• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Czy zdrada podnieca?

Mężczyzna

Masażyski szukam

Biegły Uwodziciel
Myślałam nad tym żeby w końcu mu pokazać, bo mnie prosił już o to kilkukrotnie. Nawet rozmawiałam z przyjacielem o tym czy narzeczony mógłby na nas popatrzeć i się zgodził. Ale tak jakoś zawsze coś się przeciągało, wypadało itd. Może w końcu trzeba będzie to zrobić po prostu. ;)
Można mu to dawkować np nagrać glosowkę ze spotkania, inny sposób to taki gdzie on czeka za drzwiami i nie wolno mu wejść dopóki go nie zaprosicie. Nagranie wideo gdzie widać tylko tyle ile sami zdecydujecie. Przynoszenie mu spermy w cipce lub na częściach garderoby takich pomysłów jest bardzo dużo. Można bardzo ostro i można delikatniej
 
Mężczyzna

Warszawiak82

Podrywacz
Dla części osób zdrada jest jednym z najcięższych naruszeń zaufania. Dla innych jest źródłem adrenaliny, fantazji seksualnych, elementem gry, fetyszem albo po prostu czymś, co nie ma aż takiego ciężaru moralnego.
Natomiast ciekawa jest jedna rzecz. W wielu wypowiedziach praktycznie nie pojawia się partner jako człowiek. Pojawia się za to ekscytacja, adrenalina, poczucie bycia pożądanym, ryzyko przyłapania, poprawa samooceny, emocje. Cały punkt ciężkości jest przesunięty na własne przeżycia.
„Podnieca mnie planowanie.” „Podnieca mnie adrenalina.” „Poprawia mi samoocenę.” „Nigdy nie żałowałam.” „Kręci mnie, że wybiera mnie zamiast męża.”
To jest o własnych emocjach, a nie o konsekwencjach dla drugiej osoby.
Można wręcz zauważyć pewien mechanizm psychologiczny: im bardziej człowiek skupia się na tym, co dostaje on sam, tym mniej miejsca zostaje na pytanie, co w tym samym czasie traci ktoś inny.
Najbardziej uderza mnie jednak coś innego. Gdyby w tych wypowiedziach zamiast słowa „zdrada” wstawić dowolne inne zachowanie polegające na oszukiwaniu drugiego człowieka, wiele osób oceniłoby je bardzo surowo. Kłamstwo, manipulację, wykorzystywanie czy podwójne życie. Ale kiedy dochodzi silny ładunek seksualny i emocjonalny, część ludzi zaczyna postrzegać to przez pryzmat ekscytacji, a nie uczciwości.
To chyba najlepiej pokazuje, że człowiek potrafi bardzo skutecznie oddzielić własne przyjemności od konsekwencji swoich działań.
Czy to upadek moralności? Dla kogoś, kto uważa lojalność i uczciwość za fundament związku, prawdopodobnie tak będzie to wyglądało. Dla osób piszących w tym wątku jest to raczej opis fantazji, potrzeb seksualnych albo własnych doświadczeń. Dlatego każda ze stron patrzy na ten sam temat zupełnie innymi oczami.
Jedno natomiast rzuca się w oczy: prawie wszyscy opisują, jak zdrada daje im coś pozytywnego. Niewielu zastanawia się, jak wygląda ta sama historia z perspektywy osoby, która pewnego dnia dowiaduje się, że była okłamywana przez miesiące albo lata. I właśnie ta nieobecna w dyskusji perspektywa mówi często najwięcej o całym zjawisku
Zgadzam się w całej rozciągłości. Choć na początek małe sprostowanie, w odniesieniu do części wypowiedzi w tym temacie - jakakolwiek forma otwierania związku (swingowanie, cuckold) nie jest zdradą, jeśli odbywa się za zgodą obojga partnerów.

