szalona końcówka lat 80 XX wieku juz nigdy nie powróci :-(