Weronika zatrzymała się przed drzwiami gabinetu trochę dłużej niż powinna. Przesunęła dłonią po jasnej koszuli, poprawiła materiał w okolicy talii i jeszcze raz zerknęła na swoje odbicie w ciemnej szybie obok wejścia. Włosy. Okulary. Delikatny makijaż. Wszystko było na swoim miejscu. A mimo to czuła znajome napięcie.
To idiotyczne, pomyślała.
Przecież przyszła tylko porozmawiać.
W końcu nacisnęła klamkę i weszła do środka.
Gabinet był spokojny, ciepły. Pachniało kawą i czymś drzewnym, może świecą albo perfumami. Na ścianach wisiały minimalistyczne grafiki, obok regału stała duża roślina, a przy oknie i drzwiach balkonowych ustawiona była ciemna kanapa i dwa fotele.
– Weronika? – podniosłem wzrok znad notesu i uśmiechnąłem się spokojnie. – Zapraszam.
Skinęła głową i podeszła bliżej. Poruszała się trochę ostrożnie, jakby nie chciała zwracać na siebie uwagi. Usiadła na brzegu fotela i odruchowo założyła nogę na nogę.
– Napije się pani czegoś? Kawy? Herbaty?
– Nie, dziękuję… może później.
Przez chwilę panowała cisza. Nie taka niezręczna, bardziej wyczekująca. Weronika rozejrzała się po gabinecie, ale widziałem, że w rzeczywistości zbiera myśli.
– To od czego zaczynamy? – zapytałem spokojnie.
Westchnęła cicho.
– Chciałabym coś zmienić. Tylko… chyba nie bardzo wiem jak.
– Co konkretnie?
Znów poprawiła włosy. Nerwowy gest, który najwyraźniej często jej towarzyszył.
– Pracuję już kilka lat w jednej firmie. Mam doświadczenie, wyniki, ludzie mnie lubią… ale kiedy pojawia się szansa na coś więcej, zawsze wygrywa ktoś inny. Ktoś głośniejszy. Pewniejszy siebie. Taki, kto potrafi wejść do pokoju i od razu wszystkich przekonać.
– A pani tego nie potrafi?
Uśmiechnęła się blado.
– Właśnie chyba nie. Czasem myślę nawet o własnej działalności, ale… – zawahała się – mam wrażenie, że brakuje mi przebicia. Pewności siebie. Przebojowości. Czuję się dobra… tylko że jakby niewidzialna.
Skinąłem powoli głową, przez chwilę przyglądając się jej uważnie.
Weronika była atrakcyjną kobietą. Bardzo atrakcyjną. Ale sprawiała wrażenie osoby, która przez lata nauczyła się tę część siebie chować pod warstwą poprawności, grzeczności i ostrożności. Jakby sama nie do końca pozwalała sobie zajmować miejsce w przestrzeni.
– To da się zmienić – powiedziałem spokojnie. – Ale będzie wymagało pracy.
– Jestem gotowa.
– Nie chodzi tylko o ćwiczenia czy rozmowę. Jeśli mamy coś naprawdę odblokować, będzie musiała mi pani zaufać. Otworzyć się. Szczerze. Nawet wtedy, kiedy pewne pytania albo tematy okażą się niewygodne.
Na jej twarzy pojawiło się lekkie napięcie, ale jednocześnie dostrzegłem ciekawość.
– Dobrze… myślę, że rozumiem.
Uśmiechnąłem się lekko i odłożyłem notes na stolik.
– W takim razie zacznijmy od czegoś prostego. Niech pani wymieni swoich pięć najmocniejszych cech.
Zastanawia się przez długą chwilę. W końcu dość niepewnie zaczyna:
– pracowita, rzetelna…
– ze sporym doświadczeniem…
– A uważasz, że jesteś sexy?
– Słucham?
– Czy uważasz, że jesteś atrakcyjna seksualnie?
Na jej policzkach pojawia się delikatny rumieniec
– Myślę, że tak.
