Ola obudziła się obok Łukasza, ale przez długi czas leżała jeszcze z zamkniętymi oczami. Wspominała, myślała, porównywała. Drugi bardzo podobny poranek, ale zupełnie inne uczucia. Wczoraj, gdy budziła się przy boku innego faceta, nie mogła powstrzymać uśmiechu. Wypełniała ją satysfakcja, zadowolenie i uczucie spełnienia. Delikatny ból, który odczuwała, nie powodował dyskomfortu, wręcz przeciwnie. Czuła się jeszcze lepiej, bardziej… zdzirowato. Podobało jej się to.
Teraz było inaczej. Z Łukaszem zawsze było inaczej, spokojniej i… nudniej. Kiedyś nie miała z tym problemu, może tego nie zauważała, ale od kiedy zaznała innego seksu, innych emocji, trudniej było to zaakceptować. Potrzebowała więcej… mocniej…
Wstała i poszła do łazienki. Pod prysznicem znów wróciły wspomnienia poprzedniego dnia. Trema i zdenerwowanie, które czuła, gdy jechała na spotkanie. Podniecenie, gdy wreszcie znalazła się w jego mieszkaniu, gdy kazał jej zdjąć majtki. I rozkosz, kiedy z tego skorzystał, kiedy ją wziął i wypieprzył. Poczuła ciepło w podbrzuszu, sutki stwardniały, a między udami zrobiło się mokro. Znów przymknęła powieki, by przywołać wspomnienia, by choć w wyobraźni znów poczuć go za sobą… Powoli przesuwała dłońmi po swoim ciele, delikatnie je pieszcząc. Nie powstrzymywała pomruków przyjemności, nie hamowała emocji. Przypominała sobie, co wydarzyło się wczoraj pod prysznicem. Sięgnęła za siebie, palec wsunął się między pośladki, a po chwili wcisnął w ciasną, nadal lekko podrażnioną dziurkę. Zaczęła nim powoli poruszać. Nigdy sama tego nie robiła, ale seks analny z fotografem pokazał jej, jakie to przyjemne. Za każdym razem… coraz lepsze.
Ruchy palca nabrały tempa i rytmu. Ola wciskała go w siebie coraz głębiej, a rozchylone wargi nie powstrzymywały kolejnych westchnień…
Wszystko prysło, gdy usłyszała pukanie do drzwi.
– Możesz się pośpieszyć? – głos Łukasza zrujnował nastrój.
– Jasne, zaraz wychodzę – Ola przełknęła ślinę i odpowiedziała najspokojniej, jak potrafiła.
Starała się na niego nie patrzeć, kiedy minęli się w drzwiach. Znów ich porównywała i znów poczuła rozczarowanie. Wczoraj, gdy do niej dołączył pod prysznicem, oddała się z rozkoszą. Mógł zrobić z nią wszystko, czego chciał. I zrobił. A Łukasz… Ola westchnęła i przewiesiła ręcznik przez oparcie krzesła, po czym ubrała się w luźny dres.
– Wyskoczysz ze mną do galerii handlowej – zaproponował, kiedy jedli razem śniadanie. – Chcę kupić kilka rzeczy, a ty najlepiej wiesz, w czym dobrze wyglądam.
– Jasne, czemu nie – Ola uśmiechnęła się, ale ciężko jej było o entuzjazm. Nadal czuła coś do Łukasza, jeszcze niedawno miała wobec niego bardzo konkretne plany na przyszłość, ale każde kolejne spotkanie, każda kolejna zdrada, sprawiały, że tracił w jej oczach. Nawet poczucie winy już tak nie uwierało. Tak, zdradzała go. Mogła to przyznać bez palącego poczucia wstydu. Nie wypierała już tego. Nawet więcej, czuła i akceptowała, że chce więcej, że będzie to jeszcze robić, że znów umówi się z fotografem i znów mu się odda. Że weźmie jego kutasa do ust, że będzie go ujeżdżać, że się przed nim wypnie i poprosi, żeby wszedł w jej tyłek. Że znów chce poczuć smak jego spermy na języku…
– W porządku? – głos Łukasza przywrócił ją do rzeczywistości.
– Co? Tak, jasne… dobrze – odpowiedziała mechanicznie, lekko zakłopotana, bojąc się poprosić, żeby powtórzył pytanie.
