że ten katolicki konserwatyzm cały czas dominuje w Polsce i tzw. "onlyfansiary" potocznie mówiąc są najgorszym sortem człowieka, zdaniem wielu osób, głównie mężczyzn "redpillowców"
Redpill opiera się na innych założeniach niż katolicki konserwatyzm, a główne tematy poruszane przez redpill to tzw. rynek matrymonialny, domniemana hipergamia kobiet, "samczość alfa" i tematy pokrewne, a jako argumenty są podawane głównie mocno naciągane i wybiórcze tezy psychologii ewolucyjnej i biologii.
A katolicyzm opiera się na tradycji, autorytecie papieża i biskupów oraz kwestii, czy coś się wg kaznodziejów Bogu podoba, czy nie.
Owszem, u jednego i drugiego mamy napiętnowanie swobody seksualnej, zwłaszcza kobiet, napiętnowanie feminizmu, negatywną ocenę rewolucji seksualnej i poliamorii, jednak wynika to z całkiem innych przesłanek. Aczkolwiek jedno i drugie jest mocno podszyte hipokryzją i mizoginią.
Mnie tam ogólnie nie obchodzi, kto komu pokazuje swoje ciało - choć gdybym był w związku, to nie chciałbym, by moja partnerka była "onlyfansiarą". Konieczność budowania jakichś relacji z fanami i obecność obsesyjnych fanów i stalkerów na pewno byłoby wyczerpujące dla psychiki, obciążające emocjonalnie. Poza tym gdyby wśród subskrybentów trafili się jej znajomi, to na pewno też by jej szkodziło, i plotki krążyłyby nie tylko o niej, ale też i o mnie, i oboje bylibyśmy obiektem szyderstw, pogardy i czepiania się. Po co to komu.
Już gorsze zdanie mam o fanach onlyfansiar niż o tych kobietach.
Znam osoby niewierzące, które są bardziej konserwatywne w sprawach seksu i nagości niż niejeden katolik.
"Czym skorupka za młodu nasiąknie" - nawet jak ktoś nie doświadczył tzw. łaski wiary, to pewne wdrukowane i zakorzenione przekonania potrafią być zinternalizowane z całymi postawami wobec innych, w tym kobiet. Samo niewyznawanie określonej religii nie gwarantuje intelektualnej otwartości, elastyczności ani szerokich horyzontów.
Aczkolwiek np. przekonanie o tym, jakoby seks oralny, seks przedmałżeński, antykoncepcja czy masturbacja były czymś złym, jest jednak bardzo typowe dla religiantów. Niewierzący nie mają powodu, by widzieć w tym coś złego.
Natomiast u części ludzi w kwestii poglądów nt. homoseksualizmu dochodzą jeszcze stereotypy, uprzedzenia, odczucia estetyczne i silny osobisty stosunek do tematu, a w kwestii poglądów na swobodę seksualną kobiet - zazdrość i różne lęki i obawy związane np. z wypieraną niepewnością własnej męskości.
Katolicyzm z Polsce jest na wymarciu
Akurat to stwierdzenie jest grubo na wyrost - w ostatnim spisie powszechnym ponad 70% Polaków określiło się jako katolicy, zaś w zeszłorocznym sondażu IBRiS o opiniach na temat Wojtyły ponad 72% pytanych stwierdziło, że jest on dla nich autorytetem i ważną postacią. Nawet w grupie wiekowej 18-29, te wyniki wyniosły 66% - czyli w grupie najbardziej zlaicyzowanej. Zaś w grupie wiekowej 60+, która jest liczniejsza niż najmłodsza, te wyniki to ponad 80%.
Gdyby katolicyzm był na wymarciu, to te wyniki byłyby zupełnie inne. Jednocyfrowe lub bliskie jednocyfrowym.
Poza tym, np. dla 23% badanych temat zapobiegania ciąży to temat tabu. A dla 31,3% wyborców PiS-u uznaje antykoncepcję za nieetyczną.
Czyli ciemnota nadal trzyma się mocno. Nawet jeśli w części kwestii Polacy w większości mają podejście inne niż katolickie.
Jakoś Czarnek, będący uosobieniem katolickiej ciemnoty, zdobył w ostatnich wyborach 121 686 głosów, zaś jego praca jako ministra edukacji w sondażu Ipsos dla Oko Press z października 2021 została oceniona dobrze przez 30% pytanych.
Gdyby katolicyzm w Polsce był na wymarciu, Czarnek nie wszedłby do sejmu, tylko podzielił los podobnego mu Wojciecha Wierzejskiego z 2007.
Zresztą, wspomniane bariery i hamulce są nie tylko w tematach dotyczących bezpośrednio seksualności - spora część osób sprzeciwia się np. braniu prysznica na basenie nago, bo z powodu kulturowo-religijnego skojarzenia nagości z erotyką i seksualnością uznają coś takiego za zgorszenie. Nagie ciało kojarzy im się z czymś grzesznym. A posłowie PiS-u wyrazili np. oburzenie z powodu "akcji menstruacja" w szkołach, będącej czysto higieniczną kwestią - bo najwidoczniej w ich prymitywnym ciągu skojarzeniowym menstruacja kojarzy im się z czymś intymnym, a intymność kojarzy im się z tabu i czymś skandalicznym lub co najmniej skandalizującym.
To nie tyle konserwatyzm, co hipokryzja
Why not both?
Konserwatyści lubią piętnować prostytutki jako "kobiety upadłe" lub używając znacznie bardziej obelżywych i obraźliwych określeń, ale pomysł, żeby to mężczyzn objąć nadzorem lub żeby karać klientów prostytutek, wywołałby ich stanowczy sprzeciw. Choć gdyby nie było mężczyzn chętnych do płacenia za usługi seksualne, to prostytucja by nie istniała. Czy prostytutki narzekają na brak klientów? Chyba tylko w krajach skandynawskich, gdzie to klienci są karani, takie coś się zdarza.
Choć nie przeczę, że konserwatyści też są różni i że na pewno zdarzają się wśród nich tacy, którzy potrafią pochylić się nad sytuacją życiową kobiety, która weszła w prostytucję, a czasem próbować pomóc jej z tego wyjść i znaleźć normalną pracę lub w inny sposób zmienić życie. Zakon magdalenek powstał z myślą o byłych prostytutkach, jak by nie patrzeć. Choć życie zakonne też nie jest normalną pracą.
Kto? O kim mówisz?
Może te dziewczyny wolałyby np. czytać z emfazą wiersze Norwida albo opowiadać swoje wspomnienia z młodości na Pojezierzu Kaszubskim, ale na to pewnie nie ma zbyt dużego wzięcia na kamerkach, więc muszą się rozbierać i smyrać po częściach niesfornych, ponieważ właśnie tego chcą mężczyźni.
Jak jakiś tzw. mężczyzna zamiast mózgiem myśli prąciem, to tak to wygląda.

Ja tam wolałbym spotkać się na żywo z kobietą i słuchać jej opowieści o wycieczkach na łono natury do malowniczych miejsc, o warsztatach z jogi, medytacji, obejrzanych filmach i koncertach itd., niż oglądać na kamerce, jak się rozbiera i smyra, gdybym miał wybierać. ^^