Zapewniam cię, że zdecydowanie lepsza własna graba niż dająca innym baba.
Absolutnie się nie zgadzam. Kobiety nie ubywa – ani też nic jej nie ubywa – jeśli pozwoli się dotknąć innemu mężczyźnie. Wierność mieszka w głowie, a nie w podbrzuszu. Chciałbym też podkreślić – a widzę to jako ojciec trzech córek – że świat, w którym kobieta może sama określać swoje role społeczne, dopiero buduje się na naszych oczach.
Nie rodzimy się kobietami, lecz stajemy się nimi – napisała Simone de Beauvoir blisko pół wieku temu i chociaż od tamtej pory sporo się zmieniło, wiele kobiet postrzega same siebie przez pryzmat własnej atrakcyjności. A jakiż jest lepszy dowód tejże, jeśli nie podniecenie obcego mężczyzny? Bo mąż to mąż: wybrał sobie ileś lat temu i musi się męczyć, ale inny facet – to już zupełnie inna historia.
Poza tym bogaty jest nie ten, kto trzyma skarby pod kluczem, ale ten, kto się nimi dzieli.
Moja żona ma pełną swobodę w doborze kochanków i organizacji spotkań z tymiż. Nie przeszkadza jej to w byciu cudowną matką, rewelacyjną panią domu i moją najlepszą przyjaciółką, wspierającą mnie na każdym kroku już prawie ćwierć wieku (wiem, wiem... monogamiczne małżeństwa też potrafią być trwałe). Kocham ją, jest dla mnie symbolem seksu i nie brzydzę się jej, kiedy wraca od kochanka. Warto przypomnieć słowa Henry Millera:
Nie wiesz, jak smaczna jest zbrukana kobieta, jak rozkwita dzięki zmianie spermy! Spieszę tu podkreślić, że "smak" u Millera jest przenośnią, ponieważ autor nie miał tu na myśli pewnej popularnej (w świecie cuckold) praktyki, której osobiście nie postrzegam jako ekscytującej. Zgodzę się jednak odnośnie rozkwitania, to faktycznie tak działa.
Być może żyjecie w szczęśliwych związkach z wiernymi kobietami, ale przyznam, że na to nie wygląda, skoro upatrujecie źródła radości w opluwaniu i dość prostackim wyśmiewaniu doświadczeń (lub też fantazji – tak, jakby dało się stwierdzić na podstawie kilku słów, czy ich autor opisuje autentyczne wydarzenia, czy tylko konfabuluje na podstawie swoich marzeń) osób o odmiennych upodobaniach. To ja już wolę moje życie z niewierną kobietą – więcej mi to daje satysfakcji i mniej we mnie żółci. Cieszę się tym, co wydarza się dzięki niej w moim życiu; a to, że ktoś gdzieś siedzi, czyta o tym – i albo tego nie pochwala, albo w to nie wierzy, w żadnym stopniu nie osłabia mojej przyjemności. Chętnie dzielę się zarówno moimi doświadczeniami, jak i fantazjami – kto zechce, ten skorzysta. Szanuję odmienne poglądy na moje preferencje; nikogo nie zamierzam namawiać ani przekonywać, że to, co dobre dla mnie, będzie równie dobre dla innych. Rozumiem również, że dla kogoś moje przygody mogą się wydać niewiarygodne; Marka Piegusa też to spotkało, a przecież nawet żony nie miał.