Dla części osób zdrada jest jednym z najcięższych naruszeń zaufania. Dla innych jest źródłem adrenaliny, fantazji seksualnych, elementem gry, fetyszem albo po prostu czymś, co nie ma aż takiego ciężaru moralnego.
Natomiast ciekawa jest jedna rzecz. W wielu wypowiedziach praktycznie nie pojawia się partner jako człowiek. Pojawia się za to ekscytacja, adrenalina, poczucie bycia pożądanym, ryzyko przyłapania, poprawa samooceny, emocje. Cały punkt ciężkości jest przesunięty na własne przeżycia.
„Podnieca mnie planowanie.” „Podnieca mnie adrenalina.” „Poprawia mi samoocenę.” „Nigdy nie żałowałam.” „Kręci mnie, że wybiera mnie zamiast męża.”
To jest o własnych emocjach, a nie o konsekwencjach dla drugiej osoby.
Można wręcz zauważyć pewien mechanizm psychologiczny: im bardziej człowiek skupia się na tym, co dostaje on sam, tym mniej miejsca zostaje na pytanie, co w tym samym czasie traci ktoś inny.
Najbardziej uderza mnie jednak coś innego. Gdyby w tych wypowiedziach zamiast słowa „zdrada” wstawić dowolne inne zachowanie polegające na oszukiwaniu drugiego człowieka, wiele osób oceniłoby je bardzo surowo. Kłamstwo, manipulację, wykorzystywanie czy podwójne życie. Ale kiedy dochodzi silny ładunek seksualny i emocjonalny, część ludzi zaczyna postrzegać to przez pryzmat ekscytacji, a nie uczciwości.
To chyba najlepiej pokazuje, że człowiek potrafi bardzo skutecznie oddzielić własne przyjemności od konsekwencji swoich działań.
Czy to upadek moralności? Dla kogoś, kto uważa lojalność i uczciwość za fundament związku, prawdopodobnie tak będzie to wyglądało. Dla osób piszących w tym wątku jest to raczej opis fantazji, potrzeb seksualnych albo własnych doświadczeń. Dlatego każda ze stron patrzy na ten sam temat zupełnie innymi oczami.
Jedno natomiast rzuca się w oczy: prawie wszyscy opisują, jak zdrada daje im coś pozytywnego. Niewielu zastanawia się, jak wygląda ta sama historia z perspektywy osoby, która pewnego dnia dowiaduje się, że była okłamywana przez miesiące albo lata. I właśnie ta nieobecna w dyskusji perspektywa mówi często najwięcej o całym zjawisku