Kamila od rana była niespokojna. Nie potrafiła usiedzieć w miejscu, chociaż teoretycznie nic się nie zmieniło. Ten sam salon, te same dziesiątki garniturów, to samo przytłumione światło i cisza przerywana pojedynczymi rozmowami przechodzących ludzi. Ale Kamila czuła się, jakby zaraz miała rozszaleć się tu burza.
Stała przy jednym z wieszaków, poprawiając garnitury, które wcale nie wymagały poprawy. Palce przesuwały się po miękkiej wełnie. Pomyślała, jak by w nim wyglądał.
„Skup się.”
Nie potrafiła. Co chwilę zerkała na wejście. Robiła to już od wielu godzin, od samego rana. Każdy mężczyzna, który pojawiał się obok salonu, sprawiał, że na moment wstrzymywała oddech. I za każdym razem czuła to samo rozczarowanie.
„Nie ten.”
Westchnęła cicho. Poprawiła koszulę przy dekolcie, powoli zsunęła materiał trochę niżej niż powinna.
„Po co ja to robię…”
Znała odpowiedź. Przez chwilę patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Ułożone włosy. Delikatny makijaż. Koszula dopasowana w talii. Spódniczka opinająca biodra. Przesunęła po niej dłonią, wyczuwając pod materiałem koronkę pończochy. Założyła je specjalnie z myślą o nim i o tym, jak będzie ściągał z niej ubranie.
„Tylko kiedy wreszcie to zrobi?!”
Ciepło znów rozlało się po jej ciele. Znów zacisnęła uda. Znów przypomniała sobie jego rozkoszny smak w ustach…
Jego spojrzenie.
Jego dotyk.
Sposób, w jaki ją zatrzymał.
„Nikt normalny by się na to nie odważył…”
Przygryzła wargę.
„Ale on był inny. On ją przejrzał i po prostu wziął, czego chciał”
Znów zrobiła się morka…
Ktoś pojawił się przy wejściu. Podniosła głowę odruchowo, może nawet zbyt szybko.
Zamarła.
To był on.
Stał przy wejściu, jakby nic się nie stało. Spokojny. Pewny siebie. Rozluźniony. Jakby nie musiała czekać na niego od tylu godzin. Mieszanka uczuć zakręciła jej w głowie. Złość, że kazał jej czekać. Radość, że się wreszcie pojawił. Podniecenie na myśl o tym, co to oznacza.
Uśmiechnął się i w jednej chwili poczuła, jak miękną jej kolana. Przez myśl przeszło jej, że nic o nim nie wie. Ile może mieć lat? Nie wyglądał na więcej niż 35, może 38. Nawet nie zna jego imienia. Nic… poza tym, że ma wspaniałego kutasa, którego pragnęła mieć w sobie.
Serce nagle przyśpieszyło, a oddech stał się niespokojny. Dreszcz przeszył jej ciało, płynąc wzdłuż kręgosłupa, aż między pośladki i głębiej. Wprost do jej mokrego wnętrza, które nagle zapragnęło jego dotyku.
„Okej… spokojnie…”
Gdy mnie zauważyła, wyglądała trochę jak spłoszona łania na środku drogi. Szeroko otwarte oczy, nieruchome ciało. Jakbym złapał ją na czymś nieprzyzwoitym. Chcę do niej podejść, ale wtedy obok zjawia się kierowniczka sklepu.
– Dzień dobry.
– Dzień dobry.
– Odbiór garnituru?
– Tak, zgadza się.
– Kamila, przynieś proszę zamówienie.
– Już.
Odwróciła się od razu. Szybko, nerwowo. Nie tak to miało wyglądać. Nie tak wyobrażała to sobie, gdy wczoraj wieczorem fantazjowała w łóżku. Gdy się dotykała, marząc o nim. Gdy dochodziła, przypominając sobie smak jego nasienia.
Na zapleczu było cicho. Tak, że mogła słyszeć bicie swojego serca i niespokojny oddech. Zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie plecami.
„Weź się kurwa uspokój”
Wzięła kilka głębokich oddechów. Otworzyła oczy. Sięgnęła po garnitur, ale zatrzymała się w połowie ruchu. Spojrzała na swoje odbicie w małym, lekko zakurzonym lustrze. Pod koszulą dostrzegła delikatny zarys stwardniałych brodawek. Uśmiechnęła się. Nie zamierzała ukrywać podniecenia. Wręcz przeciwnie, najchętniej już teraz oddałaby się mu całkowicie.
