• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Alkohol i seks - tak czy nie?

Mężczyzna

eksperymentator

Podrywacz
U mnie od zawsze było tak, że pierwsza setka robiła 25 minut z pięciu, druga wydłużała zabawy o kolejne 20 minut ale tu już trzeba było cały czas utrzymywać napięcie aby nie stracić twardości, a trzecia wydłużała czas dojścia do nieskończoności (czyli jak to mówi moja żona "odłóżmy to do jutra").
 
Mężczyzna

Łotr

Cichy Podglądacz
Oj ja to alko uwielbiałem kiedyś, to był afrodyzjak dla moich komórek mózgowych... bo szły się jebać. W mózgu zostawały mi tylko odruchy pierwotne, więc dygałem jak małpiszon.

A tak poważnie to niby spoko, bo można było dłużej i odwagi więcej. Za to orgazmy słabsze, a jak ciut za dużo się wypiło to tych orgazmów może nawet i nie było w ogóle.

Wniosek - lepiej na trzeźwo :)
 
Kobieta

PaniTrycholog

Podrywacz
Od swojej strony: Nigdy nie potrzebowałam alkoholu czy jakich kolwiek używek żeby "dodać sobie śmiałości". Najlepszy dla mnie seks to ten kiedy jestem w 100% świadoma siebie swojego ciała, swoich odczuć oraz partnera. Po prostu nie są mi potrzebne żadne zagłuszacze ani wspomagacze, lubię być w tu i teraz całą sobą i nie mam z tym problemu.
Od strony partnera: Powiedzmy, że jestem w stanie zaakceptować tą przysłowiową lampkę wina do kolacji na mieście i to jest mój max. Niedopuszczalnym jest dla mnie seks przy upojeniu alkoholem,
seks na kacu czy też po innych środkach odurzających. Nie znoszę 😖 dotyku pijanego mężczyzny, tego nachalnego parcia na "bramkę", przekonania jaki to nie jest z niego macho, ordynarności, błędnego wzroku, śmierdzącego oddechu, bełkotu w głosie, zapachu ciała, ... Wszystko to mnie po prostu odrzuca i sprawia, że tracę nie tylko zainteresowanie seksem ale i takim mężczyzną.
 
Mężczyzna

EdmundDantes

Podrywacz
Od swojej strony: Nigdy nie potrzebowałam alkoholu czy jakich kolwiek używek żeby "dodać sobie śmiałości". Najlepszy dla mnie seks to ten kiedy jestem w 100% świadoma siebie swojego ciała, swoich odczuć oraz partnera. Po prostu nie są mi potrzebne żadne zagłuszacze ani wspomagacze, lubię być w tu i teraz całą sobą i nie mam z tym problemu.
Od strony partnera: Powiedzmy, że jestem w stanie zaakceptować tą przysłowiową lampkę wina do kolacji na mieście i to jest mój max. Niedopuszczalnym jest dla mnie seks przy upojeniu alkoholem,
seks na kacu czy też po innych środkach odurzających. Nie znoszę 😖 dotyku pijanego mężczyzny, tego nachalnego parcia na "bramkę", przekonania jaki to nie jest z niego macho, ordynarności, błędnego wzroku, śmierdzącego oddechu, bełkotu w głosie, zapachu ciała, ... Wszystko to mnie po prostu odrzuca i sprawia, że tracę nie tylko zainteresowanie seksem ale i takim mężczyzną.
Od jakiegoś czasu totalnie unikam alkoholu, bardzo rzadko piwko czy szklaneczka whiskey a coś więcej to już musi być cytując Gustlika, jakoś pieruńsko okazja ☺️ Uroiłem sobie też, że alkohol może zaburzyć sprawczość w łóżku także przed ewentualną kopulacją ograniczyłbym się do lampki dwóch wina ☺️
 
Mężczyzna

PrzemoHarp

Biegły Uwodziciel
No dobrze, to kilka zdań ode mnie....

Część z Was wie, część nie - ale przez lata tkwiłem w cięzkim, narastającym uzaleznieniu od alkoholu. Zmarnowałem sobie przez to pół życia, pogrzebałem na zawsze obiecującą karierę poważnego pana radcy po studiach (plus doszło kilka innych bardzo poważnych problemów) i mało nie zszedłem z tego świata robiąc pod siebie. Ale cóż, nie cofnę tego. Możecie mnie oceniac, albo nie. "Były menel prawi morały". Spoko - ale do rzeczy.