– Co masz najlepsze? Co najbardziej kręci w Tobie facetów?
Weronika aż przesunęła się na fotelu, który zrobił się jakby mniej wygodny. Przesunęła dłońmi, wygładzając bluzkę, którą ma na sobie.
– Faceci zawsze chwalili moje piersi i tyłek.
– To prawda, jest na co popatrzeć.
– Dzi… dziękuję – Weronika poprawia kosmyk włosów, który przesunął się na jej twarz. Patrzy na mnie z błyskiem w oku.
– Wielu ich miałaś?
– Słucham?
– Z wieloma facetami byłaś? Uprawiałaś sex?
– Z kilkoma… – waha się przez chwilę – teraz, od kilku lat mam męża.
– On był najlepszy?
– Nie… chwila, co to za pytanie?
– Spokojnie, miałaś mi zaufać, pamiętasz?
Zastanawia się przez chwilę. Bije z myślami, czy może nie powinna teraz wyjść. Pytania były dziwne. Ale jednocześnie poczuła przyjemne napięcie. Ciekawość. Rozmowa przywołała też wspomnienia, do których czasem wracała wieczorami, kiedy była sama w domu…
– Nie, miałam lepszych kochanków.
– Opowiedz o nich
– Hmmm… najlepszy był Marcin – zaczęła, milknąc na chwilę, jakby przypominała sobie tego faceta. – Był mechanikiem, miał wielkie silne dłonie, które uwielbiałam. To, jak mnie dotykał, jak potrafił mnie chwycić. Ale nie to było najlepsze. Jego… sprzęt. Nigdy nie miałam w sobie większego penisa. Kiedy pierwszy raz uprawialiśmy sex, trochę bolało, za to później było cudownie. Uwielbiałam, kiedy brał mnie od tyłu i… no właśnie brał.
– Więc wolisz być bierna, poddawać się?
– Nie do końca… z nim tak było najlepiej. Za to później, z Filipem wolałam być na nim. Często po prostu na nim siadała i schodziłam dopiero, kiedy było po wszystkim.
Weronika nieświadomie coraz chętniej i bardziej otwarcie opowiadała o swoim życiu erotycznym. W jej głosie wyczuwałem więcej emocji, pasji.
– Powiedz coś więcej…
– Mieszkał w akademiku, z kolegą. Kiedyś on nas nakrył. To była impreza, wszyscy byliśmy trochę pijani. Przerwaliśmy, ale my byliśmy podnieceni i jakoś tak wyszło, że wtedy przespałam się z nimi oboma na raz.
– Ciekawe, opisz mi to…
– My z Filipem siedzieliśmy pod kołdrą, on na drugim łóżku. Gadaliśmy chwilę, ale Filip nie potrafił zatrzymać rąk przy sobie. I jakoś tak wyszło. Byłam między nimi, jednego w ustach, a drugiego w sobie. Czasem tylko pieściłam ich dłońmi, czasem obaj na raz mocniej mnie penetrowali.
– Powtórzyliście to?
– Nie, właśnie dlatego się rozstaliśmy. Mnie… mnie się spodobało, miałam ochotę spróbować czegoś jeszcze. Wtedy jeszcze nigdy nie próbowałam analu. Ale Filip był zazdrosny, nie chciał robić takich rzeczy. No i się rozeszliśmy.
– Chcesz znów przespać się z większą liczbą mężczyzn? Poczuć w sobie dwa kutasy na raz?
– Mmm… tak… – Weronika nagle zamilkła, jakby nagle się opamiętała. – Przepraszam, trochę mnie poniosło – powiedziała, znów odgarniając kosmyk włosów z twarzy. Na jej policzkach pojawił się rumieniec. Między udami zrobiło jej się przyjemnie ciepło.
– Nie przepraszaj, o to właśnie chodzi – uspokajam ją, choć sam czuję coraz większe napięcie i podniecenie. – Chcemy przecież obudzić Twoją pasję, Twoją energię. Taki mamy cel.
