Miałem 17 lat i moja ówczesna dziewczyna była bardzo napalona. To ona inicjowała pierwsze zbliżenia, ja byłem mocno spięty i pamiętam, że parę pierwszych razów nie mogłem się spuścić mimo długiego loda i późniejszej kontynuacji ręką. Ona z kolei szybko dochodziła przy minecie. Ponieważ mieliśmy problem "lokalowy", bo zwykle albo u niej byli rodzice na chacie, albo u mnie, często mi obciągała w jakiś krzakach, czy sadach (nie lubiłem tego wtedy, wolałem domowy setup). Nie doszło między nami do penetracji, dość szybko się rozstaliśmy, ale później przez wiele lat kontynuowaliśmy naszą znajomość jako FWB.
Pierwszy raz dmuchałem mając 19 lat. Była to dziewczyna z ówczesnej pracy i historia, którą nawet po latach wspominam z dużymi emocjami. Wystarczyło, że kiedy nawzajem zobaczyliśmy się pierwszy raz, oboje poczuliśmy, że kliknęło i bardzo nas do siebie ciągnie. Taki błysk nie zdarzał mi się później zbyt często, a na pewno nie z większością lasek, z którymi byłem. Flirtowaliśmy kilka dni, po czym pojechaliśmy na mini imprezę do jej znajomych. Z jednej strony była bardzo napalona, z drugiej - miała wątpliwości, bo była wtedy w związku. Szybko jednak znaleźliśmy się w łóżku wiedząc co się zaraz wydarzy i po prostu ją przeleciałem (kończyłem na zewnątrz, bo nie mieliśmy gumki). Niestety nie było ciągu dalszego, nie mogliśmy się dogadać, każde z nas było zbyt uparte i niezdolne do kompromisu. Tym niemniej wspominam tę dziewczynę bardzo dobrze i cieszę się, że moje pierwsze rypanie nastąpiło z taką osobą i w takich okolicznościach.