Raz się zdarzyło na prywatce (dzisiaj mówicie domówce) w Michalinie pod Warszawą. Było jakieś 20 osób. Impreza odbywała się w jakimś dworku szlacheckim, trochę zaniedbanym za to dużym. Akurat jakiś facet poprosił do tańca moją żonę, a jego partnerka/żona poprosiła mnie. Tańczymy i widzę, że facet obmacuje moją żonę po tyłku. Już chcę zrobić awanturę a tu moja tancerka kładzie mi swój palec na usta i przytula się do mnie uciskając moje krocze swoim udem. Pomyślałem, że zrobię to samo co tamten facet i również zacząłem ( a raczej zaczęliśmy oboje) macanko. Tańczymy dalej a tu moja tancerka przestaje, bierze mnie za rękę i gdzieś ciągnie. Rozglądam się i widzę, że na parkiecie pozostała jedna para, a mojej pani nie ma. Dałem się więc zaciągnąć do jakiegoś pokoju i tam już odbyła się cała akcja. Po seksie jakby nigdy nic wróciliśmy na parkiet, jakąś minutę po mnie odnalazła się moja żona. Okazało się że uczestniczyliśmy w czymś, co się dziś nazywa swingers party. Nigdy nie zamieniliśmy z żoną słowa na temat tego co się stało, jakby nic nie było. Skasowaliśmy sobie nawzajem pamięć. I tak jest do dziś.