Czytam te komentarze o tym, że wierność to brak okazji, strach przed zdemaskowaniem albo kwestia wychowania i mam wrażenie, że całkowicie pomijacie najprostszą możliwość.
A może wierność jest po prostu świadomą decyzją?
Przecież jeśli ktoś jest wierny wyłącznie dlatego, że nie miał okazji, to nie jest wierność. Jeśli jest wierny tylko dlatego, że boi się przyłapania, to też nie jest wierność. To tak samo, jak nazwać uczciwym człowieka, który nie kradnie wyłącznie dlatego, że wszędzie są kamery.
Najbardziej zdziwił mnie jednak pomysł, że seks bez uczuć być może nie jest zdradą. To znaczy co? Jeśli ktoś miesiącami okłamuje partnera, spotyka się za jego plecami i uprawia seks z kimś innym, ale bez romantycznych uczuć, to problem magicznie znika?
Przecież zdrada nie polega wyłącznie na uczuciach. Bardzo często jej istotą jest świadome złamanie ustalonych zasad i nadużycie zaufania drugiej osoby.
I jeszcze ten argument o poligamii. Dla mnie to również nie ma znaczenia. W związku monogamicznym zdradą jest złamanie zasad monogamii. W związku otwartym zdradą może być złamanie zasad związku otwartego. W poligamii zdradą może być złamanie zasad obowiązujących w poligamii.
Nie liczba partnerów definiuje zdradę, tylko złamanie zasad, na które umówiły się zainteresowane strony.
Dlatego mam czasem wrażenie, że część tej dyskusji nie dotyczy pytania „czym jest zdrada?”, tylko „jak zbudować taką definicję zdrady, żeby moje zachowanie się pod nią nie kwalifikowało”.