Przesunęła dłońmi po spódniczce, sięgnęła pod nią. Nie zastanawiała się nawet przez chwilę. Majtki szybko zsunęły się po udach. Ściągnęła je i zwinęła w małą kulkę.
Znów spojrzała na siebie na swoje odbicie, poprawiła koszulę i spódniczkę. Bez majtek poczuła się pewniej, seksowniej, a pragnienie tylko się wzmogło. Przewiesiła garnitur przez ramię i wyszła.
Gdy Kamila zniknęła na zapleczu, przez chwilę rozmawiamy z kierowniczką.
– Zaraz sprawdzimy, czy wszystko leży idealnie.
– Jestem o tym przekonany, nigdy się na was nie zawiodłem.
– Dziękuję, miło to słyszeć. Tym razem też wszystkie przypilnuję
– Wie pani… – robię krótką przerwę. – Ta nowa dziewczyna naprawdę mi pomogła. Wiedziała, co robi i teraz też sobie poradzi. Za to mam do pani prośbę.
– W czym mogę pomóc?
– Potrzebuję krawata, tylko takiego raczej klasycznego, w dobrym guście. Może ona zajmie się garniturem, a pani coś dla mnie wybierze?
Dotykam lekko jej ramienia, uśmiechając się przyjaźnie. Na chwilę się spina, ale po chwili odzyskuje fason.
– Tak, oczywiście. Zajmę się tym…
Kamila podchodzi do nas z garniturem. Na twarzy ma profesjonalny uśmiech, ale pod nim kryje się znacznie więcej. Dostrzegam to w jej oczach. Nasze spojrzenia się spotykają, uśmiech minimalnie się zmienia. Jakby coś skrywała, jakby zaraz miała krzyknąć „Niespodzianka”.
– Gotowe – powiedziała, podając mi garnitur. Nasze dłonie łączą się pod pokrowcem z ubraniem. Przesuwam palcami po jej ręce, a wtedy nagle coś mi przekazuje. Coś małego, materiałowego, o wyraźnej ażurowej fakturze. Zaciskając palce, czuję ciepłą wilgoć i dopiero wtedy rozumiem, co mogłem dostać.
– Świetnie. Sprawdźmy, jak leży – uśmiecham się do niej,
Wspólnie idziemy do przymierzalni, a kierowniczka rusza w stronę stojaków, gdzie czekają krawaty. Mam nadzieję, że wybór zajmie jej wiele czasu.
Chwilę później drzwi zamykają się za nami. Wchodzę pierwszy, a Kamila przekręca zamek w drzwiach. Nim się odwraca, na jej pośladku ląduje silne uderzenie mojej dłoni.
Zaskoczona piszczy, ale głośny dźwięk urywa się nagle, kiedy drugą dłonią zakrywam jej usta. Przyciskam ją do drzwi, napierając całym ciałem. Ocieram się o jej tyłek, pozwalając poczuć, jak bardzo mam na nią ochotę. Odpowiada od razu, jakby na to czekała. Wypycha pośladki i kręci nimi zachęcająco. Prowokuje. Nagle syczę z bólu, gdy przygryza moje palce. W odpowiedzi znów daję jej mocnego klapsa. Tym razem słyszę zdławiony, zadowolony pomruk.
– Cały dzień miałem na to ochotę…
– Mogłeś przyjść wcześniej.
– Gdybym mógł, teraz rżnąłbym Cię trzeci raz…
– Więc mamy sporo do nadrobienia – odpowiada i sama sięga do spódniczki, podciągając ją wysoko.
W pończochach, bez majtek, wygląda obłędnie. Znów napiera na mnie pośladkami, zwierzęcy instynkt i pierwotne pragnienia przejęły kontrolę. Otaczając ją ramieniem w pasie, sięgam między jej uda. Palce natrafiają na aksamitną, ciepłą wilgoć. Pocieram jej gładkie wargi, a później zanurzam w rozpalonym wnętrzu, wyrywając z jej ust gardłowy jęk. Jej cipka zaciska się na dwóch palcach, które pożądliwie wpycham do środka. Pochylam się, całując i liżąc skórę na jej karku i szyi.