– No dobrze…
– Więc chciałabyś znów poczuć więcej, urozmaicić swoje życie seksulane?
– Tak, kocham męża, ale jesteśmy razem już od lat i sex nie jest już taki, jak kiedyś.
– Chcesz więcej ognia?
– Tak, namiętności, spontaniczności… - nagle zamilkła, kiedy zobaczyła, jak przesuwam ręką po swoim kroczu i dojrzała tam znaczne wybrzuszenie.
– Coś nie tak?
– To… – wyraźnie się speszyła i nie wiedziała, co powiedzieć.
– Stanął mi na myśl o Tobie i tym, czego pragniesz.
Jeśli to możliwe, policzki Weroniki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone. Spuściła wzrok, ale tylko ona chwilę. Później znów na mnie spojrzała.
– To… miło.
– Myślę, że nie tylko ja tak na Ciebie reaguję. Jesteś bardzo seksowna. Pewnie wielu facetów w Twoim otoczeniu fantazjuje o seksie z Tobą. O tym, żeby to oni wzięli Cię od tyłu albo może żebyś to z nimi spróbowała analu.
Uśmiech na jej twarzy robi się szerszy, pewniejszy. Znów przesuwa się na kanapie, mocniej ściska nogi. Chyba jest już gotowa.
– Chodź tutaj… – mówię spokojnym, ale pewnym głosem. – Ale nie tak… – dodaję, gdy po chwili wahania wstaje i robi pierwszy krok. – podejdź tutaj na kolanach…
Przez jeszcze dłuższą chwilę nie rusza się, ale w końcu ulega i opada na podłogę. Powoli podchodzi na czworakach do mnie, ustawiając się na wprost.
– A teraz rozepnij mi spodnie i wyciągnij mojego kutasa.
Tym razem działa niemal od razu. Sięga do mojego paska i rozporka. Pomagam jej zsunąć spodnie i bokserki, a kiedy przed jej twarzą napina się mój penis, delikatnie bierze go do ręki. Obrączka na jej palcu odbija światło, kiedy powoli porusza dłonią.
– Dobrze… To mi się podoba… Już zaczęłaś się odblokowywać.
Jej odpowiedzą jest jedynie uśmiech i jaśniejszy blask w oczach.
– A teraz weź go do ust.
Obserwuję, nie… Chłonę oczami jej widok. Weronika pochyla się i wysuniętym językiem zatacza kręgi na odsłoniętej żołędzi. Jakby miała do czynienia z ulubionym lodem. Później obejmuje ją wargami i powoli zatapia w swoich ustach. Coraz głębiej i głębiej. Wyraźnie czuję, jak otula wargami lekko pulsujący trzon.
– Poczekaj… – zatrzymuję ją i ściągam jej okulary. To powolny, ostrożny gest. Specjalnie nadaję mu dodatkowej wagi. Odkładam złożone okulary na stolik, a później odgarniam włosy, które opadły jej na twarz. Znów powolnym, czułym gestem. Palce przesuwają się z jej twarzy na głowę, wplatam je w jej gęste czarne włosy.
– A teraz mi obciągnij – mówię i naciskam na jej głowę, zmuszając do przyjęcia kutasa głębiej w ustach.
Weronika klęczy przede mną i posłusznie zaczyna poruszać głową. Z początku dość powoli, jakby smakowała mojego fiuta, poznawała go. Po chwili jednak przyśpiesza, a kutas wnika głębiej.
– Mmmm… dobrze… jesteś w tym świetna.
– Za to Cię nie chwalili? Obciągasz jak zawodowa dziwka
– Ohhh… właśnie tak, weź go głęboko…
Specjalnie nie powstrzymuję swoich jęków i ją chwalę. Wyraźnie ją to nakręca, bo zaczyna przyśpieszać, czuję, jak owija swój zwinny języczek wokół mojego kutasa, jak się na nim zasysa.
