Tak. Na pewno nie wszystkie mają tak samo. Po prostu zgaduję, bo próbuję sobie wytłumaczyć skąd się biorą pewne zachowania i co ludzi do nich motywuje.
Na pewno sporą motywacją mogą być pieniądze, ale też – jak to ujął Jacek Kaczmarski – "nieźle mi tu płacą za to, co i tak wszak lubię".
Tak czuję właśnie, że ona chce sobie i innym coś udowodnić. Tylko po co?
Może nie tyle udowodnić, co spróbować, jak to jest. Ona nie jest prostytutką, ani aktorką porno. Ale może chciała przez chwilę tak się poczuć? W warunkach kontrolowanych, z możliwością wycofania się. Facetów może kręcić latanie z giwerą – wirtualną, albo na kulki z farbą – a kobiety może kręcić udawanie dziwki.
Wybacz, ale dla mnie to sprytna ściema. Wyczuwam, że jest w tym drugie dno.
Wybacz, ale w tej chwili wypowiadasz się o kimś, kogo nigdy w życiu nie spotkałeś, a kto jest obecny z moim życiu od ćwierć wieku. Wyczuwam, że w tej materii jeden z nas może mieć większą wiedzę i doświadczenie. Masz oczywiście pełne prawo wyrazić swoją opinię i szukać drugiego dna, ale...
Jak się czujesz, że innemu pozwala na wiecej niż najbliższemu jej facetowi?
Pachnie mi to albo brakiem zaufania do Ciebie, albo czerpaniem przyjemności z upokorzenia Ciebie.
...pozwól mi najpierw podkreślić jedną rzecz, którą już wcześniej wspomniałem: to nie jest fundament naszego pożycia. To są zabawy, w których uczestniczymy względnie rzadko. Ponadto o ile impulsem do nich była wyrażona przez nią chęć, to jednak do realizacji doszło z mojej inicjatywy.
Odnośnie takich sytuacji: zdarzyło się raz, że poznała faceta, który w jej skali dominacji od 1 do 10 reprezentował solidną dwunastkę. Skończyło się po trzech spotkaniach. Do tej pory wspomnienia z tych spotkań pojawiają się w jej fantazjach, ale ona zdecydowanie nie wyraża ochoty na żadne kontakty z tym człowiekiem. Jak to powiedział William Blake:
musisz przebrać miarę, aby ją poznać.
Dodam też, że kilkakrotnie zdarzyło się, że zawiodła mnie intuicja i to ja przebrałem miarę w naszych zabawach w dominację. Rezultatem były bardzo nieprzyjemne sytuacje i potrzeba było sporo czasu, żeby to wyprostować.
Pachnie mi to twoją uległością wobec niej, bez urazy. Ty zapatrzony w nią, a ona robi co chce.
Nie potrafię teraz na szybko znaleźć tej wymiany zdań z
@Krystyna.X, ale postawiła ona tezę, że mój "dominujący" charakter jest – paradoksalnie – wynikiem mojej uległości wobec małżonki, która preferowała postawę uległą. Nie wykluczam takiej możliwości. Lubię sprawiać jej przyjemność i nie widzę w tym nic zdrożnego.
Stawiasz jej jakieś granice w tych zabawach?
Oczywiście. Kilkakrotnie zdarzyło się jednak, że te granice przekroczyła i musieliśmy sobie z tym radzić. Też było nieprzyjemnie i też potrzeba było czasu.
Ha! Ciekawe, że to Ci przypomina. Narazie, po tym co napisałeś, wyglada na to, że to ona bez oporów spelnia swoje fantazje.
To jest tym bardziej ciekawe, ponieważ wspomina to w kontekście
swoich fantazji. Porównaj to z solidną dwunastką powyżej.
Więc sobie nadrabia teraz te dysproporcje.
Akurat w tej dziedzinie dysproporcje są już teraz w drugą stronę, i to znacznie większe, ale mnie to zupełnie nie przeszkadza.
Wiesz, nie obraź się, ale jakoś czuję smutek, kiedy o tym piszesz.
Ja z kolei czuję smutek, że wyciągasz daleko idące wnioski z niepełnych (pomimo moich starań) informacji i zamiast cieszyć się z tego, że ludziom udaje się wspólnie czerpać z czegoś radość, to doszukujesz się w tym jakiegoś drugiego dna, ściemy i nie wiadomo czego jeszcze.
Powiem tak: popełniłem w życiu wiele błędów, ale jeśli miałbym wskazać jeden rozsądny wybór w moim życiu, to byłaby to decyzja o związaniu się z kobietą, z którą wkrótce będę obchodził tzw. srebrne gody. Poznałem ją w sytuacji, kiedy nie sądziłem, że kiedykolwiek jeszcze będę mógł obdarzyć kogoś prawdziwym zaufaniem, ale ona zapracowała na to uczciwie. Miała mnóstwo okazji, żeby wystawić mnie do wiatru i nigdy tego nie zrobiła; odkąd pamiętam, była dla mnie niezawodną przyjaciółką, na której wsparcie zawsze mogłem liczyć.
Mam wrażenie, że Twoja żona miała jakieś głębokie poczucie deficytu, że nie bzyknęla wystarczającej ilości facetów w swoim życiu i była nieszczęśliwa z tego powodu.
Kiedyś rozmawiałem z nią o tym i otwarcie przyznała, że jest w tym sporo próżności: lubi się podobać, nakręcać facetów i robić im dobrze tak, że im pokrywka furczy od pary. Tak samo zresztą lubi podniecać i zaspokajać mnie, i robi to znacznie częściej.
W tym swoim opowiadaniu napisałeś, że wasze zabawy zaczęły się tuż po ślubie, jeszcze przed 30-tką. To wcześnie. Rozumiem jeszcze pary z wieloletnim stażem, które szukają nowych podniet by ożywić swoje życie seksualne, ale kiedy robi to młoda para, to dla mnie dziwne, bo przecież jeszcze nie zdążyli się sobą nacieszyć.
Może skupiłem się wtedy na kwieciu stylistycznym i niedostatecznie precyzyjnie opisałem rozwój wydarzeń, ale w dużym skrócie wyglądało to tak, że moja (podówczas jeszcze) narzeczona wyraziła zaniepokojenie swoją ewentualną chęcią posiadania "punktu odniesienia", która to chęć mogłaby skutkować w przyszłości ciągotami do zdrady. Ja na to odparłem, że "nic o nas bez nas", i że jeśli ją faktycznie najdzie na to ochota, to będziemy się zastanawiać. Realizacja tego pomysłu (jak również wielu innych) wyszła z mojej strony i nierzadko wymagała pewnego wysiłku z mojej strony, bo żona nie na wszystko reagowała z entuzjazmem.
Są ludzie, którzy uwielbiają występować na scenie – i są ludzie, którzy lubią ich na tej scenie oglądać. Nie każdy widz chce występować, nie każdy kibic chce brać udział w zawodach. Cieszyć się sobą można na wiele sposobów – mnie naprawdę sprawia ogromną frajdę bycie reżyserem i widzem jej występów, chociaż muszę też przyznać, że zdarza się to ostatnio dużo rzadziej, niż kiedyś. Na palcach jednej ręki mogę policzyć sytuacje, w których odmówiła mi seksu ze względu na zmęczenie lub zużycie po intensywnych zabawach z innymi, ale zawsze pamiętała, żeby mi to jakoś wynagrodzić, że nie wspomnę o tym, ile wysiłku potrafiła włożyć w moje pozaseksualne pasje.
Rozumiem, że obraz, jaki wyłania się z moich wpisów stoi w jaskrawym kontraście z pornograficzną wizją takich imprez – i nic na to nie poradzę. Dzielę się moimi doświadczeniami, bo uważam, że są fajne i niektórym mogą się wydać inspirujące. Jeśli ktoś chce na nie patrzeć, szukając kwaśnych winogron i słodkich cytryn – też nic na to nie poradzę. Tego typu relacje oparte są przede wszystkim na zaufaniu – bez tego nic – a nie na pożądaniu i fetyszach. Zdarzało mi się spotykać na takich imprezach pary wyłącznie "branżowe": pan był żonaty, ale nie z panią, podobnie jak pani była żoną kogoś innego; ich oficjalni partnerzy zazwyczaj o niczym nie wiedzieli, a parę łączyło głównie dopasowanie seksualne, jednak tego rodzaju relacje nigdy nie trwały zbyt długo, a już na pewno nie 25 lat.
Podsumowując: pytaj, o co chcesz i myśl sobie o tym, co chcesz. Rozmawiamy tu o seksie, ale to tylko wycinek życia, jakie od wielu lat dzielę z moją żoną. Takiej partnerki życzyłbym każdemu mężczyźnie, oczywiście z dokładnością do preferencji seksualnych, bo nie każdemu może się podobać taka swoboda ze strony kobiety. Dlatego prosiłbym, żebyś był trochę ostrożniejszy w ferowaniu wyroków odnośnie jej motywacji i charakteru. To jest naprawdę wspaniała osoba, w niczym nieprzypominająca sprytnej dziwki, która wmówi mężowi cokolwiek, byle tylko poruchać na boku.