

Jasne. Dużo zależy od partnerów, ich podejścia do tematu. U mnie po kilkunastu latach jest nuda w łóżku - zazwyczaj wszystko tak samo, zero zaskoczenia. Partnerka wstydzi się rozmawiać na ten temat, większość prób, pytań o fantazje, chęci na różne rzeczy, kończy się tym, że ona szybko ucina temat, twierdząc, że "jest jej dobrze"... w drugą stronę jak o coś proszę to zazwyczaj kończy się tym, że ona tak nie chce, bo "to dziwne" albo "tak nie potrafię, bo to będzie bolało".
Nie skupiaj się na samych "porach", raczej popracuj nad partnerem, vby naprawdę zrozumiał, że potrzebujesz czegoś nowego.Nie wiem dlaczego tak jest ze zawsze druga polowka ma opory na troszke fantazji w luzku
Co Ty, to tak nie działa. Jeśli ktoś nie ma otwartej głowy na eksperymenty, nie kręci go przekraczanie granic, to żadne tego typu zachęty go nie skuszą. Erotyka jest w głowie i jak dla kogoś zmiana pozycji na inną niż klasyczna jest już szczytem perwersji, to nic z tym nie zrobisz.Nie skupiaj się na samych "porach", raczej popracuj nad partnerem, vby naprawdę zrozumiał, że potrzebujesz czegoś nowego.
Czasami wystarczy rozmowa, czasami zrobienie mu/jej dobrze, w jakiś nowy sposób, by sam to podchwycil i wtedy bardziej chętnie podszedł, co nowinek w Twoją stronę.
Jeżeli tak nie dasz rady, to współczuję, bo to wkoncu zmęczy, nieszczęśliwi i Ciebie i jego/ją.
Jak pisałem, czasami wystarczy, a czasami już nie....Co Ty, to tak nie działa. Jeśli ktoś nie ma otwartej głowy na eksperymenty, nie kręci go przekraczanie granic, to żadne tego typu zachęty go nie skuszą. Erotyka jest w głowie i jak dla kogoś zmiana pozycji na inną niż klasyczna jest już szczytem perwersji, to nic z tym nie zrobisz.
Tak miałem w swoim pierwszym związku, gdzie seks niby nie był zły, bo np. często bawiliśmy się w 69 z finałem w ustach, ale na tym wachlarz urozmaiceń się kończył. Jak już któryś setny raz robisz dokładnie to samo, w dokładnie tej samej kolejności, w takiej samej pozycji, to już nawet ten lodzik do końca zaczyna być nudny.
Ja to bujną wyobraźnię miałem od zawsze, ale w tamtym związku to zapomnij. Każda propozycja, to widać że jej to nie kręci, za bardzo zboczone, tak to ona nie chce. Ja to mam tak, że muszę czuć że dziewczynie to sprawia przyjemność żeby i mnie coś podniecało. Rozmowy? Oczywiście że były. I dla mnie to było niepojęte, mówię jej że ja to nie mam ograniczeń, że możemy spróbować zabaw jakich chcemy....a ona nie wie w sumie co by chciała, a moje propozycje to "tak nie".
Dopiero w tym związku tak się dobraliśmy, że jak jesteśmy rozgrzani to widzę że ją niesamowicie jarają moje propozycje. I w większości to było całkowicie spontanicznie. Cokolwiek, gdzie pamiętam jedną z pierwszych takich odjechanych rzeczy było, żebyśmy bzykali się przed lustrem które mamy w przedpokoju. Widziałem jak bardzo zaczęło ją podniecać, jak usiadła na mnie leżącego na ziemi na odwróconego jeźdźca i pierwszy raz mogła w taki sposób obserwować jak fiutek w nią wchodzi. W poprzednich związkach, to za taką propozycję usłyszałbym pewnie że jestem pojebany i zboczony. A w tym to był dopiero początek naszych zabaw wszelakich.
Innymi słowy, jak ktoś z bujną wyobraźnią dobierze się w związek z kimś kto tej wyobraźni i chęci eksploracji możliwości seksu nie ma, no to satysfakcji z takiego układu nie będzie i żadne zachęty i przekonywania nic tu nie dadzą. Sprawdziłem na sobie i to w nie jednym związku,
Masz rację, dobrze że mam pomysłowego mężaSeks może znudzić się i po paru tygodniach/miesiącach jeśli ludzie nie potrafią rozmawiać i sie w tym seksie dopasować.
Podziel się kilkoma fantazjami. Moja najczęściej reaguje negatywnie. Zasłanianie oczu nie, przytrzymywanie wyzywajace stroje plener hiszpańska mucha wszytko na nie. Dobrze ze chociaż na wibrator ma ochotęMasz rację, dobrze że mam pomysłowego mężaw dni które nie kochamy się bo jestem nie dysponowana on potrafi opowiadać takie szczegóły co chce mi zrobić że ja nie mogę się doczekać kiedy to zrealizujemy, praktycznie zawsze to są jego fantazje którymi jestem zawsze pozytywnie zaskoczona, jeszcze nigdy nie byłam na nie
![]()
Jak bym czytał o sobie. Też tak mam. Różne propozycje, pomysły i nie bo nie. Jak spytam o jej fantazje, potrzeby to nie ma i jest dobrze jak jest. Mówi, że ogólnie nie ma ochoty na seks.Jasne. Dużo zależy od partnerów, ich podejścia do tematu. U mnie po kilkunastu latach jest nuda w łóżku - zazwyczaj wszystko tak samo, zero zaskoczenia. Partnerka wstydzi się rozmawiać na ten temat, większość prób, pytań o fantazje, chęci na różne rzeczy, kończy się tym, że ona szybko ucina temat, twierdząc, że "jest jej dobrze"... w drugą stronę jak o coś proszę to zazwyczaj kończy się tym, że ona tak nie chce, bo "to dziwne" albo "tak nie potrafię, bo to będzie bolało".
Jak najbardziej wierzę w takie scenariusze, choć ja bardziej znam takie związki gdzie genezą jest młody wiek. Ludzie którzy zaczęli być parą w bardzo młodym wieku, którzy zwyczajnie nie mieli żadnych innych doświadczeń seksualnych i najnormalniej w świecie nie są świadomi jak może wyglądać seks, bo po prostu innego nie znają. Myślą że to tak jest, że to normalne że po kilku latach to się już nie chce.Czy seks z jednym partnerem może się znudzić?
Zakładam, że tak.
Ja miałam łatwiej, bo nigdy nie musiałam się nad tym zastanawiać.
Żeby znudził się seks, najpierw musi być pożądanie.
Mój były mąż był dobrym człowiekiem. Odpowiedzialnym, cierpliwym, pracowitym. Wiele kobiet uznałoby go za ideał. Problem polegał na tym, że ja nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób.
Nie brakowało mi seksu z nim po dwudziestu latach. Nie brakowało mi go po dziesięciu. Nie brakowało mi go nawet na początku.
Ludzie często zakładają, że każdy związek zaczyna się od wielkiego pożądania, które z czasem wygasa. Nie każdy.
Czasem zaczyna się od strachu, potrzeby bezpieczeństwa albo chęci ucieczki z miejsca, w którym nie da się oddychać.
Przez lata spaliśmy osobno. Oficjalnie dlatego, że jemu przeszkadzał mój sen, mnie jego chrapanie i tak było wygodniej. Każdy miał swoją przestrzeń.
Nieoficjalnie dlatego, że własne łóżko było najprostszym sposobem, żeby nie musieć codziennie udawać kobiety, która pragnie swojego mężczyzny.
Oczywiście zdarzały się zbliżenia. Zawsze z jego inicjatywy. Był moim mężem, nie współlokatorem. Tylko że między zgodą a pożądaniem jest ogromna różnica.
Najbardziej fascynuje mnie to, jak wiele osób nie potrafi sobie wyobrazić takiego związku. Jakby sam ślub automatycznie tworzył namiętność.Nie tworzy.Czasem tworzy kredyt, wspólny adres, dzieci, rutynę i święta przy jednym stole.
A pożądanie nigdy się nawet nie pojawia.
Możesz mieć trochę racji. Moja żona była moją pierwszą. Jednak nie było tak, że to stopniowo narastało. Ogólnie nie była nigdy jakoś mocno otwarta, ale też nie jakaś pruderyjna. W dość krótkim czasie libido się znacząco zmniejszyło. Może przez ciąże, ale trwa to kilka lat. Czasem myślę, że może był ktoś na boku, ale pewności nie mam.Jak najbardziej wierzę w takie scenariusze, choć ja bardziej znam takie związki gdzie genezą jest młody wiek. Ludzie którzy zaczęli być parą w bardzo młodym wieku, którzy zwyczajnie nie mieli żadnych innych doświadczeń seksualnych i najnormalniej w świecie nie są świadomi jak może wyglądać seks, bo po prostu innego nie znają. Myślą że to tak jest, że to normalne że po kilku latach to się już nie chce.
Jeśli ludzie siebie wzajemnie kręcą i dodatkowo mają w seksie wyobraźnię, to jest perpetuum mobile. Pragną siebie więcej i więcej, chcą odkrywać wzajemnie nowe formy seksu i doznań jakie z tego płyną. Niestety działa to w dwie strony. Jak nie ma chemii, bo ludzie są źle dobrani, to najzwyczajniej im się po prostu nic nie chce, robią to bardziej dla rozładowania napięcia seksualnego a nie że się wzajemnie pociągają, w efekcie jest nudno i monotonnie, to tym bardziej im się nie chce...i takie błędne koło.
Miałem podobną sytuację z byłą.Możesz mieć trochę racji. Moja żona była moją pierwszą. Jednak nie było tak, że to stopniowo narastało. Ogólnie nie była nigdy jakoś mocno otwarta, ale też nie jakaś pruderyjna. W dość krótkim czasie libido się znacząco zmniejszyło. Może przez ciąże, ale trwa to kilka lat. Czasem myślę, że może był ktoś na boku, ale pewności nie mam.