Kurcze ja chyba jednak bym miał z tym duży problem. Rozmawiałem z moją ex żona o swoich i jej byłych, ale bardziej na zasadzie dowiedzenia się tego, co mam przebić i zapewnić jej znacznie wyższy poziom doznań w łóżku od tamtych. Totalnie mnie nie podnieca myślenie o tym jak robiła to z moimi poprzednikami. A jeśli powiedziała by mi, że spotykała się za hajs to dla mnie było by to za dużo. Miałbym problem z zaufaniem po usłyszeniu takich rewelacji. I mówcie co chcecie, ale uważam, że kobieta zarabiająca w ten sposób traktuje seks przedmiotowo na tyle mocno, że zdrada nie była by dla niej czymś przed czym by się wzbraniała. I wyobrażam sobie, że po zdradzie mówi mi, żebym nie brał tego do siebie bo to był tylko seks bez uczuć i nic to nie znaczyło. To moje zdanie na ten temat, nie oceniam, nie mówie nikomu jak ma żyć. I na koniec, uważam że powinieneś kierować się tym co czujesz i nie sugerować się w najmniejszym stopniu tym co przeczytasz od kilku typów na forum w internecie. Pozdro
No i chyba w tym poście streściłeś moje obawy i niewiadome które mną targały. Skoro sex dla niej nie ma znaczenia ani z kim to robi, to jak tu mówić o zaufaniu i mieć pewność że nie zdarzy się od tak z kimkolwiek i byle gdzie, bo co ją powstrzyma? ... sam się śmiałem (przez łzy) że między wiernością a zdradą dzieli nas 200 zł. I chyba każdy facet ma gdzieś z tyłu głowy obawy/ciekawość o przeszłość partnerki głównie z tego powodu że chce wiedzieć z czym się będzie mierzyć i z czym będzie porównywany. Paradoksalnie (tu mówię za siebie) chciałem wiedzieć aby to jej było ze mną dobrze i żebyśmy zaspokajali wszystkie swoje potrzeby w związku: stabilność/sex/przyszłość. Niestety jej totalna szczerość i otwarte rozmowy o wszystkim zapaliły zajebiście dużo RED FLAG-ów a potem już poszło z górki

I jestem w stanie zrozumieć frywolne życie, chęć eksperymentowania, czystą zabawę - nawet z facetami do których nie mam podjazdu (a tacy głównie byli), ale pewnej granicy nie powinno się przekraczać. Mózg i logika mówiły uciekaj ziooom i nawet się nie oglądaj, ale wyszło inaczej....
Główne obawy:
- 0 zaufania. Takich kobiet nic nie trzyma przy facecie. Wydawało mi się nasz związek to kolejna transakcja rozłożona w czasie i może się skończyć w każdej chwili.
- Zwykły impuls doprowadzi do Sexu - Młoda z tego co wiem brała co chciała, bez refleksji. Oczywiście była wolna i młoda, ale dużo nie trzeba było żeby wylądowała w ramionach faceta.
- Zupełnie inne podejście do związku (na początku) - bardzo powolne angażowanie, brak podstawowych mechanizmów w byciu razem, cisza przez kilka dni (0 kontaktu), żadnego odczucia rozwoju relacji, chowanie emocji i zaangażowania.
- Nie miała znajomego z którym nie spała... Tutaj wyjebało mi korki, bo wszyscy przekraczali granicę "przyjaźni" a ona wciąż miała z nimi bliższy lub dalszy kontakt. Wiem że jestem pewnie dziwny ale z byłymi zwykle kończyło się palonym mostem, a przespanie się z kimś skreślało go z listy znajomych. Z resztą nie miałem takiej sytuacji że z kimś spałem, a potem chodziłem na piwo albo bilard ... dla mnie to pojebane ;/ No i tutaj i przy opowieściach o ziomeczkach zacząłem cisnąć, a resztę znacie.
-Była za dobra i do tego nie podejmowała racjonalnych decyzji... Jej empatyczność i bezrefleksyjność nie raz zatrzymały mi bicie serca. Niestety to osoba tego typu że dla Ciebie zrobi wszystko, nawet wpierdoli się w gówno i skupia się na tobie a nie na sobie (tak w każdej sytuacji..) Ale jebana ma farta że jeszcze żyje i nic jej się nie stało (opowieści typu, jazda z randomem do lasu w celu oglądania jego nowej chaty w środku nocy po sexach... itp) i nie wiesz czego się spodziewać po takim perszingu.
- Wyjebało kompleksy na maxa, a pewność siebie na 0. Kobieta wie czego chce i to facet ma przejąć inicjatywę i zająć się kobietą w łóżku, a jak zadowolić kogoś takiego ? Szczególnie że po odkrytych kartach wszystko jebło... i nawet choćbym latał na pindolu robiąc helikopter brakowało wszystkiego(najbardziej pożądania i emocji ). Nawet początku przed wyjebaniem szamba było ciężko i nie mogliśmy się zgrać, stąd też zadałem gdzieś pytanie "jak kobieta może być szczęśliwa w łóżku gdy przesiada się z Ferrari na Opla". W chuj mi się to nie składało i nie wierzyłem w szczerość zapewnień, że teraz jest inaczej.
Dlaczego to kurwa nie jebło ?
-opis
*moja decyzja
- Dziewczyna miała inne podejście niż wszyscy- szczerość, otwartość i zajebiście dużo empatii. Nie oceniała Cię i nie miało znaczenia dla niej kim jesteś, ile masz kasy, czym jeździsz itp. Dało się z nią normalnie pogadać, a rozmowa się kleiła jak nigdy

