• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Czym nie jest cuckold?

Mężczyzna

bsquare

Seks Praktykant
Na ten temat (bardzo gorący i mocno polaryzujący) pojawiają się na forum różne opinie, często skrajne, a niekiedy nieproszone. Co do ogólnej definicji panuje zgodność – cuckold jest wtedy, kiedy mąż pozwala żonie na swobodę w doborze partnerów seksualnych – ale diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. Do tego dochodzi dzielenie włosa na czworo: czym kandauleizm różni się od voyeuryzmu, czy wifesharing i cuckold to jedno i to samo, dlaczego poliamoria i swing to dwie różne rzeczy itd. Pomyślałem sobie zatem, że może mógłbym wykorzystać swoje ćwierćwiekowe doświadczenie w tej dziedzinie i powiedzieć co nieco o tym, czym cuckold nie jest. To jest zapewne wątek, o który nikt nie prosił i za który dostanie mi się od obu stron sporu – ale, jak śpiewało Pogodno, "ja to wytrzymam, ja to wypocę".

Przede wszystkim cuckold nie polega na uprzedmiotowieniu kobiety i traktowaniu jej jako obiektu, który można użyczyć komuś innemu. Idąc tym tropem, pokazywanie śmiałych zdjęć żony innym mężczyznom, żeby mogli sobie "pod nią zwalić" nie jest cuckoldem. To kobieta powinna mieć swobodę wyboru odnośnie tego, kto i w jaki sposób będzie mógł korzystać z jej wdzięków. Mąż w pełni jej ufa i nie jest o nią zazdrosny, ale nie podejmuje decyzji w jej imieniu, co wynika chociażby z elementarnego szacunku.

Cuckold nie jest również receptą na rozbudzenie wystygłego pożycia małżeńskiego. Żaden kolega, poznany na forum/Zbiorniku/imprezie (niepotrzebne skreślić), nie zamieni żony w nagrzaną hotkę, niezależnie od koloru jego skóry i wielkości narządu. Wszelkie próby "uwodzenia" mogą przynieść więcej szkody, niż pożytku. Pomysł na otwarcie związku na innych musi wyjść od wewnątrz i wynikać z chęci podzielenia się czymś wspaniałym, czym jest seks dwojga kochających się ludzi. Pisanie o żonie z "kolegami" z forum czy Zbiornika może ukoić znękaną fantazjami duszę, ale nie zastąpi kontaktu z żoną – kontaktu opartego na czułości i chęci zrozumienia.

Cuckold nie oznacza również zniewieścienia mężczyzny, który pozwala żonie na figle z innymi facetami, chociaż zdarzają się relacje, w których męża ekscytuje występowanie w takiej roli (trzeba tu jednak oddzielić rolę od osoby, bo czym innym jest chłosta BDSM, a czym innym przemoc domowa). Jeśli mężczyzna daje swojej żonie swobodę wyboru partnera, to znaczy, że jest pewien jej uczuć do niego, a tym samym swojej męskości. Nie obawia się, że żona poleci na większego, twardszego, grubszego, czarniejszego, przystojniejszego czy z lepszą furą.

Cuckold to również nie zdrada, ponieważ "chcącemu nie dzieje się krzywda", a ponadto zdradą nie jest wyłącznie seks z kimś innym. Jeśli robisz coś, z czego partner lub partnerka nie akceptują, lub z czego byliby zadowoleni – bez ich wiedzy, za ich plecami – to ich zdradzasz. Obiecałeś żonie, że już nie będziesz pił, ale idziesz do kolegi i tam chlejesz – to jest zdrada. Obiecałaś mężowi, że już nie będziesz wydawać na buty, ale dodatkowe pieniądze, o których nie wiedział, wydajesz na kolejną parę – to jest zdrada. Zaspokajanie nieakceptowanych popędów za plecami drugiej połówki – to zdrada.

Czy to oznacza…? Tak, to oznacza, że jeśli Twoja żona nie akceptuje Twoich ciągot do opowiadania o niej i rozsyłania jej zdjęć – a Ty to mimo wszystko bez jej wiedzy robisz, to jest to przykład wyjątkowo nieprzyjemnej zdrady, a nie cuckoldu.

Chciałbym jednak podkreślić, że moim celem jest obrona par, które pozwalają sobie nawzajem na swobodę (swing), bądź też par, w których tylko jedna ze stron ma tę swobodę (cuckold/cuckqueen). Par, które robią to świadomie i podejmują tę decyzję wspólnie. Szczęśliwych małżeństw i wolnych związków, które znalazły inny sposób na cieszenie się swoją seksualnością w oparciu o wzajemne zaufanie i szczerość. Wiem, że niektórym osobom może być trudno pojąć ten brak zazdrości i "terytorialności" w odniesieniu do drugiej osoby. Ktoś może się obawiać, że mu żona za mocno pójdzie w tango, więc na cuckold nie pozwoli; a ja się boję wysokości, więc nie latam na paralotniach. Każdy sam sobie wybiera swoje pasje i nie ma sensu nikogo przekonywać ani namawiać.

Chcę również jeszcze raz jasno powiedzieć, że "obrabianie" żon za ich plecami to nie żaden cuckold, tylko traktowanie kobiety jako źródła podniecenia i obiektu do dyspozycji, a na dodatek pierwszej wody zdrada. Poza krótkotrwałym zaspokojeniem fantazji nie prowadzi to żadnej trwałej satysfakcji.

Skądinąd zastanawia mnie spora popularność tych fantazji w społeczeństwie, które jeszcze do niedawna (pół wieku temu?) traktowało kobiety dość przedmiotowo, a w przypadku małżeństwa wręcz "własnościowo". Czy to się bierze z pornografii i wizerunku namiętnej kobiety jako akceptującej seks z kim popadnie? Jeśli więc żona nie jest szczególnie namiętna, to może właśnie jej "otwarcie" na innych podniesie temperaturę w łóżku?

Dla mnie osobiście jest to możliwość obserwowania i przeżywania rozkoszy mojej żony w sposób niezmącony moim uczestnictwem. Jak pisałem wcześniej, byłem pierwszym partnerem seksualnym mojej narzeczonej (wtedy jeszcze), dlatego gdy zupełnie szczerze i uczciwie zapytała mnie, co się stanie, jeśli będzie chciała się dowiedzieć, jak to jest z innym, wolałem po prostu dać jej szansę, zamiast zmuszać ją do zdrady albo straszyć rozstaniem. Ćwierć wieku później uważam, że był to najlepszy możliwy wybór. Patrząc na nią dzisiaj dochodzę do wniosku, że żadna zazdrość ani męska duma nie zrekompensowałaby mi jej utraty.
 

Podobne tematy

Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry