Deszcz padał na miasto jakby chciał spłukać z niego cały syf. Neon nad barem mrugał nerwowo, chodnik błyszczał od wody, a noc była ciężka – lepka od alkoholu, potu i rzeczy, o których ludzie nie mówią rano.
Stałaś pod latarnią.
Papieros między palcami.
Deszcz powoli wsiąkał w twoje włosy i spływał po szyi, pod kołnierz krótkiego futra . Spódniczka mini odsłaniała koronki pończoch, wysokie obcasy lśniły w blasku latarni.
Kiedyś w takich nocach stałaś tu z innego powodu.
Byłaś dziwką.
Nie luksusowym kłamstwem z katalogu.
Nie elegancką fantazją dla bogaczy.
Prawdziwą.
Taką, która zna zapach nocy: tanich perfum, whisky, mokrego asfaltu i męskich pragnień, które potrafią być cholernie głośne, kiedy gasną światła.
Widziałaś kiedyś faceta, który udaje twardego?
Ty widziałaś ich setki.
Wystarczyło kilka minut. Drinki, spojrzenie, uśmiech. A potem nagle z tego całego macho zostawał tylko facet z oczami pełnymi głodu, który rżnął Cię od tyłu.
Nie chodziło tylko o seks.
Chodziło o to, że dziwka widzi prawdę o ludziach szybciej niż ktokolwiek inny.
Twoje ciało było kiedyś dla nich jak zakazany bar po północy – wiedzieli, że nie powinni, ale i tak wchodzili. Twoje biodra miały rytm nocy, twoja skóra pachniała dymem i czymś jeszcze… czymś, co sprawiało, że mężczyźni wracali.
A ty patrzyłaś na nich spokojnie.
Deszcz spływał teraz po twojej twarzy, jakby próbował zmyć tamte lata. Jakby chciał zabrać ze sobą wszystkie ręce, wszystkie łóżka, wszystkie nocne rozmowy szeptane w półmroku.
Ale niektórych rzeczy nie da się zmyć.
I ty wcale nie chcesz.
Bo kiedy ktoś dziś rzuca słowo „dziwka”, robisz tylko krótki uśmiech.
Taki lekko bezczelny.
Bo wiesz coś, czego oni nie wiedzą.
Papieros dopala się do końca. Rzucasz go w kałużę. Żar gaśnie z cichym syknięciem.
Deszcz dalej leje.
A ty ruszasz przez mokrą ulicę spokojnym krokiem – z tym samym spojrzeniem, które kiedyś zatrzymywało mężczyzn na kilka sekund za długo.
Bo może kiedyś byłaś dziwką.
Ale nigdy nie byłaś czyjąś własnością.
Stałaś pod latarnią.
Papieros między palcami.
Deszcz powoli wsiąkał w twoje włosy i spływał po szyi, pod kołnierz krótkiego futra . Spódniczka mini odsłaniała koronki pończoch, wysokie obcasy lśniły w blasku latarni.
Kiedyś w takich nocach stałaś tu z innego powodu.
Byłaś dziwką.
Nie luksusowym kłamstwem z katalogu.
Nie elegancką fantazją dla bogaczy.
Prawdziwą.
Taką, która zna zapach nocy: tanich perfum, whisky, mokrego asfaltu i męskich pragnień, które potrafią być cholernie głośne, kiedy gasną światła.
Widziałaś kiedyś faceta, który udaje twardego?
Ty widziałaś ich setki.
Wystarczyło kilka minut. Drinki, spojrzenie, uśmiech. A potem nagle z tego całego macho zostawał tylko facet z oczami pełnymi głodu, który rżnął Cię od tyłu.
Nie chodziło tylko o seks.
Chodziło o to, że dziwka widzi prawdę o ludziach szybciej niż ktokolwiek inny.
Twoje ciało było kiedyś dla nich jak zakazany bar po północy – wiedzieli, że nie powinni, ale i tak wchodzili. Twoje biodra miały rytm nocy, twoja skóra pachniała dymem i czymś jeszcze… czymś, co sprawiało, że mężczyźni wracali.
A ty patrzyłaś na nich spokojnie.
Deszcz spływał teraz po twojej twarzy, jakby próbował zmyć tamte lata. Jakby chciał zabrać ze sobą wszystkie ręce, wszystkie łóżka, wszystkie nocne rozmowy szeptane w półmroku.
Ale niektórych rzeczy nie da się zmyć.
I ty wcale nie chcesz.
Bo kiedy ktoś dziś rzuca słowo „dziwka”, robisz tylko krótki uśmiech.
Taki lekko bezczelny.
Bo wiesz coś, czego oni nie wiedzą.
Papieros dopala się do końca. Rzucasz go w kałużę. Żar gaśnie z cichym syknięciem.
Deszcz dalej leje.
A ty ruszasz przez mokrą ulicę spokojnym krokiem – z tym samym spojrzeniem, które kiedyś zatrzymywało mężczyzn na kilka sekund za długo.
Bo może kiedyś byłaś dziwką.
Ale nigdy nie byłaś czyjąś własnością.

