Spacer z kobietą, która jest skuta kajdankami. Jest już zmierzch, zakładam jej kajdanki i nakładam długi płaszcz, tak że na pierwszy rzut oka nie widać, że ręce ma skute za plecami, ale przy dokładniejszym przyjrzeniu można się zorientować o co chodzi. Idziemy jakąś cichą i ustronną ulicą, wciąż jednak ryzykując jednak, że ktoś nas zobaczy. Docieramy do parku, zdejmuję jej płaszcz, zmuszam do klęknięcia i obciągnięcia mi pały, potem mineta i szybkie bzykanie. Kajdanki zdejmuję dopiero po powrocie.