Kamila wije się przede mną pod wpływem pieszczot i rosnącego pożądania. Rozsuwa nogi, zapraszając mnie do siebie, napiera biodrami, domagając się więcej. W końcu wyciągam z niej palce, zlizując z nich soki mojej suczki.
Później sięgam do spodni i szybko je zsuwam. Kamila czuje, jak sztywny kutas ociera się o jej tyłek, ale chwilę później trafia niżej, wciskając się wreszcie w rozpaloną szparkę. Nawet moja dłoń nie jest w stanie stłumić jej rozkosznego jęku.
Napieram na nią, rozpychając jej wnętrze coraz bardziej. Nadziewam ją jak na pal, powoli, ale stanowczo. Gdy wreszcie cały jest w niej zanurzony, na moment się zatrzymuję. Kamila mruczy, przymykając oczy, skupiając się na tym, co dzieje się w jej wnętrzu. Zaciska się miarowo na twardym, pulsującym kutasie. Napięcie narasta, wywołując gęsią skórkę.
I wtedy pcham mocno, zagłębiając się jeszcze dalej. Wyrywając z jej ust stłumiony jęk.
Kolejne pchnięcie…
Następne…
– Bądź cicho – słyszy szept przy swoim uchu.
Kamila nie panuje nad swoim ciałem, nad tym, co się dzieje. Gruby kutas rozciąga jej szparkę, doprowadzając na sam szczyt rozkoszy. Zagryza zęby na mojej dłoni, czując, jak zaraz…
Puk! Puk!
Ciche stukanie w drzwi brzmi w jej uszach jak wystrzały z karabinów. Zatrzymujemy się w pół ruchu. Powoli wyciągam z niej penisa, odsuwam się.
– Weź od niej krawaty, ja idę za parawan. Bądź grzeczna Suczko – mówię cicho przy jej uchu, dając jej lekkiego klapsa. Później odchodzę, zostawiając ją wypiętą pod drzwiami, za którymi czeka kierowniczka sklepu.
Drżącymi rękami Kamila obciąga spódniczkę i odgarnia kosmyk włosków z twarzy. Próbuje wziąć kilka spokojnych oddechów, ale niewiele to pomaga. W końcu przekręca zamek w drzwiach i je uchyla.
Grzeczny, profesjonalny uśmiech na twarzy kierowniczki wydaje się jeszcze bardziej nienaturalny niż zwykle. Ale to nie ona była właśnie na skraju orgazmu.
– Przyniosłam krawaty, wszystko w porządku? – podaje je Kamili i próbuje wejść, ale wtedy dziewczyna grzecznie przytrzymuje drzwi.
– Tak, klient się przebiera.
– Bardzo pani dziękuję – rzucam przyjaźnie zza parawanu.
Kierowniczka przez chwilę jeszcze stoi przy drzwiach, patrząc uważnie na Kamilę. W końcu jednak odpuszcza i odsuwa się.
– No dobrze… – mówi do niej. – Proszę się nie śpieszyć, a jeśli się nie spodobają, proszę zawołać – woła jeszcze do mnie i wraca do sklepu.
Kamila zamyka drzwi i znów przekręca zamek. Opiera czoło o chłodne drewno, biorąc głęboki oddech. Udało się. Próbuje jeszcze się uspokoić i opanować…
– Chodź tutaj – wychodzę zza parawanu, podchodząc bliżej. Mój napięty kutas lśni od jej soków, kiwa się lekko na boki pod wpływem ruchu.
Kamila odwraca się i z pożądaniem patrzy na sterczącą pałę. Chwila opamiętania przeminęła. Podchodzi do mnie, chętnie sięgając do niego dłonią. Porusza nią powoli, obejmując mnie ramieniem za szyję. Całujemy się zachłannie. Nasze języki splatają się i wiją wokół siebie, gdy robi mi dobrze ręką. W końcu to ja przerywam pocałunek, patrzę jej w oczy.
– Chcesz go znów wziąć do ust?
– Chcesz mi obciągnąć Suko?
Te słowa uderzają ją prosto w twarz. Są niczym policzki wymierzone stanowczą, szorstką ręką. Ręką, której dotyk chciała poczuć… właśnie w ten sposób, właśnie tak. Nie może, nie chce się opierać.
