Leżałam dziś w wannie. Gorąca woda, para na lustrze, ciężki oddech. Cisza, której zwykle tak bardzo potrzebuję.
Przypadkiem, a może nie do końca przypadkiem, przeciągnęłam palcami po szyi. Bardzo powoli. I nagle przypomniał mi się dotyk, którego brakuje mi bardziej niż seksu.
Nie ten zachłanny, nie ten, który prowadzi do łóżka. Tylko delikatne przesunięcie dłoni po karku, po szyi, po włosach. Taki dotyk, który niczego nie oczekuje. Kiedy dwie osoby przez chwilę potrzebują dokładnie tego samego — odrobiny spokoju, bliskości i poczucia, że nie są same.
Dla mnie to nie ma wiele wspólnego z seksem. To chyba jakaś stara potrzeba, jeszcze z dzieciństwa, do której dorośli niechętnie się przyznają. Potrzeba, żeby ktoś na moment zdjął z ciebie cały hałas świata.
I tak leżałam w tej wodzie, przesuwając palcami po własnej skórze, a ten krótki ułamek sekundy spokoju wydawał się trwać znacznie dłużej.
Czasem najbardziej brakuje nam nie pożądania, tylko czyjejś czułości.