W pewnej chwili nie jestem w stanie się powstrzymać i sam zaczynam poruszać biodrami. Przytrzymuję też jej głowę, tak, że musi wziąć penisa głębiej, aż do gardła. Stawia delikatny opór, słyszę, że lekko się krztusi, ale nie zwalniam. Po kilku pierwszych rurach, Weronika kładzie mi dłonie na udach i ulega, pozwala, żebym narzucił jej tempo.
– Zaraz skończę, przygotuj się… – wysapuję, czując znajome napięcie w jajach. Po kilku następnych rurach penis silnie drga, a jej usta wypełniają się gęstym słonawym nasieniem. Słyszę zdławione jęknięcie, ale chwile później Wernika przełyka całą spermę. Puszczam ją, ale wtedy ona sama jeszcze kilka razy nawleka swoje usta na mojego kutasa, dokładnie zlizując z niego resztki nasienia. Dopiero wtedy odsuwa się i przeciera usta wierzchem dłoni.
Nadal delikatnie się uśmiecha, a rozmazany pod wpływem mimowolnych łez makijaż dodaje jej drapieżnego charakteru.
– O to właśnie chodzi. Tą Kocicę musimy w Tobie obudzić – uśmiecham się do niej i podaję jej pudełko chusteczek ze stolika.
Unosi się i podchodzi do lustra wiszącego na ścianie. Ściera z twarzy rozmazane kosmetyki i przeciera jeszcze raz wargi. Później przeczesuje włosy i z powrotem nakłada okulary.
– To był dobry początek. Widzimy się za tydzień – uśmiecham się, podchodząc do niej.
Niedługo później Weronika wychodzi z gabinetu. Powoli schodzi po schodach i wychodzi na słoneczny dziedziniec, gdzie stoi kilka zaparkowanych samochodów. Podchodzi i wsiada do jednego z nich.
– Jak było?
– Chyba dobrze, tak myślę.
– Cieszę się, ale co to? Płakałaś?
– Wiesz… dużo emocji.
– Jasne, no to jedziemy do domu.
– Następna sesja za tydzień.
– Ok, jeśli chcesz, też mogę Cię przywieźć
– Dziękuję, jesteś najlepszy – Weronika wychyla się z fotela pasażera i całuje męża w policzek.
To idiotyczne, pomyślała.
Przecież przyszła tylko porozmawiać.
W końcu nacisnęła klamkę i weszła do środka.
Gabinet był spokojny, ciepły. Pachniało kawą i czymś drzewnym, może świecą albo perfumami. Na ścianach wisiały minimalistyczne grafiki, obok regału stała duża roślina, a przy oknie i drzwiach balkonowych ustawiona była ciemna kanapa i dwa fotele.
– Weronika? – podniosłem wzrok znad notesu i uśmiechnąłem się spokojnie. – Zapraszam.
Skinęła głową i podeszła bliżej. Poruszała się trochę ostrożnie, jakby nie chciała zwracać na siebie uwagi. Usiadła na brzegu fotela i odruchowo założyła nogę na nogę.
– Napije się pani czegoś? Kawy? Herbaty?
– Nie, dziękuję… może później.
Przez chwilę panowała cisza. Nie taka niezręczna, bardziej wyczekująca. Weronika rozejrzała się po gabinecie, ale widziałem, że w rzeczywistości zbiera myśli.
– To od czego zaczynamy? – zapytałem spokojnie.
Westchnęła cicho.
– Chciałabym coś zmienić. Tylko… chyba nie bardzo wiem jak.
– Co konkretnie?
Znów poprawiła włosy. Nerwowy gest, który najwyraźniej często jej towarzyszył.
– Pracuję już kilka lat w jednej firmie. Mam doświadczenie, wyniki, ludzie mnie lubią… ale kiedy pojawia się szansa na coś więcej, zawsze wygrywa ktoś inny. Ktoś głośniejszy. Pewniejszy siebie. Taki, kto potrafi wejść do pokoju i od razu wszystkich przekonać.
– A pani tego nie potrafi?
Uśmiechnęła się blado.