Nie rozumiem jednak tych, którzy otwarcie chwalą się swoimi dokonaniami na boku. Naprawdę taki ktoś chciałby być sam w ten sposób potraktowany? Bo zdrada jest fajna, ale jedynie dla zdradzającego. Dla tego kto został zdradzony jest przykra i raniąca.

Jeśli oboje wyrażamy na to zgodę, możemy nawet uprawiać seks z innymi. Ale jeśli tej zgody nie ma, nie mam prawa w celu erotycznym nawet położyć ręki na kolanie innej dziewczyny. Czułbym się z tym zwyczajnie źle, że wykorzystałem zaufanie mojej dziewczyny, która ufając mi zgodziła się na moje wyjście czy wyjazd z kimś. I piszę to jako facet będący w związku gdzie mamy doświadczenie w swingowaniu czy cuckold.
 
Kobieta

SexParaWawa

Seks Praktykant
Dla części osób zdrada jest jednym z najcięższych naruszeń zaufania. Dla innych jest źródłem adrenaliny, fantazji seksualnych, elementem gry, fetyszem albo po prostu czymś, co nie ma aż takiego ciężaru moralnego.
Natomiast ciekawa jest jedna rzecz. W wielu wypowiedziach praktycznie nie pojawia się partner jako człowiek. Pojawia się za to ekscytacja, adrenalina, poczucie bycia pożądanym, ryzyko przyłapania, poprawa samooceny, emocje. Cały punkt ciężkości jest przesunięty na własne przeżycia.
„Podnieca mnie planowanie.” „Podnieca mnie adrenalina.” „Poprawia mi samoocenę.” „Nigdy nie żałowałam.” „Kręci mnie, że wybiera mnie zamiast męża.”
To jest o własnych emocjach, a nie o konsekwencjach dla drugiej osoby.
Można wręcz zauważyć pewien mechanizm psychologiczny: im bardziej człowiek skupia się na tym, co dostaje on sam, tym mniej miejsca zostaje na pytanie, co w tym samym czasie traci ktoś inny.
Najbardziej uderza mnie jednak coś innego. Gdyby w tych wypowiedziach zamiast słowa „zdrada” wstawić dowolne inne zachowanie polegające na oszukiwaniu drugiego człowieka, wiele osób oceniłoby je bardzo surowo. Kłamstwo, manipulację, wykorzystywanie czy podwójne życie. Ale kiedy dochodzi silny ładunek seksualny i emocjonalny, część ludzi zaczyna postrzegać to przez pryzmat ekscytacji, a nie uczciwości.
To chyba najlepiej pokazuje, że człowiek potrafi bardzo skutecznie oddzielić własne przyjemności od konsekwencji swoich działań.
Czy to upadek moralności? Dla kogoś, kto uważa lojalność i uczciwość za fundament związku, prawdopodobnie tak będzie to wyglądało. Dla osób piszących w tym wątku jest to raczej opis fantazji, potrzeb seksualnych albo własnych doświadczeń. Dlatego każda ze stron patrzy na ten sam temat zupełnie innymi oczami.
Jedno natomiast rzuca się w oczy: prawie wszyscy opisują, jak zdrada daje im coś pozytywnego. Niewielu zastanawia się, jak wygląda ta sama historia z perspektywy osoby, która pewnego dnia dowiaduje się, że była okłamywana przez miesiące albo lata. I właśnie ta nieobecna w dyskusji perspektywa mówi często najwięcej o całym zjawisku
nikt nic nie traci jak się nie dowie, zwykle zyskuje większe zaangażowanie - taka forma rekompensaty za to czego się nie wie
 
Mężczyzna

Warszawiak82

Podrywacz
zdecydowanie jest to podniecające, a zdrada czy jak piszą niektórzy seks na boku nie jest zdradą jeżeli nikt się nie dowie.
nikt nic nie traci jak się nie dowie, zwykle zyskuje większe zaangażowanie - taka forma rekompensaty za to czego się nie wie
No to chyba inaczej postrzegamy pojęcia uczciwości i wierności. Nikt z nas nie upilnuje partnera 24h na dobę. Wyjścia do pracy, wyjazdy służbowe, wyjazdy integracyjne...zawsze gdy nie ma nas przy sobie chcemy wierzyć, że nasz partner dochowuje granic które wypracowaliśmy sobie w czasie związku. I jeszcze raz podkreślę, piszę to jako człowiek który jest w związku w którym widzieliśmy siebie wzajemnie uprawiających seks z kimś innym.

Raz na jakiś czas mam wyjazdy służbowe, na którym jest mieszane towarzystwo. Czy są tam okazje, żeby przymacać czy przylizać się z inną dziewczyną? No jasne, dla chcącego nic trudnego. Tyle że gdybym po czymś takim wrócił do domu, to czułbym się fatalnie wobec mojej dziewczyny, że zawiodłem jej zaufanie. Bo przecież ona nie jest dzieckiem, dobrze wie że na wyjazdach są takie pokusy i okazje. Ale ona wierzy mi, że jestem wobec niej uczciwy, tak samo jak ona wobec mnie.
 
Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
Zgadzam się w całej rozciągłości. Choć na początek małe sprostowanie, w odniesieniu do części wypowiedzi w tym temacie - jakakolwiek forma otwierania związku (swingowanie, cuckold) nie jest zdradą, jeśli odbywa się za zgodą obojga partnerów.

Nie rozumiem jednak tych, którzy otwarcie chwalą się swoimi dokonaniami na boku. Naprawdę taki ktoś chciałby być sam w ten sposób potraktowany? Bo zdrada jest fajna, ale jedynie dla zdradzającego. Dla tego kto został zdradzony jest przykra i raniąca.

Jeśli oboje wyrażamy na to zgodę, możemy nawet uprawiać seks z innymi. Ale jeśli tej zgody nie ma, nie mam prawa w celu erotycznym nawet położyć ręki na kolanie innej dziewczyny. Czułbym się z tym zwyczajnie źle, że wykorzystałem zaufanie mojej dziewczyny, która ufając mi zgodziła się na moje wyjście czy wyjazd z kimś. I piszę to jako facet będący w związku gdzie mamy doświadczenie w swingowaniu czy cuckold.
Jeśli jest zgoda, to nie nazywał bym tego nawet zdradą.
 
Mężczyzna

Ja_75

Seks Praktykant
nikt nic nie traci jak się nie dowie, zwykle zyskuje większe zaangażowanie - taka forma rekompensaty za to czego się nie wie
"Nikt nic nie traci, jeśli się nie dowie" to jeden z tych argumentów, które brzmią sensownie tylko do momentu, aż zastosujemy je gdzieś indziej.
Jeżeli wspólnik od lat podbiera pieniądze z firmy, ale robi to na tyle sprytnie, że nigdy się nie dowiem, to znaczy, że nic nie straciłem i mogę za tą kasę robić zakupy?
Jeżeli ktoś mnie regularnie okłamuje, ale jest na tyle dobrym kłamcą, że nigdy go nie przyłapię, to znaczy, że mówił mi prawdę?

Przecież absurd tego rozumowania widać od razu.

Fakt, że ofiara nie zna prawdy, nie oznacza, że szkoda nie powstała. Oznacza jedynie, że jeszcze o niej nie wie.
Właśnie dlatego w definicję zdrady wpisane są kłamstwo, oszustwo i ukrywanie prawdy. Gdyby druga strona wiedziała i świadomie się zgadzała, nie mówilibyśmy o zdradzie, tylko o zupełnie innym układzie.
Najciekawsze jest jednak to, że argument "nikt nic nie traci, jeśli się nie dowie" prawie zawsze pojawia się wtedy, gdy ktoś próbuje usprawiedliwić własne zachowanie. Jakoś rzadko słyszę go od ludzi, którzy sami zostali okłamani.

Być może dlatego, że kiedy role się odwracają, nagle okazuje się, że prawda jednak miała znaczenie.
 
Kobieta

SexParaWawa

Seks Praktykant
No to chyba inaczej postrzegamy pojęcia uczciwości i wierności. Nikt z nas nie upilnuje partnera 24h na dobę. Wyjścia do pracy, wyjazdy służbowe, wyjazdy integracyjne...zawsze gdy nie ma nas przy sobie chcemy wierzyć, że nasz partner dochowuje granic które wypracowaliśmy sobie w czasie związku. I jeszcze raz podkreślę, piszę to jako człowiek który jest w związku w którym widzieliśmy siebie wzajemnie uprawiających seks z kimś innym.

Raz na jakiś czas mam wyjazdy służbowe, na którym jest mieszane towarzystwo. Czy są tam okazje, żeby przymacać czy przylizać się z inną dziewczyną? No jasne, dla chcącego nic trudnego. Tyle że gdybym po czymś takim wrócił do domu, to czułbym się fatalnie wobec mojej dziewczyny, że zawiodłem jej zaufanie. Bo przecież ona nie jest dzieckiem, dobrze wie że na wyjazdach są takie pokusy i okazje. Ale ona wierzy mi, że jestem wobec niej uczciwy, tak samo jak ona wobec mnie.d
dużo osób tak wierzy, a potem nie może uwierzyć, że ktoś stworzył nam tylko fałszywe poczucie wierności
 
Kobieta

SexParaWawa

Seks Praktykant
Wiesz, to że teoretycznie mogę byc zdradzanym nie jest dla mnie wystarczającym powodem aby samemu zacząć zdradzać jako pierwszy. Ale każdy sam decyduje o swoim życiu i je sobie uklada jak chce.
myślę, że to czy zdradzamy zależy od wielu czynników i nie oznacza, że zdradzamy zawsze i przy każdej okazji
 
Mężczyzna

Warszawiak82

Podrywacz
myślę, że to czy zdradzamy zależy od wielu czynników i nie oznacza, że zdradzamy zawsze i przy każdej okazji
Wiesz, ja nie jestem jakimś dzieciakiem nieznającym życia, żeby wygłaszać jakieś infantylne frazesy. Dobrze wiem, że niekiedy ludzie znajdują się życiowo w sytuacji tragicznej, z której nie ma dobrego wyjścia. Założona rodzina, kredyt, wspólne mieszkanie...i partner który nie pasuje do nas czy no gruncie emocjonalnym czy seksualnym. Nawet tutaj można znaleźć wątki typu "pasujemy do siebie pod każdym względem, rozumiemy się i kochamy....tylko on/ona totalnie nie potrzebuje seksu".

I ja rozumiem, że tego typu sytuacja, to sytuacja gdzie jeden wybór jest gorszy od drugiego....rozbijać rodzinę czy zdradzać.

Tyle, ze wypowiedź Twoja i wielu innych tutaj prezentuje coś zgoła innego. To podejście gdzie fanie się zdradza, bo jest to przyjemne i tyle. Nawet jak jesteś w dobrym związku, to "czemu nie skorzystać z okazji, skoro nic za to nie grozi" - i z takim czymś się nie zgadzam.
 
Mężczyzna

Veldon

Cichy Podglądacz
Przyjeżdżał do nas na weekend. Jakaś kolacja, drink. I braliśmy ją we dwóch, najczęściej jeden z tyłu ją posuwał, a drugiemu obciągała. I tak na zmianę. Ile było sił. W dzień czy w nocy. W łóżku, na stole w kuchni nogi rozkładała, jeden ją brał, a drugiemu brała w usta. Też na zmianę. Miała spiralę, więc laliśmy w środku, bez gumy. Albo na cycki, bo tak lubiła. A fajnie zbudowana, szczupła, cycki D. Właściwie to robiliśmy z nią co chcieliśmy. Później byłem tak nakręcony, że nie dawałem jej spokoju :)
 

Podobne tematy

Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry