Pewnie, że bym wybrał, po latach wiem, że to bohaterka i wojowniczka. Gdyby nie Ona, czesto budziłbym się w snopie światła niczym z czołówki Jasia Fasoli, czując, że nie mam łańcucha, gnałbym wcześniej jak pies w ostępy wysokiej trawy, pewnie bym za czymś gonił, ale nie wiem co bym zrobił z tym czymś gdybym to złapał. Ona to potrafi, tak subtelnie szarpnać łańcuchem, który na codzień mi nie ciąży, a który czuje na obroży właśnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny. Ona wie, kiedy mnie poprosić bym "odpuścił" bo wie, że moge tej konfrontacji nie przezyć, albo przeżyć, ale to też będzie słabe zakończenie. Rozumie mnie, że czasem muszę sie oddalić by potem wrócić. Że musże mieć przerwę, że potrzebuję tego czego potrzebuję i nie robi mi z tego powodu wyrzutów. Ona wie, że będzie mogła sobie pozwolić na wszystko, ale musi kontrolować moje finanse, bo ja nie przywiazuję do tego wagi. Ona mówi "opowiedz mi" , "wyjaśnij" " chcę zrozumieć" a to gasi mój gniew, kompulsywność i nerwy w mgnieniu oka.
Ona mi pokazuje, że musze się bać, że strach jest dobry, bo mam dla kogo żyć i że są osoby, które mnie potrzebują.
Ona mi mówi, że warto walczyć, kiedy trzeba, że mam zniszczyć wszystko co zagraża rodzinie.
Wiele rzeczy mi mówi, a ja słucham...