– Właśnie chyba nie. Czasem myślę nawet o własnej działalności, ale… – zawahała się – mam wrażenie, że brakuje mi przebicia. Pewności siebie. Przebojowości. Czuję się dobra… tylko że jakby niewidzialna.
Skinąłem powoli głową, przez chwilę przyglądając się jej uważnie.
Weronika była atrakcyjną kobietą. Bardzo atrakcyjną. Ale sprawiała wrażenie osoby, która przez lata nauczyła się tę część siebie chować pod warstwą poprawności, grzeczności i ostrożności. Jakby sama nie do końca pozwalała sobie zajmować miejsce w przestrzeni.
– To da się zmienić – powiedziałem spokojnie. – Ale będzie wymagało pracy.
– Jestem gotowa.
– Nie chodzi tylko o ćwiczenia czy rozmowę. Jeśli mamy coś naprawdę odblokować, będzie musiała mi pani zaufać. Otworzyć się. Szczerze. Nawet wtedy, kiedy pewne pytania albo tematy okażą się niewygodne.
Na jej twarzy pojawiło się lekkie napięcie, ale jednocześnie dostrzegłem ciekawość.
– Dobrze… myślę, że rozumiem.
Uśmiechnąłem się lekko i odłożyłem notes na stolik.
– W takim razie zacznijmy od czegoś prostego. Niech pani wymieni swoich pięć najmocniejszych cech.
Zastanawia się przez długą chwilę. W końcu dość niepewnie zaczyna:
– pracowita, rzetelna…
– ze sporym doświadczeniem…
– A uważasz, że jesteś sexy?
– Słucham?
– Czy uważasz, że jesteś atrakcyjna seksualnie?
Na jej policzkach pojawia się delikatny rumieniec
– Myślę, że tak.
– Co masz najlepsze? Co najbardziej kręci w Tobie facetów?
Weronika aż przesunęła się na fotelu, który zrobił się jakby mniej wygodny. Przesunęła dłońmi, wygładzając bluzkę, którą ma na sobie.
– Faceci zawsze chwalili moje piersi i tyłek.
– To prawda, jest na co popatrzeć.
– Dzi… dziękuję – Weronika poprawia kosmyk włosów, który przesunął się na jej twarz. Patrzy na mnie z błyskiem w oku.
– Wielu ich miałaś?
– Słucham?
– Z wieloma facetami byłaś? Uprawiałaś sex?
– Z kilkoma… – waha się przez chwilę – teraz, od kilku lat mam męża.
– On był najlepszy?
– Nie… chwila, co to za pytanie?
– Spokojnie, miałaś mi zaufać, pamiętasz?
Zastanawia się przez chwilę. Bije z myślami, czy może nie powinna teraz wyjść. Pytania były dziwne. Ale jednocześnie poczuła przyjemne napięcie. Ciekawość. Rozmowa przywołała też wspomnienia, do których czasem wracała wieczorami, kiedy była sama w domu…
– Nie, miałam lepszych kochanków.
– Opowiedz o nich
– Hmmm… najlepszy był Marcin – zaczęła, milknąc na chwilę, jakby przypominała sobie tego faceta. – Był mechanikiem, miał wielkie silne dłonie, które uwielbiałam. To, jak mnie dotykał, jak potrafił mnie chwycić. Ale nie to było najlepsze. Jego… sprzęt. Nigdy nie miałam w sobie większego penisa. Kiedy pierwszy raz uprawialiśmy sex, trochę bolało, za to później było cudownie. Uwielbiałam, kiedy brał mnie od tyłu i… no właśnie brał.
– Więc wolisz być bierna, poddawać się?
– Nie do końca… z nim tak było najlepiej. Za to później, z Filipem wolałam być na nim. Często po prostu na nim siadała i schodziłam dopiero, kiedy było po wszystkim.
Weronika nieświadomie coraz chętniej i bardziej otwarcie opowiadała o swoim życiu erotycznym. W jej głosie wyczuwałem więcej emocji, pasji.
– Powiedz coś więcej…
– Mieszkał w akademiku, z kolegą. Kiedyś on nas nakrył. To była impreza, wszyscy byliśmy trochę pijani. Przerwaliśmy, ale my byliśmy podnieceni i jakoś tak wyszło, że wtedy przespałam się z nimi oboma na raz.
– Ciekawe, opisz mi to…
– My z Filipem siedzieliśmy pod kołdrą, on na drugim łóżku. Gadaliśmy chwilę, ale Filip nie potrafił zatrzymać rąk przy sobie. I jakoś tak wyszło. Byłam między nimi, jednego w ustach, a drugiego w sobie. Czasem tylko pieściłam ich dłońmi, czasem obaj na raz mocniej mnie penetrowali.
– Powtórzyliście to?
– Nie, właśnie dlatego się rozstaliśmy. Mnie… mnie się spodobało, miałam ochotę spróbować czegoś jeszcze. Wtedy jeszcze nigdy nie próbowałam analu. Ale Filip był zazdrosny, nie chciał robić takich rzeczy. No i się rozeszliśmy.
– Chcesz znów przespać się z większą liczbą mężczyzn? Poczuć w sobie dwa kutasy na raz?
– Mmm… tak… – Weronika nagle zamilkła, jakby nagle się opamiętała. – Przepraszam, trochę mnie poniosło – powiedziała, znów odgarniając kosmyk włosów z twarzy. Na jej policzkach pojawił się rumieniec. Między udami zrobiło jej się przyjemnie ciepło.
– Nie przepraszaj, o to właśnie chodzi – uspokajam ją, choć sam czuję coraz większe napięcie i podniecenie. – Chcemy przecież obudzić Twoją pasję, Twoją energię. Taki mamy cel.
– No dobrze…
– Więc chciałabyś znów poczuć więcej, urozmaicić swoje życie seksulane?
– Tak, kocham męża, ale jesteśmy razem już od lat i sex nie jest już taki, jak kiedyś.
– Chcesz więcej ognia?
– Tak, namiętności, spontaniczności… - nagle zamilkła, kiedy zobaczyła, jak przesuwam ręką po swoim kroczu i dojrzała tam znaczne wybrzuszenie.
– Coś nie tak?
– To… – wyraźnie się speszyła i nie wiedziała, co powiedzieć.
– Stanął mi na myśl o Tobie i tym, czego pragniesz.
Jeśli to możliwe, policzki Weroniki zrobiły się jeszcze bardziej czerwone. Spuściła wzrok, ale tylko ona chwilę. Później znów na mnie spojrzała.
– To… miło.
– Myślę, że nie tylko ja tak na Ciebie reaguję. Jesteś bardzo seksowna. Pewnie wielu facetów w Twoim otoczeniu fantazjuje o seksie z Tobą. O tym, żeby to oni wzięli Cię od tyłu albo może żebyś to z nimi spróbowała analu.
Uśmiech na jej twarzy robi się szerszy, pewniejszy. Znów przesuwa się na kanapie, mocniej ściska nogi. Chyba jest już gotowa.
– Chodź tutaj… – mówię spokojnym, ale pewnym głosem. – Ale nie tak… – dodaję, gdy po chwili wahania wstaje i robi pierwszy krok. – podejdź tutaj na kolanach…
Przez jeszcze dłuższą chwilę nie rusza się, ale w końcu ulega i opada na podłogę. Powoli podchodzi na czworakach do mnie, ustawiając się na wprost.
– A teraz rozepnij mi spodnie i wyciągnij mojego kutasa.
Tym razem działa niemal od razu. Sięga do mojego paska i rozporka. Pomagam jej zsunąć spodnie i bokserki, a kiedy przed jej twarzą napina się mój penis, delikatnie bierze go do ręki. Obrączka na jej palcu odbija światło, kiedy powoli porusza dłonią.
– Dobrze… To mi się podoba… Już zaczęłaś się odblokowywać.
Jej odpowiedzą jest jedynie uśmiech i jaśniejszy blask w oczach.
– A teraz weź go do ust.
Obserwuję, nie… Chłonę oczami jej widok. Weronika pochyla się i wysuniętym językiem zatacza kręgi na odsłoniętej żołędzi. Jakby miała do czynienia z ulubionym lodem. Później obejmuje ją wargami i powoli zatapia w swoich ustach. Coraz głębiej i głębiej. Wyraźnie czuję, jak otula wargami lekko pulsujący trzon.
– Poczekaj… – zatrzymuję ją i ściągam jej okulary. To powolny, ostrożny gest. Specjalnie nadaję mu dodatkowej wagi. Odkładam złożone okulary na stolik, a później odgarniam włosy, które opadły jej na twarz. Znów powolnym, czułym gestem. Palce przesuwają się z jej twarzy na głowę, wplatam je w jej gęste czarne włosy.
– A teraz mi obciągnij – mówię i naciskam na jej głowę, zmuszając do przyjęcia kutasa głębiej w ustach.
Weronika klęczy przede mną i posłusznie zaczyna poruszać głową. Z początku dość powoli, jakby smakowała mojego fiuta, poznawała go. Po chwili jednak przyśpiesza, a kutas wnika głębiej.
– Mmmm… dobrze… jesteś w tym świetna.
– Za to Cię nie chwalili? Obciągasz jak zawodowa dziwka
– Ohhh… właśnie tak, weź go głęboko…
Specjalnie nie powstrzymuję swoich jęków i ją chwalę. Wyraźnie ją to nakręca, bo zaczyna przyśpieszać, czuję, jak owija swój zwinny języczek wokół mojego kutasa, jak się na nim zasysa.
W pewnej chwili nie jestem w stanie się powstrzymać i sam zaczynam poruszać biodrami. Przytrzymuję też jej głowę, tak, że musi wziąć penisa głębiej, aż do gardła. Stawia delikatny opór, słyszę, że lekko się krztusi, ale nie zwalniam. Po kilku pierwszych rurach, Weronika kładzie mi dłonie na udach i ulega, pozwala, żebym narzucił jej tempo.
– Zaraz skończę, przygotuj się… – wysapuję, czując znajome napięcie w jajach. Po kilku następnych rurach penis silnie drga, a jej usta wypełniają się gęstym słonawym nasieniem. Słyszę zdławione jęknięcie, ale chwile później Wernika przełyka całą spermę. Puszczam ją, ale wtedy ona sama jeszcze kilka razy nawleka swoje usta na mojego kutasa, dokładnie zlizując z niego resztki nasienia. Dopiero wtedy odsuwa się i przeciera usta wierzchem dłoni.
Nadal delikatnie się uśmiecha, a rozmazany pod wpływem mimowolnych łez makijaż dodaje jej drapieżnego charakteru.
– O to właśnie chodzi. Tą Kocicę musimy w Tobie obudzić – uśmiecham się do niej i podaję jej pudełko chusteczek ze stolika.
Unosi się i podchodzi do lustra wiszącego na ścianie. Ściera z twarzy rozmazane kosmetyki i przeciera jeszcze raz wargi. Później przeczesuje włosy i z powrotem nakłada okulary.
– To był dobry początek. Widzimy się za tydzień – uśmiecham się, podchodząc do niej.
Niedługo później Weronika wychodzi z gabinetu. Powoli schodzi po schodach i wychodzi na słoneczny dziedziniec, gdzie stoi kilka zaparkowanych samochodów. Podchodzi i wsiada do jednego z nich.
– Jak było?
– Chyba dobrze, tak myślę.
– Cieszę się, ale co to? Płakałaś?
– Wiesz… dużo emocji.
– Jasne, no to jedziemy do domu.
– Następna sesja za tydzień.
– Ok, jeśli chcesz, też mogę Cię przywieźć
– Dziękuję, jesteś najlepszy – Weronika wychyla się z fotela pasażera i całuje męża w policzek.

