Ale zostawmy takie skrajne przypadki jak przemoc. Ja mówię tutaj o takich "normalnych" ludziach.
Ogólnie to problem leży w tym, że ludzie się już w sobie nie zakochują chyba. Tylko to wygląda jak wybieranie towaru w sklepie. Na tych tinderach itp to przebieramy i szukamy najlepszego z możliwych - no bo mamy taką możliwość. Nie idziemy poznać człowieka, tylko obejrzeć towar.
Kiedyś to jakoś wszystko inaczej wyglądało, poznawało się kogoś w szkole albo nie wiem na boisku osiedlowym albo gdziekolwiek ale "na żywo". Chciałabym się cofnąć do takich czasów, gdzie mam paczkę znajomych i wiemy o sobie wszystko i nagle z jednym kolegą zaczynamy spędzać więcej czasu i jakoś z tego pojawia się uczucie. A teraz idę na randkę i już czuję od razu, że to będzie przesłuchanie i że będę oceniana jak na występie przed jednoosobowym jury. To w ogóle nie są naturalne warunki do poznawania się. Człowiek mimowolnie nie zachowuje się normanie tylko przybiera jakąś pozę, bo chce się najlepiej zaprezentować. Laski się malują i ubierają najlepsze ciuchy, faceci idą do fryzjera i udają, że nie są nonszalanccy i są gentelmanami. Nie da się długo grać tej pozy i później wychodzi, że ludzie są w związkach niedopasowani. Bo facet wybrał tą co ma największe cyce albo najlepiej się rucha, a kobieta wzięła bogatego ale po czasie się okazuje, że ani jedni ani drudzy nie mają o czym ze sobą rozmawiać.
A kiedyś to się widziało tą osobę bez makijażu, w jakimś dresie może spoconą na wf, albo jak płakała bo dostała jedynkę z matmy... Jakieś to było bardziej prawdziwe.