Odwiedziłem dzisiaj Lava CLub w Warszawie.
Mały zgrzyt na początku, bo podają smsem adres, jadę a tam wszystko tylko nie Lava Club. Tel, gość mówi, że wejście między bannerami od sauny czy coś. Za cholerę bym nie znalazł, ale powiedział, że przed wejściem stoi biały van. No to to było widać.
Wchodzę, wita mnie chłopak, od razu na "ty" i po imieniu, jest OK, lekkie napięcie schodzi.
Tłumaczy co i jak, daje kluczyk do szafki, mówi gdzie iść. Za kotarką przejmuje mnie inny gość i to samo, od razu jesteśmy po imieniu.
Oprowadza po całym klubie, tłumaczy zasady - zielona światełko przy wejściu do pokoju - para jest otwarta (ale nie znaczy, że przyjmie każdego), czerwone - nawet nie próbuj. Pokoje są tak zrobione, że są lustra weneckie (z zewnątrz nie widać), ale też są po prostu otwory w ścianach, przez które moża obserwować co się w pokoju odbywa.
Na początek (byłem po 20:00) trochę pustawo. Trochę mnie przytłoczyło, że wszyscy wydawało się, że się znają, a ja siedzę przy barze jak ta pizda z drinkiem bezalkoholowym. No i dress code - tego się obawiałem, jak się ubrać itd. Okazało się, że KAŻDY facet był w t-shircie, tylko ja w eleganckiej koszuli ;-/
Z czasem lokal zaczął się zapełniać, w końcu w jednym z pokoi zaczęła się akcja, dwie pary poszły w czworokąt. I na bank jeden gość był naszpikowany jakimiś tabsami, bo nawet jak skończył to nie za bardzo mu opadał, a jak opadł to za chwilę stał z powrotem.
Była w tym czworokącie pewna pani, przepięknie krzyczała w trakcie, cały lokal ją chyba słyszał...
Chwilę później dwa pokoje dalej bzykała się parka i to było coś. Zajebista laska, cała w tatuażach, piękne ciało, duże zrobione piersi. A co najlepsze - squirtowała na lustro. Mieli zielone światełko ale większość facetów była niezainteresowana tym co tam się dzieje albo nie próbowała nawet zapytać czy może dołączyć.
Czworokąt się zredukował do jednej pary i miałem wrażenie, że pan się po prostu nie umie zająć partnerką, ale nie było żadnego światełka nad wejściem a mi też zabrakło odwagi.
Oba pokoje "skończyły" zabawę i temat oklapł. Potworzyły się grupki dyskusyjne, po jakimś czasie stwierdziłem, że czas się zawijać.
Trochę statystyk - w czasie mojego 3 godzinnego pobytu tylko 2 pokoje z chyba w sumie sześciu gościły bzykających się ludzi.
Nie liczyłem dokładnie, ale na oko było 25 mężczyzn i może z 6 kobiet.
Przekrój wiekowy - różnie, młodych w zasadzie nie było, mężczyźni raczej od 30 wzwyż, ale większość to chyba już po 50-tce.
Kobiety - też różnie, zazwyczaj szczupłe ale młodych jak na lekarstwo, co nie znaczy, że były stare.
Na przód wybijała się pani, o której pisałem wyżej.
Ogólnie wszystko jasne, jeżeli coś było nie tak (np. pani miała ręcznik owinięty w pasie) to obsługa grzecznie zwracała uwagę.
Czysto, w pokojach przygotowane czyste prześcieradła, sporo żeli, prezerwatyw, rękawiczek lateksowych itd. Nie mogę się do niczego pod względem organizacji przyczepić.
Następnym razem już będę wiedział z czym to się je, będę bardziej swobodny i jak tylko parka zacznie akcję spytam czy mogę dołączyć, najwyżej powiedzą "nie".
Mały zgrzyt na początku, bo podają smsem adres, jadę a tam wszystko tylko nie Lava Club. Tel, gość mówi, że wejście między bannerami od sauny czy coś. Za cholerę bym nie znalazł, ale powiedział, że przed wejściem stoi biały van. No to to było widać.
Wchodzę, wita mnie chłopak, od razu na "ty" i po imieniu, jest OK, lekkie napięcie schodzi.
Tłumaczy co i jak, daje kluczyk do szafki, mówi gdzie iść. Za kotarką przejmuje mnie inny gość i to samo, od razu jesteśmy po imieniu.
Oprowadza po całym klubie, tłumaczy zasady - zielona światełko przy wejściu do pokoju - para jest otwarta (ale nie znaczy, że przyjmie każdego), czerwone - nawet nie próbuj. Pokoje są tak zrobione, że są lustra weneckie (z zewnątrz nie widać), ale też są po prostu otwory w ścianach, przez które moża obserwować co się w pokoju odbywa.
Na początek (byłem po 20:00) trochę pustawo. Trochę mnie przytłoczyło, że wszyscy wydawało się, że się znają, a ja siedzę przy barze jak ta pizda z drinkiem bezalkoholowym. No i dress code - tego się obawiałem, jak się ubrać itd. Okazało się, że KAŻDY facet był w t-shircie, tylko ja w eleganckiej koszuli ;-/
Z czasem lokal zaczął się zapełniać, w końcu w jednym z pokoi zaczęła się akcja, dwie pary poszły w czworokąt. I na bank jeden gość był naszpikowany jakimiś tabsami, bo nawet jak skończył to nie za bardzo mu opadał, a jak opadł to za chwilę stał z powrotem.
Była w tym czworokącie pewna pani, przepięknie krzyczała w trakcie, cały lokal ją chyba słyszał...
Chwilę później dwa pokoje dalej bzykała się parka i to było coś. Zajebista laska, cała w tatuażach, piękne ciało, duże zrobione piersi. A co najlepsze - squirtowała na lustro. Mieli zielone światełko ale większość facetów była niezainteresowana tym co tam się dzieje albo nie próbowała nawet zapytać czy może dołączyć.
Czworokąt się zredukował do jednej pary i miałem wrażenie, że pan się po prostu nie umie zająć partnerką, ale nie było żadnego światełka nad wejściem a mi też zabrakło odwagi.
Oba pokoje "skończyły" zabawę i temat oklapł. Potworzyły się grupki dyskusyjne, po jakimś czasie stwierdziłem, że czas się zawijać.
Trochę statystyk - w czasie mojego 3 godzinnego pobytu tylko 2 pokoje z chyba w sumie sześciu gościły bzykających się ludzi.
Nie liczyłem dokładnie, ale na oko było 25 mężczyzn i może z 6 kobiet.
Przekrój wiekowy - różnie, młodych w zasadzie nie było, mężczyźni raczej od 30 wzwyż, ale większość to chyba już po 50-tce.
Kobiety - też różnie, zazwyczaj szczupłe ale młodych jak na lekarstwo, co nie znaczy, że były stare.
Na przód wybijała się pani, o której pisałem wyżej.
Ogólnie wszystko jasne, jeżeli coś było nie tak (np. pani miała ręcznik owinięty w pasie) to obsługa grzecznie zwracała uwagę.
Czysto, w pokojach przygotowane czyste prześcieradła, sporo żeli, prezerwatyw, rękawiczek lateksowych itd. Nie mogę się do niczego pod względem organizacji przyczepić.
Następnym razem już będę wiedział z czym to się je, będę bardziej swobodny i jak tylko parka zacznie akcję spytam czy mogę dołączyć, najwyżej powiedzą "nie".

