Przeżyłem dwie takie przygody, będąc stosunkowo młodym chłopakiem. Pierwsza w wieku 23 lat, tutaj nie ma co dużo opowiadać. Po prostu pani, za którą się zapałaciło, zrobiła swoje i heja. Druga to już, myślę, fajna przygoda do opowiedzenia. Byłem przed trzydziestką, coś koło pewnie 26/27.
Pojechaliśmy służbowo na inaugurację i odbiory nagród (branża budowlana). Ładny hotel w Karpaczu, wystawna kolacja, wszyscy w galowych strojach.
No i była tam taka jedna pani, która na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie takiej, z którą nie chciałbym pracować. Wrażenie bardzo stanowczej i władczej. Jakoś tak wyszło, że na parkiecie się spotkaliśmy, a nie będę ukrywał, że byłem tam prawdopodobnie najmłodszym "kąskiem", ale znałem się na zawodowych tematach. Już podczas tańca przeczuwałem, co się święci: uśmiechy, dotyk, zaloty, a przyznać muszę, że mi się podobała (krótkie włosy postawione do góry, niska, zgrabna, okulary i czerwona szminka). Usiedlismy do stolu i nie mogła mnie opuścić na krok, a posobalo mi sie to bedac tez nakrecany przez starszych kolegow z pracy. Pod stolem dotyk, smuranie nogą ladny usmiech i nagle padło zaproszenie, a dokladnie numer jej pokoju z dodatkiem - za 15 minut będę brala prysznic. No cóż, skorzystałem z ciekawości majac juz doswiadczenie ze starsza kobietą o.ktorej opowiadalem. To co sie dzialo tam... powiem jedno - nie bylem gotowy, ale na pewno było warto. Moje spostrzeżenia co do jej władczości mnie nie pomyliły. Strasznie dynamiczny, konkretny skes. Pozniej sam do siebie sie smialem ze wlasciwie to ona mnie zajechała.
Fajne przeżycie. Kobieta miala 41 lat, takich umiejętności i sprawności nie widzialem juz nigdy wiecej.