Dlatego ta wiadomość tak mnie zatrzymała. Bo przez chwilę pomyślałem:
jak to możliwe, że dla jednych jesteś nikim, a dla innych kimś naprawdę ważnym?
I zacząłem się zastanawiać, czy my w ogóle kiedykolwiek widzimy siebie obiektywnie, czy może całe życie patrzymy na siebie oczami ludzi, którzy oceniali nas najgłośniej.
Ciekaw jestem, czy ktoś z Was też miał takie zderzenie, że w jednym środowisku czuliście się niewidzialni albo niewiele warci, a gdzie indziej ktoś widział w
Was zupełnie inną osobę.
Nigdy nie jesteśmy w stu procentach obiektywni, ale jak najbardziej możemy do tego dążyć. Miałam dokładnie taką sytuację, gdy poznałam moich obecnych przyjaciół. To był jeszcze okres gdy bardzo nie lubiłam siebie, ze względu na to, jak mnie oceniano ogólnie, w tamtym momencie i w przeszłości, a oni mnie zaakceptowali i mieliśmy właśnie jakąś taką odwagę że otwarcie mówiliśmy sobie co myślimy. (Piszę że to odwaga, ale tak naprawdę tak powinno być, powinniśmy być wobec siebie otwarci, jeśli krytykować, to zachowanie, a nie skreślać człowieka.)
To brzmi może bardzo głupio, ale to był jakiś przełom dla mnie, gdy w sumie już jako w sumie dorosła dziewczyna byłam w stanie ubrać się tak, jak się sama sobie podobałam, nawet jeśli nie do końca podobało się to mamie. Ona zawsze wyraża się kulturalnie, ok, ale bardzo długo zależało mi na jej opinii na tyle, że się przebierałam w takiej sytuacji, to był jakiś przełom że przestałam to robić. To był moment kiedy subiektywne spojrzenie na siebie powoli zaczynało się zmieniać w lepszą stronę.
Teraz jestem w takim momencie, że gdy słyszę (głównie od rodziny) teksty typu „Ludzie zawsze Cię oceniają/Nie rób tego, bo cię ocenią./Co ludzie powiedzą?” jestem w stanie powiedzieć „No i?”. Ludzie widzą nas często ułamek sekundy, jeśli sadzą na tej bazie, no to siłą rzeczy to nie może być pełna prawda o nas i myślę że większość ludzi krzywdzi siebie, kopiując myśli o sobie od otoczenia. My jesteśmy z całym naszym wnętrzem, z naszą historią, której nie widzą w pełni nawet bliscy ludzie.
Nie mówię żeby całkiem ignorować sugestie ludzi, nie, zdecydowanie nie. Nauczyłam się odsiewać jednak to, na co zwracam uwagę, mniej więcej takimi czterema warunkami - czy to jest krytyka mojego zachowania, a nie mnie samej, czy rzeczywiście to jest obiektywne, czy wynika z tego, że ktoś naprawdę chce dla mnie dobrze (w kontekście czy mu zależy żeby mi coś podpowiedzieć, czy robi to ot tak bo nie ma co powiedzieć) i czy zachowuje minimum szacunku do mnie w wypowiedzi. W tym momencie widzę swoje zalety i wady, lubię całokształt, nad wadami, skoro je widzę, to pracuję i myślę że nigdy nie byłam bliżej bycia obiektywną niż teraz.
Podsumowując ten bardzo offtopowy wywód, owszem, nie będziemy obiektywni w pełni, ale możemy być np. w 90%, a możemy być w 0%.