U mnie od zawsze było tak, że pierwsza setka robiła 25 minut z pięciu, druga wydłużała zabawy o kolejne 20 minut ale tu już trzeba było cały czas utrzymywać napięcie aby nie stracić twardości, a trzecia wydłużała czas dojścia do nieskończoności (czyli jak to mówi moja żona "odłóżmy to do jutra").