Widać było że jej (o dziwo) można od razu zaufać i miała w sobie jeszcze w sobie tą dziecięcą radość, nawet z naszego spotkania.
*Pierwszy raz zaangażowałem się w 100% związek i nie chciałem tego spierdolić. Czasami tak jest że spotykasz kogoś i wiesz że chcesz czegoś więcej - dzieci/ślub itp. Dodatkowo chciałem jej po ludzku pomóc bo trochę przejebane w życiu miała, a na to zasługiwała aby ktoś w końcu do niej rękę wyciągnął.
- Nigdy nie łamała słowa i miała zasady których się trzymała (tak to pojebane ale prawdziwe) jak była w związku to zaufanie na maxa, żadnych odpałów, skupiała się na drugiej połowie. Nigdy nie zdradziła faceta i brzydziła by się tym (wiem że to co teraz pisze brzmi jak fantazja ale to prawda - sprawdziłem

) Jeżeli ktoś się u niej pojawiał w życiu to nie ciągneła paru srok za ogon i nie leciała na 2 fronty. Podejmowała krótkie konkretne decyzje - jeżeli nie chciała już z kimś być to cyk - rozstanie, żadne kombinowanie zdradzanie itp. Same konkrety w życiu i z góry ustalone oczekiwania i granice.
*Po burzy i tym wszystkim nie uciekła i ponoć pokazałem jej że może być szczęśliwa (nie myślała nawet o tym) Zaangażowała się w związek w 300%, Wcześniej zerwała niezdrowe relacje, kontakt z byłym i kochankiem (sama chciała, ale potrzebowała impulsu. Ogólnie wiem że było 2 ziomków, z byłym pisała a kochanek wiadomo i to stricte przed nami

). Po rozmowie że raczej nie mam ochoty chodzić na piwo z jej "przyjacielami" i to dla mnie pojebana akcja, ucieła znajomości (przy mnie) i koniec tematu .... (nawet nie żałowała i nie wspominała tyego jakby temat nie istaniał... ) i wiem że odkąd się poznaliśmy nie zrobiła nic głupiego .Gdy ja się pojawiłem to relacje skupiły się na stronie czysto przyjacielskiej z innymi i nie przeszło jej przez myśl żeby być wobec mnie nie fer. Tak to też do mnie nie docierało że jak moża pojechac do bolca na kawę pogadać i nara

Ale młoda to dziwna istota i do tej pory czasami nie rozumiem jej toku myślenia. Tak czy siak wszystko odcięte, rozliczone i wyjaśnione w 3h i nawet nie było się już kurwa o co kłócić.
- 0 powodów do zazdrości. Kiedy mój umysł tworzył najróżniejsze scenariusze, nawet nie miałem się do czego przyjebać. Wzieła życie na poważnie i skupiła się na domu, pracy, pomaganiu w założeniu firmy. Na dyskoteki/odpały w związku nie ma miejsca (chyba że razem) i nie czuła potrzeby wyjazdu do hiszpanii żeby się odnaleść. Poznałem jej wszystkich znajomych, pokazała mi całe swoje życie (miejsca i historie o których nikt nie wiedział), a gdy byliśmy osobno to dbała żeby nie było niejasności i domysłów. Czasami sam mówiłem że ma przestać pisać i zacząć pić z kumpelami bo już mnie denerwuje