Posłusznie klęka przede mną i chwyta penisa, by niemal od razu zacząć lizać go wysuniętym językiem. Przesuwa go po spęczniałym, żylastym trzonie, zbierając własne soki. Unosi wzrok, żeby sprawdzić, czy patrzę, czy jestem zadowolony.
– Głębiej…
Tyle wystarczy, by Kamila objęła penisa wargami i zaczęła miarowo obciągać. Mój kutas zanurza się coraz głębiej w chętnych, spragnionych ustach, a ruchy jej głowy nabierają tempa.
– Podaj mi krawat.
Kamila sięga po ten leżący najbliżej. Gdy wyciąga rękę, chwytam ją za nadgarstek i trzymam jej ramię w górze.
– Druga ręka.
Nie przerywając pieszczot, patrzy na mnie z dołu z zainteresowaniem. Gdy wreszcie wyciąga rękę do góry, chwytam ją i sprawnie zawiązuje krawat wokół jej nadgarstków. Sprawdzam, czy węzeł trzyma się mocno. Dopiero wtedy odsuwam się, wyciągając kutasa z jej ust.
Kamila śledzi mnie uważnie wzrokiem, kiedy wyciągam coś z kieszeni marynarki i jednocześnie chwytam ją za podbródek. Gdy unosi głowę wyżej, wkładam jej w usta czarne zawiniątko. Jej własne majtki.
Obchodzę ją i chwytam za kark, stanowczo zmuszając do pochylenia, do ustawienia się na czworakach. Przyklękam i znów podciągam jej spódniczkę, eksponując wypięty tyłek i rozognioną, mokrą szparkę.
Chwytam penisa i układam go między pośladkami, ocierając się o nią. Po chwili przesuwam kutasa między jej uda. Czuję ich napięcie, delikatne drżenie. Skrępowana, uległa może to wszystko jedynie oglądać w lustrach wiszących na ścianach. W końcu chwytam Kamilę mocniej i znów stanowczym ruchem w nią wchodzę.
Przez węzeł na nadgarstkach Kamila nie może utrzymać równowagi przy silnych pchnięciach. Opada na łokciach, jeszcze mocniej wypinając pośladki i zachęcając mnie, prowokując. Pulsujący kutas dźga ją brutalnie, rozpychając i stymulując całe jej wnętrze. Majtki nie są w stanie całkowicie stłumić głośnych jęków, którymi rozbrzmiewa przymierzalnia, ale nie zwracamy już na to uwagi. Teraz liczy się tylko żądza i pragnienie spełnienia. Z każdej strony otaczają nas odbicia kopulującej pary. Biorę ją zachłannie, ostro, bez opamiętania.
Nie trwa to długo, nie może, napięcie jest zbyt duże, a pragnienie zbyt silne. Moje ruchy nabierają tempa, posuwam Kamilę jak zwierzę, aż w końcu w jej wnętrzu rozlewa się mój orgazm. Kutas drga silnie, wystrzeliwując solidne porcje spermy. Napieram na jej biodra kilka razy, zalewając ją obficie. Ledwo dociera do mnie, że te doznania również i ją doprowadzają na szczyt. Wije się pode mną, a cipka zaciska się mocno, jakby chciała zatrzymać mnie w środku.
Przez długą chwilę w ogóle się nie poruszamy. Ja wspieram się ramionami na jej biodrach, jakbym miał się przewrócić. Oddycham szybko, jak po intensywnym biegu. Kamila klęczy, mocno pochylona, jakby bała się ruszyć, jakby mogła się rozpaść.
Nie wiem, ile to trwało. Czas wyraźnie zwolnił. W końcu jednak wychodzę z niej i unoszę się. Nasienie już zaczyna powoli z niej wypływać, leniwie spływając po drżących udach. Podciągam i zapinam spodnie. Dopiero wtedy obchodzę ją i rozwiązuję krawat na nadgarstkach. Kamila unosi się z podłogi powoli, jakby niepewnie. Gdy wreszcie widzę jej oczy, widzę w nich głęboką satysfakcję… i głód. Dla niej to nie koniec.
Najlepsze jest to, że dla mnie też nie.
– Będę czekał tam, gdzie ostatnio – mówię, nawet nie zakładając, że mogłaby się sprzeciwić czy mieć inne plany. Sięgam do jej ust i wyciągam z nich majtki. Są ciepłe i wilgotne od śliny. Chowam je w kieszeni.
Kamila nic nie mówi, jedyną odpowiedzią jest drapieżny uśmiech.
Wstaję, zbierając garnitur, którego nawet nie przymierzyłem i krawaty, których nie obejrzałem. Chwilę później drzwi zamykają się za mną.
Kamila przez chwilę jeszcze klęczy na podłodze. Czuje chłód na nagich, odsłoniętych pośladkach i pieczenie kolan, które podrażniła szorstka wykładzina. Dopiero teraz jej ciało opuszcza napięcie. W jej wnętrzu rozlewa się błogie spełnienie, wypływa z niej, zraszając uda. Sięga tam i zbiera spermę palcem. Wsuwa go do ust i oblizuje dokładnie.
Powoli wstaje i obciąga spódniczkę. Nieśpiesznie poprawia włosy i koszulę. Z luster przyglądają jej się znajome kobiety. W ich spojrzeniach jest zazdrość, ale i podniecenie. Świadomość, że niedługo czeka je powtórka.
Gdy wreszcie wyszła z przymierzalni, kierowniczka wita ją uśmiechem.
– Dobra robota, był bardzo zadowolony – mówi spokojnie. – Wziął jeszcze dwie koszule.
– Cieszę się… dałam z siebie wszystko.
– Tak trzymaj.
Kamila tylko kiwa głową i zerka na zegarek. Do końca pracy została niecała godzina. Akurat tyle, żeby trochę ochłonąć.
Gdy wreszcie może wyjść, przebiera się szybko. Tym razem była lepiej przygotowana na spotkanie. Wygodne niskie obcasy zmieniła na wysokie szpilki. Koszulę zmieniła na małą czarną z lejącym się dekoltem. Na czarnym materiale spódniczki pełno jest jasnych zaschniętych śladów. Nasienie cały czas z niej wypływa. W lustrze poprawiła jeszcze makijaż i przeczesała włosy palcami, zmieniając służbowy kucyk w rockowy chaos.
Chwilę później idzie już rynkiem Manufaktury, stukając szpilkami. Z satysfakcją czuje na sobie pożądliwe spojrzenia facetów i zazdrosne spojrzenia kobiet. Gdyby tylko wiedziały, gdzie się wybiera… zazdrościłyby bardziej.
Na parkingu z uśmiechem przyjmuje moją rękę, gdy pomagam jej wsiąść. Nie pyta nawet, gdzie jedziemy, jakie to tak naprawdę ma znacznie. Gdy za oknem mrok gęstnieje, uliczne latarnie powoli się zapalają. Ruch jest jeszcze spory, gdy samochód powoli zmierza do centrum.
Piłsudskiego…
Kilińskiego…
Tymienieckiego…
Wjeżdżamy na parking i wysiadamy. Obejmuję Kamilę w talii i pewnie prowadzę ją do środka. Nigdy jeszcze tu nie była, więc wrażenie było jeszcze większe.
Hol był ogromny. Nie „duży”, tylko naprawdę ogromny – wysokie na kilka pięter ściany z czerwonej cegły ciągnęły się w górę, przecięte rzędami okien i stalowych konstrukcji. Wszystko było odsłonięte. Podłoga kontrastowała z tym ciężarem. Jasna, gładka, chłodna. Odbijała światło lamp i resztki tego wpadającego przez szklany dach.
Korytarze na piętrach biegły po obu stronach jak w starej fabryce czy galerii sztuki. W pustej przestrzeni dźwięk niósł się daleko. Kamil poczuła się jak intruz. Zatrzymała. Wtedy poczuła, ja ciepła, pewna dłoń przesuwa się po jej plecach, coraz niżej, aż na pośladek. Ściskam go mocno, zaczepnie.
– Dalej Kiciu… - mruczę przy jej uchu, a później powoli przesuwam po nim językiem.
Dreszcz przeszywa jej ciało, wzmacnia, dodaje pewności. Rusza, a każdy krok jej szpilek odbijał się wyraźnym echem. Teraz już pewnym, wyzywającym.
Idę tuż za nią, podziwiając krągłe biodra w obcisłej sukience. Koronkowe pończochy dodają seksapilu, a świadomość, że jej majtki trzymam w kieszeni dodatkowo mnie nakręca.
Wreszcie docieramy do apartamentu. Salon jest tak duży, że pewnie można by tu zrobić ze trzy kawalerki. Przez wysokie fabryczne okna wpada stłumione światło latarni, ale nastrój budują punktowe lampy.
– Czuj się, jak u siebie – wpuszczam ją do środka, znów zaczepnie klepiąc w tyłek.
Sam przechodzę do aneksu kuchennego, na szerokiej wyspie ustawiam dwa kieliszki i nalewam do nich wina. Obserwuję przy tym jej ruchy. Chodzi po mieszkaniu, rozglądając się uważnie. Gdy spogląda na mnie, uśmiecha się i podchodzi. Bierze jeden z kieliszków, ja unoszę drugi. Ich brzdęk jest czysty, głośny.
– Za udaną noc – mówię.
– Za przyjemny poranek – odpowiada z szerokim uśmiechem.
Upija spory łyk, a później odwraca się i idzie w stronę kanapy, która rozmiarem przypomina łóżko małżeńskie. Siada na niej, moszcząc się wśród poduszek niczym kotka. Porusza się leniwie, gdy podchodzę i siadam obok, a każdy ruch, każdy gest, każe spojrzenie jest jak zaproszenie.
Moja dłoń ląduje na jej udzie, przesuwa się powoli, wywołując zadowolony pomruk. Pochylam się i sięgam ustami do jej szyi, zatrzymując na chwilę jej oddech. Jej zapach działa mocniej niż alkohol, jej smak uzależnia…
Moja dłoń dociera na biodro, wsuwa się pod materiał sukienki. Kamila chętnie rozsuwa uda, zapraszając mnie głębiej. Jest rozpalona i mokra. Patrzymy sobie w oczy, gdy moje palce zagłębiają się w jej szparce. Przygryza wargę, ale i tak słyszę słodkie westchnienie. Pieszczę ją powoli, głęboko. Rozsuwam palce, mocniej stymulując zaciskające się ścianki. Kamila przesuwa dłonią po mojej twarzy, a ja chwytam jej palec zębami, wpuszczam do swoich ust. Nie śpieszę się, nie napieram mocniej. Rozpalam ją powoli, w stałym rytmie, jedynie zginając lekko palce, żeby dotrzeć do najczulszych, najwrażliwszych punktów.
Obejmuję ją drugim ramieniem, przyciągam do siebie. Ulega, poddaje się, przylega do mnie ciałem, delikatnie porusza biodrami, dopasowując się do rytmu mojej dłoni. Jej wnętrze reaguje coraz wyraźniej, a pomruki stają się głośniejsze, bardziej gardłowe. Widzę, jak jej źrenice się rozszerzają, jak wargi delikatnie drżą. Wtedy moje palce napierają mocniej, wciskają się na całą długość i silniej naciskają na jej wnętrze.
Gdy przychodzi orgazm, jej ciało przeszywają mocne dreszcze. Otwiera usta w niemym krzyku, cały czas patrząc mi w oczy. Jej biodra napierają na mnie, dociskając dłoń, którą trzymam między jej udami.
Uspokaja się po długiej chwili. Wtedy też wyciągam z niej palce. Przesuwam nimi po jej wargach, zostawiając wilgotny ślad. Rozchyla usta, żebym mógł wsunąć palce głębiej. Suczka z rozkoszą zlizuje swoje soki zmieszane z nasieniem, które w niej zostawiłem.
– Chcę Twojego kutasa… – szepcze, sięgając do moich spodni.
Rozpina je szybko, wręcz gorączkowo, jakby była na głodzie. Gdy wreszcie wyciąga napiętego, sztywnego penisa, od razu klęka na kanapie i pochyla się, zachłannie biorąc go do ust. Od razu mocno ssie i oblizuje spęczniały, żylasty trzon, jakby w ten sposób próbowała zaspokoić pragnienie. Trzyma go u nasady i szybko poruszając głową, zerkając na mnie.
Ja układam się wygodniej, dając jej pełen dostęp. Wyciągam ramię, przesuwając dłonią po jej plecach, biodrach, obmacując pośladki. Pomrukuje zadowolona, więc ściskam je mocniej. Zajmuję się jej tyłeczkiem chętnie, sięgając coraz dalej. W końcu mój palec naciska na małą dziurkę i wciska do środka. Kamila na chwilę się zatrzymuje, wyciąga penisa z ust i przesuwa po nim językiem.
– Włóż głębiej – mruczy z uśmiechem i znów wraca do obciągania. Nawet więcej. Gdy zaczynam penetrować jej tyłek palcem, jej pieszczoty stają się mocniejsze. Owija język wokół mojego chuja. Zasysa na nim mocno i jeździ zaciśniętymi wargami po pulsującym trzonie.
Mógłbym tak dojść, ale chcę jeszcze poczuć jej cipkę, dlatego wplatam palce w jej włosy i odciągam od kutasa. Przez twarz przebiega jej grymas niezadowolenia. Ta kurewka chciała mnie wyssać.
– Chcę Cię zerżnąć – mówię i unoszę się. Kamila szybko obraca się i znów wypina przede mną tyłek. Kręci nim zachęcająco, gdy ustawiam się na nią. Nie musi czekać, wchodzę w nią od razu. Mokra szparka z przyjemnym mlaśnięciem wpuszcza mnie do środka, a Kamila sama szybko zaczyna nadziewać się na kutasa.
Nasze ciała stapiają się w jedno, a pragnienia przejmują kontrolę. Napieram biodrami, uderzając w jej wypięte pośladki, a ona tylko silniej odpowiada, jakby chciała, żebym wbił się jeszcze głębiej. Chwytam ją za włosy i szarpiąc, zmuszam do mocnego odchylenia głowy do tyłu. W ten sposób patrzymy sobie w oczy. Wypuszczam ślinę z ust, a ta spada na jej twarz, powoli spływając po skórze. Otwiera usta i czeka na więcej, głośno sapiąc pod wpływem kolejnych pchnięć. Ślina znów spływa, spada na wargi, a Kamila zbiera ją językiem.
Jej cipka i mój kutas pulsują, drgają wspólnie. Zaciska się na mnie, ale pewne, zwierzęce ruchy wbijają penisa głębiej, do samego końca. Spełnienie przychodzi nagle. Szczytujemy wspólnie, nie powstrzymując krzyków. Znów spuszczam się w jej wnętrzu, czując, jak jej szparka kurczy się pod wpływem orgazmu.
Opadamy na kanapę oszołomieni. Przyspieszone oddechy uspokajają się bardzo powoli. Unoszę się, nim napięcie opada do końca. Wstaję z kanapy i staję przed Kamilą. Znów chwytam ją za włosy. Unosi głowę, patrząc na mnie z dołu. Przed oczami na mokrego od soków i spermy kutasa. Z uśmiechem przesuwa językiem po wargach, a później sama bierze go do ust. Ssie i oblizuje go do czysta, delektując się smakiem naszego orgazmu.
Budzę się wcześnie. Ale to nie do końca prawda – to Kamila mnie. Przez okna sypialni wpada już światło poranka, ale nie zwracam na to najmniejszej uwagi. Cała jest skupiona na widoku burzy czarnych włosów, która unosi się i opada nad moim kroczem.
Jej usta znów zajmują się moim penisem, który szybko unosi się i sztywnieje. Jest na nim skupiona tak, że chyba nie od razu zauważa, że się obudziłem. Dopiero, gdy sięgam do jej głowy i przeczesuję włosy, unosi wzrok i uśmiecha się. Bez słowa chwyta kutasa u nasady i przesuwa po nim językiem w górę i w dół. Później zaczyna energicznie pracować ręką, odsłaniając główkę i zmuszając mnie do jęku przyjemności. Zadowolona z efektu znów bierze go do ust. Jej wargi obejmują trzon i jeżdżą po nim powoli, współpracując z językiem, którym drażni czułe punkty.
Jej spojrzenie… kuszące i pełne ognia jest równie podniecające, co same pieszczoty. Uważnie obserwuje, jak na mnie działa, wyraźnie zadowolona, słysząc coraz częstsze jęki i westchnienia.
Gdy czuje mocniejsze pulsowanie na swoim języku, przyśpiesza, ale już po chwili wypuszcza penisa z ust. Znów go chwyta i zaczyna trzepać. Już po chwili mocne drgnięcia wystrzeliwują krople spermy. Część spada na mój brzuch, część spływa po kutasie i jej palcach.
Z głośnym zadowolonym pomrukiem Kamila oblizuje swoją dłoń i kutasa, a później powoli przesuwa językiem po moim ciele, starannie zbierając nasienie.
Dopiero, gdy całe znika w jej ustach, układa się obok mnie i przeciąga leniwie.