Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale są dni, kiedy człowiek ma ochotę zrzucić z siebie nie tylko obowiązki, ale i całą resztę.
Lubię moment, kiedy zamykam za sobą drzwi, włączam muzykę, zostawiam telefon gdzieś daleko i przez chwilę nikt nic ode mnie nie chce. Wystarczy cienka koszulka... albo nawet i ona zaczyna przeszkadzać.
To zabawne, jak bardzo potrafi działać wyobraźnia. Czasem nie potrzeba żadnego dotyku. Wystarczy jedno spojrzenie w lustro, ciepło na skórze i ta myśl, że gdyby ktoś zobaczył mnie właśnie teraz... chyba nie odwróciłby wzroku.
A wy? Też macie takie chwile, kiedy bardziej podnieca sama możliwość niż to, co naprawdę się wydarzy?