*Cały syf co był to ...był kiedyś. Nie miałem na to wpływu, ale to rzutowało na nas teraz. I tu jebany dylemat. Partnerka idealna, zgrywamy się w 200% jeżeli chodzi o charaktery i podejście. Widać że jej zależy, dba o mnie jak cholera i za ogień by wskoczyła (tak raz zasłoniła mnie przed kosą pod barem własnym ciałem, na szczęscie miała futro i nie przebiło) Była mi w stanie wybaczyć wszystko i była przy mnie zawsze....Pierwszy raz coś takiego czułem od drugiej osoby... I wiedziałem że to coś wiecej. I powiedźcie mi do urwy nędzy, patrzysz na taką małą kochaną kobitkę, z wielkimi oczami, która stoi przy twoim boku, nigdy nawet nie dała cienia wątpliwości podejrzewać ją o zdradę czy coś... i to mi się tak nie składało z jej przeszłością że JPRD ..... no nie mogłem pojąć jak taki empatyczny, spokojny, słodziak i kulka miłości może mieć taką przeszłość .... Meritum - wiedziałem że jak kopnę ją w dupę to większą krzywdę zrobie sobie niż jej (będę żałował i czuł się jak śmieć) a jej rozjebie życie bo pozbawie ją tej nadzieji że może być normalnie i znów zostanie sama na ulicy z niczym - brak domu, rodziny + chora babcia na głowie. Pewnie by się pozbierała (nie znam drugiej tak silnej psychicznie osoby), ale kurwa decydować o teraźniejszości na bazie tego na co nie miałem wpływu ? Gryzło mnie to i wiedziałem że nie zasługuje na kolejnego kopa od życia bo mam wąty o to co było.
- Mimo szamba które było między nami, nie przeszkadzało jej iść dalej i głębiej
* Stąd ślub, wspólne życie i dalsze jego budowanie
- Nigdy nie chciała mojej kasy. Miała dostęp do całej mamony, ale nigdy nie wzieła kasy dla siebie. Nawet dołożyła. Żadnego problemu z intercyzą, podziałem mieszkania, aktywów itp. Mówiła że to jest moje i sam na to ciężko zapracowałem. Sam czasem musiałem jej podstępem przesyłać kasę żeby nie było jej głupio brać ze środków rodzinnych..
* Cygan straszny,a myślałem że większego niż ja nie ma... jak dasz 100 na głupoty to przyniesie 150 i będzie na dom/rozwój itp. + zajebiste zarządzanie kasą... mój prywatny system bankowy

i żeby nie było że ja ją wykorzystuje/uciskam ekonomicznie !!! sama pracuje i ma swoją kasę, jak potrzeba to ogarniamy wszystko razem. Nigdy jej niczego nie szczędziłem i nawet po suknie ślubną kazałem jej wrócić bo wybrała najtańszą a nie tą co chciała ;/
- Rozliczenie z przeszłością. To jest pojebane, tu się nie wypowiem... Nie mam pojęcia jak funkcjonuje kobiecy mózg, ale najwidoczniej cokolwiek by się nie działo to przeszłość/etap i można go zamknąć i do tego nie wracać. Zazdroszczę ludziom którzy potrafią oddzielić sex od uczuć, dla mnie to było impossibiru i każdego mierzyłem przez ten pryzmat. Jak widać mylnie i musiałem zmienić perspektywę. Po części rozumiem jej motywacje i drogę na skróty (czy ja ją tłumaczę???)
*Nie kminie zerowej refleksji nad faktem dokonanym i całkowitym wycieciu etapu jakby nie istniał. Wiem tylko że refleksja przyszła do niej po krótkiej przygodzie z najstarszym zawodem świata i rzuciła to w cholerę. Mówi że nigdy by do tego nie wróciła i za cholerę nie było warto... i tak to zostawię
- Kolos na glinianych nogach. Niby było zajebiście ale, leża podwaliny związku, brak zaufania, regularne awantury jakby ktoś wrzucił gówno w wentylator. I te niezrozumienie drugiej osoby. Mimo rozmów nic z tego nie wynikało i cały czas wracaliśmy do tego samego. Zmienia to Festival na którym odnajdujemy siebie i pierwszy raz od 5 lat coś się zmienia.
*Przyszedł czas na konsultacje, pomoc z zewnątrz, szukam odpowiedzi/pomocy/informacji (stąd też tutaj moja wizyta u Was kochani). W skrócie patrze na to wszystko inaczej, muszę przepracować przeszłość żony (Jak zwróciła uwagę Magia2000 ) i podjąć decyzję co dalej i czy będę w stanie z tym żyć. Na razie powoli do przodu a nasza relacja się zmienia na lepsze (chyba)
Co z tego będzie zobaczymy
Ale jebłem wypracowanko o 5.30 heh, a za godzinę na firmę.
Może się to komuś przyda albo i nie, a ja też widac musiałem spłodzić taki post
No nic lecę ogarniać i miłego dnia wszystkim życzę
