Mnie się wydaje, że w całym tym cyrku jednym z istotniejszych problemów jest odrzucenie,a właściwie nasza nieumiejętność przyjmowania go bez traktowania jak osobistej zniewagi. Lubimy być podziwiani, pożądani, lajkowani. Lubimy czuć, że jesteśmy dla kogoś interesujący, atrakcyjni, wyjątkowi... Nie ma w tym nic dziwnego, potrzeba akceptacji jest bardzo ludzka. Tylko że czasem tak bardzo uzależniamy potwierdzenie własnej wartości od cudzego zainteresowania, że jego brak odbieramy niemal jak zamach na godność osobistą.Ktoś stwierdza, że nie jesteśmy w jego guście. Nie klei mu się rozmowa. Nie ma chemii. Nie chce kolejnego spotkania. I zamiast usłyszeć zwyczajne "nie jesteś dla mnie", słyszymy "nie jesteś wystarczająco dobry".No i chuj. Zniewaga. Skandal. Trzeba powołać komisję, przesłuchać świadków i ustalić, co jest nie tak z całą płcią...Bywa jeszcze ciekawiej, kiedy przed odmową było miło. Ktoś flirtował, śmiał się z naszych żartów, chętnie pisał. W naszej głowie zdążył już powstać scenariusz, w którym zainteresowanie musi mieć ciąg dalszy. A kiedy druga strona nie realizuje przydzielonej jej roli, pojawia się poczucie, że zostaliśmy oszukani. Tylko na czym właściwie polegało to oszustwo? Przecież drugi człowiek nie ma obowiązku spełniać oczekiwań, o których istnieniu być może nawet nie wie. A nawet jeśli wie, nadal nie jest zobowiązany do ich realizacji. Zainteresowanie nie jest zaliczką na seks, sympatia umową przedwstępną na związek...
Najłatwiej odzyskać naruszone poczucie własnej wartości, odbierając wartość temu, kto nas odrzucił.
Nie chciała mnie? Pusta, roszczeniowa, pewnie leci na kasę. Nie chciał mnie? Niedojrzały, boi się silnych kobiet, zapewne ma nierozwiązane problemy z matką. Nie odpisała? Wszystkie takie same. Nie zaprosił ponownie? Faceci to jednak świnie. I samoocena uratowana. Winna jest cała płeć, a my możemy spokojnie wrócić do lustra, które na szczęście nie ma prawa odmówić współpracy...Nie chcę przez to powiedzieć, że wrogość wobec kobiet czy mężczyzn nie istnieje, albo że każde przykre zachowanie jest wyłącznie skutkiem urażonego ego.
Można być wartościowym człowiekiem i nie być czyimś wyborem. Można komuś bardzo się podobać, a mimo to nie chcieć z nim relacji. Można też zwyczajnie się nie polubić, bez konieczności ustalania, która strona jest wadliwym egzemplarzem swojego gatunku. Cudzy brak zainteresowania nie jest recenzją naszej wartości, a odmowa nie jest aktem agresji wymagającym odwetu.