

Jeżeli biega bez majtek a tobie nie daje się dotknąć to już się nie wysilaj tylko szukaj prywatnego detektywa który zrobi jej z tym drugim odpowiednie fotki. Otwieraj nowe konto w banku przenoś kasę i wal do adwokata. (mój sąsiad miał identycznie)Ja ostatnio wcale nie mam seksu , moja partnerka ma 28lat ja 10 lat więcej , od kilku miesięcy w ogóle się nie bzykamy ani dotykamy.. mi cholernie tego brakuje ! Robię jej zdjęcia z ukrycia żeby później sobie walić na jej zdjęcia .. ona lubi chodzić bez majtek , wieczorami jak idzie biegać to zakłada same legginsy bez majtek i tak idzie biegać , myślę ze może mieć kogoś na boku dlatego mi już nie daje , ja z tego szału braku seksu myślę nawet o zdradzie
Ja jestem zadowolony i moja Pani też.Robię wszystko na co ma ochotę.Z góry i natychmiast przepraszam . Jestem tu nowa . Podejrzewam, że podobnych tematów było sporo a w dodatku umieszczam go być może w niewłaściwym miejscu .Mam nadzieję, że jeśli nabroiłam, to moderator zrobi z tym porządek .
Ale wyjaśniam też o co mi chodzi .
Jako neofitka pilnie czytam wiele opowiadań erotycznych i postów w różnych tematach.
Wyszło mi na to, że większość bohaterek opowiadań są jak lwice w okresie rui - wiecznie podniecone, mokre, chętne , mające po pięć orgazmów jeden po drugim . Z kolei panowie są jak jelenie na jesiennym rykowisku - waleczni , szybko gotowi do działania , bez problemów z erekcją stawiający na baczność swoje wielkie członki a na koniec zalewający swoje samice ogromnymi porcjami nasienia.
No to wobec tego ja jestem seksualna inwalidka .
Zacznijmy od słynnego orgazmu. Przeważnie mam go wtedy , gdy sama sobie zrobię dobrze. Mężczyźni też mi go czasem dają ale przede wszystkim umiejętnymi pieszczotami palcami , ustami i językiem. Przy penetracji klapa. Owszem orgazm mi się zdarza, jak facet bierze mnie np. od tyłu w pozycji "na pieska" a ja sobie pomogę od przodu własnymi paluszkami.
Czy muszę mieć orgazm ? Obywam się. Bez orgazmu też bywa przyjemnie i mam z seksu przyjemność i satysfakcję .
Czy bywa też niezbyt przyjemnie ?
Ano zdarza się . Zresztą najczęściej z mojej winy, bo wkopuję się w jakieś wątpliwe sytuacje. Wtedy bywa tak, że facet mnie posuwa a po mojej głowie krąży myśl , kiedy on wreszcie skończy.
Ocena końcowa - w skali od 1 do 6 oceniam swój seks na plus 4 .
Może zechcecie napisać, jak to jest u Was ?
Odnalazłeś swoją drogę do szczęścia.Ja jestem zadowolony i moja Pani też.Robię wszystko na co ma ochotę.
Uwielbiam służyć PaniOdnalazłeś swoją drogę do szczęścia.
Sorki że wracam do dyskusji po tak długim czasie. Masz kolego pełną rację. Twierdzenie, że każdy jest kowalem własnego losu to debilizm świadczący o brakach intelektualnych. Z drugiej strony, może być coś w przekonaniu, że akurat niektórzy dostają to, na co zasłużył w kwestiach związanych z miłością i seksem.Jeżeli twierdzisz, że wszystkie porażki i sukcesy są wyłącznie wynikiem naszych decyzji to jesteś skończonym idiotą. Wielokrotnie w życiu miałem pod górkę z powodu CUDZYCH decyzji.
Gdyby każdy dostawał to, na co zasłużył to wielu biednych powinno już być milionerami, a wielu bogatych gnić w pierdlu lub smażyć się na krześle.
Przebywanie w silnie znaskulinizowanych lokalizacjach nie sprzyja zasłużeniu sobie na tzw. miłość. Te lokalizacje to np. miasta powiatowe, byłe miasta wojewódzkie, cała polska wieś, miasta na Górnym Śląsku. Nie wiem, czy dziewczęta są mądrzejsze od samotników, że stamtąd uciekają. Może po prostu bardziej są potrzebne poza tymi terytoriami marazmu.Z drugiej strony, może być coś w przekonaniu, że akurat niektórzy dostają to, na co zasłużył w kwestiach związanych z miłością i seksem.
Myślę że tak właśnie wygląda sex bez miłości.Z góry i natychmiast przepraszam . Jestem tu nowa . Podejrzewam, że podobnych tematów było sporo a w dodatku umieszczam go być może w niewłaściwym miejscu .Mam nadzieję, że jeśli nabroiłam, to moderator zrobi z tym porządek .
Ale wyjaśniam też o co mi chodzi .
Jako neofitka pilnie czytam wiele opowiadań erotycznych i postów w różnych tematach.
Wyszło mi na to, że większość bohaterek opowiadań są jak lwice w okresie rui - wiecznie podniecone, mokre, chętne , mające po pięć orgazmów jeden po drugim . Z kolei panowie są jak jelenie na jesiennym rykowisku - waleczni , szybko gotowi do działania , bez problemów z erekcją stawiający na baczność swoje wielkie członki a na koniec zalewający swoje samice ogromnymi porcjami nasienia.
No to wobec tego ja jestem seksualna inwalidka .
Zacznijmy od słynnego orgazmu. Przeważnie mam go wtedy , gdy sama sobie zrobię dobrze. Mężczyźni też mi go czasem dają ale przede wszystkim umiejętnymi pieszczotami palcami , ustami i językiem. Przy penetracji klapa. Owszem orgazm mi się zdarza, jak facet bierze mnie np. od tyłu w pozycji "na pieska" a ja sobie pomogę od przodu własnymi paluszkami.
Czy muszę mieć orgazm ? Obywam się. Bez orgazmu też bywa przyjemnie i mam z seksu przyjemność i satysfakcję .
Czy bywa też niezbyt przyjemnie ?
Ano zdarza się . Zresztą najczęściej z mojej winy, bo wkopuję się w jakieś wątpliwe sytuacje. Wtedy bywa tak, że facet mnie posuwa a po mojej głowie krąży myśl , kiedy on wreszcie skończy.
Ocena końcowa - w skali od 1 do 6 oceniam swój seks na plus 4 .
Może zechcecie napisać, jak to jest u Was ?
Miałam bardzo podobnie w małżeństwie. Niby wszystko „w porządku”, normalne życie, blok, cienkie ściany, w tle zawsze jakiś serial… Do dziś pamiętam, jak potrafiły przelecieć dwa odcinki Gry o tron, a ja dalej leżałam pod nim i czułam tylko frustrację.Z góry i natychmiast przepraszam . Jestem tu nowa . Podejrzewam, że podobnych tematów było sporo a w dodatku umieszczam go być może w niewłaściwym miejscu .Mam nadzieję, że jeśli nabroiłam, to moderator zrobi z tym porządek .
Ale wyjaśniam też o co mi chodzi .
Jako neofitka pilnie czytam wiele opowiadań erotycznych i postów w różnych tematach.
Wyszło mi na to, że większość bohaterek opowiadań są jak lwice w okresie rui - wiecznie podniecone, mokre, chętne , mające po pięć orgazmów jeden po drugim . Z kolei panowie są jak jelenie na jesiennym rykowisku - waleczni , szybko gotowi do działania , bez problemów z erekcją stawiający na baczność swoje wielkie członki a na koniec zalewający swoje samice ogromnymi porcjami nasienia.
No to wobec tego ja jestem seksualna inwalidka .
Zacznijmy od słynnego orgazmu. Przeważnie mam go wtedy , gdy sama sobie zrobię dobrze. Mężczyźni też mi go czasem dają ale przede wszystkim umiejętnymi pieszczotami palcami , ustami i językiem. Przy penetracji klapa. Owszem orgazm mi się zdarza, jak facet bierze mnie np. od tyłu w pozycji "na pieska" a ja sobie pomogę od przodu własnymi paluszkami.
Czy muszę mieć orgazm ? Obywam się. Bez orgazmu też bywa przyjemnie i mam z seksu przyjemność i satysfakcję .
Czy bywa też niezbyt przyjemnie ?
Ano zdarza się . Zresztą najczęściej z mojej winy, bo wkopuję się w jakieś wątpliwe sytuacje. Wtedy bywa tak, że facet mnie posuwa a po mojej głowie krąży myśl , kiedy on wreszcie skończy.
Ocena końcowa - w skali od 1 do 6 oceniam swój seks na plus 4 .
Może zechcecie napisać, jak to jest u Was ?
Straszne. Krzywdzenie siebie i partnera.Miałam bardzo podobnie w małżeństwie. Niby wszystko „w porządku”, normalne życie, blok, cienkie ściany, w tle zawsze jakiś serial… Do dziś pamiętam, jak potrafiły przelecieć dwa odcinki Gry o tron, a ja dalej leżałam pod nim i czułam tylko frustrację.
Próbowaliśmy różnych pozycji, ale to nic nie dawało. We mnie wszystko było jakieś takie… chłodne, tak samo chłodne jak mój wybór kiedy go poderwałam, on był ogarnięty życiowo, naprawdę w porządku facet, tylko że kompletnie mnie nie pociągał. I tego się nie dało oszukać.
Najlepiej było po ciemku, wtedy mogłam się trochę „schować”,włączyc wyobraźnię. Ale on uparcie wolał przy świetle, a ja czułam się wtedy jeszcze bardziej spięta, wystawiona na widok, zamiast swobodna.
Często kończyło się tak, że po prostu mówiłam mu, żeby już skończył. Czułam dyskomfort, zdarzały się otarcia, potem musiałam to leczyć… i zamiast przyjemności zostawało tylko zmęczenie i ulga, że już po wszystkim.
Później przychodził okres i to był dla mnie trochę „ratunek”. Potrafiłam przeciągnąć ten czas — tydzień, dwa, z leczeniem otarc nawet pięć — byle tylko mieć spokój. Zdarzało się też, że wywoływałam kłótnię o nic, żeby stworzyć dystans. I nagle miałam miesiąc czy dwa dla siebie, bez tej presji.
A poza małżeństwem… to była zupełnie inna historia. Tam pojawiał się dreszczyk, napięcie, coś żywego. Nagle ciało reagowało inaczej, emocje były prawdziwe, a nie wymuszone. To był inny świat — taki, w którym w końcu coś czułam.