Z początku nie było róznicy w sprawach "łóżkowych". Gdy jeszcze piłem mało, powiedzmy te "jedno piwko po kolacji" było wszystko w porządku w kwestii libido i seksu ogólnie. No fakt, byłem wtedy młodszy, także to też ma coś do rzeczy. Ale z czasem gdy piłem coraz więcej i więcej, gdy z jednego piwka zrobiło się dwa, trzy albo i więcej - gdy z czasem dochodziły cięższe alkohole, seks zaczynałem traktować "po macoszemu". Na zasadzie "odrobienia pańszczyzny". Powoli przestawało mnie to pociągać i sprawiać czystą, nieskażoną niczym spontaniczną przyjemność. A zrobiło się to na zasadzie "o matko, jeszcze TO...."
Organizm już zapewne wtedy pracował nieco inaczej, stawałem się ociężały, byle wysiłek zaczynał mnie poważnie męczyć. Przytyłem, czy raczej "spuchłem" od alkoholu. Poza psychiczną obojętnością na bodźce seksualne, która cały czas narastała - zaczęły się problemy z fizycznością - z erekcją, z jej utrzymaniem, w końcu całkowicie "silnik stanął" i przestało "się chcieć".
Bo wolałem zobojętnić się po południu, leżeć odrętwiały przed TV a potem powlec się do łóżka i zasnąć snem alkoholika, snem niepokojnym, zmieszanym z jawą i urojeniami (nie wiedziałem wtedy, ale to były takie początki majaczeń). To było celem zycia, seks stał się obojętny, zbędny wręcz. Zresztą wtedy już i tak nie dawałem rady i każda próba zbliżenia kończyła sie sromotną porażką, moim wybuchem nerwicy i kolejną dawką alkoholu by się zobojętnić i uspokoić.

Teraz od kilku lat jestem zupełnie "czysty" i powiem Wam, że w kwestiach libido jest jak dawniej. Ten czas abstynencji, regeneracji i odbudowy organizmu - ale i psychiki zrobił swoje - udało mi się. Znowu chcę i znowu mogę. Jak przed laty. Tak, jest realna szansa, że to się wszystko odwróci.

Po co to wysmażyłem? Widzę tu sporo wpisów o seksie po narkotykach, widzę, że jakaś część z Was nie odmawia sobie alkoholu... Tak wiem, wszystko dla ludzi. Ale uważajcie z tym.
Ja koniec końców przetrwałem, odnowiłem się można powiedzieć - ale wiedzcie, że nałóg nie atakuje od razu a zatruwa psychikę powoli. To prawda co wielu z Was pisało w swoich postach - alkohol dodaje odwagi, pewności, rozluźnia - ale rozpieprza psychikę i libido. Powoli, ale sukcesywnie.
Powiecie - "ja tylko okazjonalnie, ja nie wpadnę w nałóg" - a czy Wy myślicie moi drodzy, że ja chciałem wpaść w to gówno po czubek głowy....? :)

Uważajcie na siebie.
 
Ostatnia edycja:
Mężczyzna

EdmundDantes

Podrywacz
No dobrze, to kilka zdań ode mnie....

Część z Was wie, część nie - ale przez lata tkwiłem w cięzkim, narastającym uzaleznieniu od alkoholu. Zmarnowałem sobie przez to pół życia, pogrzebałem na zawsze obiecującą karierę poważnego pana radcy po studiach (plus doszło kilka innych bardzo poważnych problemów) i mało nie zszedłem z tego świata robiąc pod siebie. Ale cóż, nie cofnę tego. Możecie mnie oceniac, albo nie. "Były menel prawi morały". Spoko - ale do rzeczy.

Z początku nie było róznicy w sprawach "łóżkowych". Gdy jeszcze piłem mało, powiedzmy te "jedno piwko po kolacji" było wszystko w porządku w kwestii libido i seksu ogólnie. No fakt, byłem wtedy młodszy, także to też ma coś do rzeczy. Ale z czasem gdy piłem coraz więcej i więcej, gdy z jednego piwka zrobiło się dwa, trzy albo i więcej - gdy z czasem dochodziły cięższe alkohole, seks zaczynałem traktować "po macoszemu". Na zasadzie "odrobienia pańszczyzny". Powoli przestawało mnie to pociągać i sprawiać czystą, nieskażoną niczym spontaniczną przyjemność.
Organizm już zapewne wtedy pracował nieco inaczej, stawałem się ociężały, byle wysiłek zaczynał mnie poważnie męczyć. Przytyłem, czy raczej "spuchłem" od alkoholu. Poza psychiczną obojętnością na bodźce seksualne, która cały czas narastała - zaczęły się problemy z fizycznością - z erekcją, z jej utrzymaniem, w końcu całkowicie "silnik stanął" i przestało "się chcieć".
Bo wolałem zobojętnić się po południu, leżeć odrętwiały przed TV a potem powlec się do łóżka i zasnąć snem alkoholika, snem niepokojnym, zmieszanym z jawą i urojeniami (nie wiedziałem wtedy, ale to były takie początki majaczeń). To było celem zycia, seks stał się obojętny, zbędny wręcz. Zresztą wtedy już i tak nie dawałem rady i każda próba zbliżenia kończyła sie sromotną porażką, moim wybuchem nerwicy i kolejną dawką alkoholu by się zobojętnić i uspokoić.

Teraz od kilku lat jestem zupełnie "czysty" i powiem Wam, że w kwestiach libido jest jak dawniej. Ten czas abstynencji, regeneracji i odbudowy organizmu - ale i psychiki zrobił swoje - udało mi się. Znowu chcę i znowu mogę. Jak przed laty. Tak, jest realna szansa, że to się wszystko odwróci.

Po co to wysmażyłem? Widzę tu sporo wpisów o seksie po narkotykach, widzę, że jakaś część z Was nie odmawia sobie alkoholu... Tak wiem, wszystko dla ludzi. Ale uważajcie z tym.
Ja koniec końców przetrwałem, odnowiłem się można powiedzieć - ale wiedzcie, że nałóg nie atakuje od razu a zatruwa psychikę powoli. To prawda co wielu z Was pisało w swoich postach - alkohol dodaje odwagi, pewności, rozluźnia - ale rozpieprza psychikę i libido. Powoli, ale sukcesywnie.
Powiecie - "ja tylko okazjonalnie, ja nie wpadnę w nałóg" - a czy Wy myślicie moi drodzy, że ja chciałem wpaść w to gówno po czubek głowy....? :)

Uważajcie na siebie.

A o mnie myślcie co chcecie.
Przemo nikt tu nie jest od oceniania , cytując pewnego człowieka sprzed 2 tys lat, i Ja Cie nie potępiam . Najważniejsze, że zawróciłeś z tej błędnej drogi i organizm znów zadziałał jak nowy ☺️
 
Kobieta

PaniTrycholog

Podrywacz
No dobrze, to kilka zdań ode mnie....

Część z Was wie, część nie - ale przez lata tkwiłem w cięzkim, narastającym uzaleznieniu od alkoholu. Zmarnowałem sobie przez to pół życia, pogrzebałem na zawsze obiecującą karierę poważnego pana radcy po studiach (plus doszło kilka innych bardzo poważnych problemów) i mało nie zszedłem z tego świata robiąc pod siebie. Ale cóż, nie cofnę tego. Możecie mnie oceniac, albo nie. "Były menel prawi morały". Spoko - ale do rzeczy.

Z początku nie było róznicy w sprawach "łóżkowych". Gdy jeszcze piłem mało, powiedzmy te "jedno piwko po kolacji" było wszystko w porządku w kwestii libido i seksu ogólnie. No fakt, byłem wtedy młodszy, także to też ma coś do rzeczy. Ale z czasem gdy piłem coraz więcej i więcej, gdy z jednego piwka zrobiło się dwa, trzy albo i więcej - gdy z czasem dochodziły cięższe alkohole, seks zaczynałem traktować "po macoszemu". Na zasadzie "odrobienia pańszczyzny". Powoli przestawało mnie to pociągać i sprawiać czystą, nieskażoną niczym spontaniczną przyjemność. A zrobiło się to na zasadzie "o matko, jeszcze TO...."
Organizm już zapewne wtedy pracował nieco inaczej, stawałem się ociężały, byle wysiłek zaczynał mnie poważnie męczyć. Przytyłem, czy raczej "spuchłem" od alkoholu. Poza psychiczną obojętnością na bodźce seksualne, która cały czas narastała - zaczęły się problemy z fizycznością - z erekcją, z jej utrzymaniem, w końcu całkowicie "silnik stanął" i przestało "się chcieć".
Bo wolałem zobojętnić się po południu, leżeć odrętwiały przed TV a potem powlec się do łóżka i zasnąć snem alkoholika, snem niepokojnym, zmieszanym z jawą i urojeniami (nie wiedziałem wtedy, ale to były takie początki majaczeń). To było celem zycia, seks stał się obojętny, zbędny wręcz. Zresztą wtedy już i tak nie dawałem rady i każda próba zbliżenia kończyła sie sromotną porażką, moim wybuchem nerwicy i kolejną dawką alkoholu by się zobojętnić i uspokoić.

Teraz od kilku lat jestem zupełnie "czysty" i powiem Wam, że w kwestiach libido jest jak dawniej. Ten czas abstynencji, regeneracji i odbudowy organizmu - ale i psychiki zrobił swoje - udało mi się. Znowu chcę i znowu mogę. Jak przed laty. Tak, jest realna szansa, że to się wszystko odwróci.

Po co to wysmażyłem? Widzę tu sporo wpisów o seksie po narkotykach, widzę, że jakaś część z Was nie odmawia sobie alkoholu... Tak wiem, wszystko dla ludzi. Ale uważajcie z tym.
Ja koniec końców przetrwałem, odnowiłem się można powiedzieć - ale wiedzcie, że nałóg nie atakuje od razu a zatruwa psychikę powoli. To prawda co wielu z Was pisało w swoich postach - alkohol dodaje odwagi, pewności, rozluźnia - ale rozpieprza psychikę i libido. Powoli, ale sukcesywnie.
Powiecie - "ja tylko okazjonalnie, ja nie wpadnę w nałóg" - a czy Wy myślicie moi drodzy, że ja chciałem wpaść w to gówno po czubek głowy....? :)

Uważajcie na siebie.
Twój post wiele dla mnie znaczy i bardzo Ci za niego dziękuję Przemo... Za to, że się w ogóle pojawił. Ja swój napisałam z perspektywy osoby współuzaleznionej od alkoholu, czyli przez lata żyjącej z wysokofunkcjonującym alkoholikiem, a raczej egzystującej, bo pełnia życia to to nie jest.
Życie z kimś wiecznie nieobecnym, nieustannie zamulonym i odciętym przez nałóg jest równie trudne. Czujesz jak usychasz, jak uchodzi z ciebie życie, nie możesz liczyć na żadne wsparcie, po latach dociera wreszcie, że jesteś w związku sam... jeszcze chcesz pomóc osobie na której Ci zależy/ło, tylko jej już nie ma, nie widać jej z za muru puszek i butelek po wódzie... Naiwnie poświęcasz więc jeszcze więcej siebie, rezygnujesz z wielu rzeczy, bo tobie zależy bardziej... Wreszcie znikasz i przestajesz rozpoznawać swoje odbicie w lustrze. Najpierw tracisz szacunek do osoby z którą żyjesz, a później do siebie bo nie potrafisz ( a tak na prawdę nie możesz) nic z tym zrobić i dochodzisz do miejsca w którym związek wraz z jego cielesną seksualną stroną po prostu umiera... Niewielu wraca z tego miejsca, dlatego gratuluję Ci, że Tobie się to jakoś udało...

Początek bywa przeważnie niewinny... Tylko jedno piwko... A z życiorysu ucieka godzinka... dzień... lata...
Dlatego uważam, że nawet dla "odwagi" po prostu nie warto...
 
Ostatnia edycja:
Mężczyzna

PrzemoHarp

Biegły Uwodziciel
@PaniTrycholog - dziękuję również za post. To cenne uzupełnienie mojego wpisu - tak w zasadzie "z drugiej strony barykady" - ale przez to jest tym bardziej wartościowe. Dziękuję.
Zdaję sobie sprawę, że już trochę odbiegamy od istoty tematu "Alkohol i seks" - ale warto by było, żebyśmy byli uświadomieni jaką perfidną pułapkę - również w temacie seksu i pożądania - mogą (*) stanowić alkohol czy narkotyki.

(*) nie muszą, ale mogą...
 
Mężczyzna

Jedenon

Erotoman
@PaniTrycholog - dziękuję również za post. To cenne uzupełnienie mojego wpisu - tak w zasadzie "z drugiej strony barykady" - ale przez to jest tym bardziej wartościowe. Dziękuję.
Zdaję sobie sprawę, że już trochę odbiegamy od istoty tematu "Alkohol i seks" - ale warto by było, żebyśmy byli uświadomieni jaką perfidną pułapkę - również w temacie seksu i pożądania - mogą (*) stanowić alkohol czy narkotyki.

(*) nie muszą, ale mogą...
Brawo Ty.
Upadać jest rzeczą ludzką ... i to wcale nie jest najgorsze. Najgorsze to upaść i tak zostać. Dlatego brawo Ty że sie nie poddaleś ale wstałeś. Jesteś prawdziwym bohaterem ktory powrocił z dalekiej drogi.

A co do raz wezmę nic się nie stanie... czasem jeden raz to ten jeden raz za dużo. Zdecydowanie nie warto ryzykować, zbyt dużo jest do stracenia.
 
Mężczyzna

amt93

Cichy Podglądacz
Jak mamy z żoną wolne od dzieciaka, to lubimy porządnie zjeść i przy tym wypić, zwłaszcza że teść produkuje wyborny bimber. Żona i ja jesteśmy raczej typami o mocnych głowach, ona po alkoholu ma chcicę z automatu, a ja jestem bardziej wytrzymały, więc nie ma co oszukiwać, że po wspólnej konsumpcji miewamy najdłuższe i najbardziej intensywne akcje :p
 

Podobne tematy

Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry