Co Ty, to tak nie działa. Jeśli ktoś nie ma otwartej głowy na eksperymenty, nie kręci go przekraczanie granic, to żadne tego typu zachęty go nie skuszą. Erotyka jest w głowie i jak dla kogoś zmiana pozycji na inną niż klasyczna jest już szczytem perwersji, to nic z tym nie zrobisz.
Tak miałem w swoim pierwszym związku, gdzie seks niby nie był zły, bo np. często bawiliśmy się w 69 z finałem w ustach, ale na tym wachlarz urozmaiceń się kończył. Jak już któryś setny raz robisz dokładnie to samo, w dokładnie tej samej kolejności, w takiej samej pozycji, to już nawet ten lodzik do końca zaczyna być nudny.
Ja to bujną wyobraźnię miałem od zawsze, ale w tamtym związku to zapomnij. Każda propozycja, to widać że jej to nie kręci, za bardzo zboczone, tak to ona nie chce. Ja to mam tak, że muszę czuć że dziewczynie to sprawia przyjemność żeby i mnie coś podniecało. Rozmowy? Oczywiście że były. I dla mnie to było niepojęte, mówię jej że ja to nie mam ograniczeń, że możemy spróbować zabaw jakich chcemy....a ona nie wie w sumie co by chciała, a moje propozycje to "tak nie".
Dopiero w tym związku tak się dobraliśmy, że jak jesteśmy rozgrzani to widzę że ją niesamowicie jarają moje propozycje. I w większości to było całkowicie spontanicznie. Cokolwiek, gdzie pamiętam jedną z pierwszych takich odjechanych rzeczy było, żebyśmy bzykali się przed lustrem które mamy w przedpokoju. Widziałem jak bardzo zaczęło ją podniecać, jak usiadła na mnie leżącego na ziemi na odwróconego jeźdźca i pierwszy raz mogła w taki sposób obserwować jak fiutek w nią wchodzi. W poprzednich związkach, to za taką propozycję usłyszałbym pewnie że jestem pojebany i zboczony. A w tym to był dopiero początek naszych zabaw wszelakich.
Innymi słowy, jak ktoś z bujną wyobraźnią dobierze się w związek z kimś kto tej wyobraźni i chęci eksploracji możliwości seksu nie ma, no to satysfakcji z takiego układu nie będzie i żadne zachęty i przekonywania nic tu nie dadzą. Sprawdziłem na sobie i to w nie jednym związku,