Wyszli godzinę później, po tym jak Ola zrobiła sobie makijaż i założyła zwiewną błękitną sukienkę. Uśmiechnęła się z satysfakcją, widząc minę Łukasza, gdy ją zobaczył. Sukienka bardzo dobrze podkreślała jej atuty, a materiał był tak cienki, że gdyby komuś zależało, mógłby zobaczyć bardzo wiele. Kupiła ją za namową Kaśki i do tej pory założyła tylko raz. Wtedy czuła się fatalnie i nie wiedziała, gdzie się schować.
Dzisiaj… było inaczej. To była już inna Ola.
Pojechali autem Łukasza. Ciszę w środku rozpraszało jedynie radio, ale nawet ono nie było w stanie ukryć narastającego napięcia. Niby nic się nie wydarzyło, ale coś wisiało w powietrzu. Pewna siebie, zadowolona Ola siedziała z delikatnym uśmiechem na twarzy, a Łukasz co jakiś czas zerkał na nią, próbując rozgryźć, co się działo. Wszystko niby było w porządku, ale burza już nadciągała.
Galeria była pełna ludzi. Dzieciaki cieszyły się z wakacji i włóczyły pomiędzy modnymi sklepami, a dorośli, którzy akurat nie musieli siedzieć w biurach, chętnie korzystali z klimatyzacji, chowając się przed upałem. Razem odwiedzali kolejne sklepy, a Łukasza coraz bardziej drażniło to, co działo się wokół Oli. Niby zachowywała się w porządku i nikogo nie prowokowała, ale już sam jej widok ściągał zainteresowanie innych facetów. Nie podobało mu się to. Tak samo, jak zachowanie samej Oli, która zdawała się… zadowolona.
I taka faktycznie była.
Oczywiście czuła na sobie ciekawe, łakome spojrzenia, ale nie przeszkadzało jej to tak, jak zwykle. Raczej ją bawiły, podobnie jak coraz większa irytacja Łukasza. Wreszcie poczuła z jego strony jakieś mocniejsze uczucia. Kiedyś pewnie próbowałaby je załagodzić, ale teraz kusiło ją, by przetestować granice. By sprawdzić, do czego będzie zdolny. Jednocześnie do głowy przychodziły jej różne scenariusze, gdyby była tu z tym drugim. Zastanawiała się, jak on by zareagował. Czy by się wkurzył, czy może chciał zaznaczyć, że Ola jest jego. Zaczęła fantazjować o tym, jak wciąga ją do przymierzalni albo toalety, dociska do ściany i zachłannie bierze. Trudno było jej wyrzucić go z głowy. Jeszcze niedawno jej to przeszkadzało, teraz… raczej podniecało.
W końcu wystarczył delikatny uśmiech… Był niczym iskra, która wywołała wybuch. W drodze między kolejnymi sklepami, obok nich przechodził facet – wysoki, zadbany, w garniturze. Uśmiechnął się, a Ola odpowiedziała tym samym. Raczej instynktownie niż celowo, ale to nie miało znaczenia.
– Co to miało być?!
– O co ci chodzi?
– Dobrze wiesz.
– Nie, nie wiem…
– To może się cofnij i sprawdź. Albo daj mu numer…
Kłótnia eskalowała coraz bardziej, ale nie w kierunku, o którym myślała Ola wcześniej. Zamiast zazdrości i chęci podkreślenia ich więzi, dostała pretensje i wyrzuty. Zamiast namiętności była złość. Zamiast pasji, gorycz i urażona duma.
– Jak ci się nie podoba, to może sam sobie dalej rób zakupy.
– A ty zajmiesz się kimś innym, co?
– Pojebało cię? – reakcja Oli była ostrzejsza niż chciała. Może dlatego, że trafił tak celnie.
– A co, może ci się nie spodobał?
– Wiesz co… chyba wrócę już do domu… sama!
– Może tak będzie lepiej – odparł szybko, szybciej niż zdążył pomyśleć.
Ola zareagowała tak samo. Zbyt szybko i zbyt gwałtownie. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wyjścia. Po chwili nawet chciała się zatrzymać, ale duma i złość jej nie pozwoliły. Liczyła, że zaraz poczuje na ramieniu dłoń Łukasza, że on za nią pójdzie i zatrzyma. Czekała na to aż do drzwi wejściowych, które jak na złość otworzyły się automatycznie i nie dały tej dodatkowej okazji do zatrzymania, do zawrócenia. Wyszła i nie obejrzała się za siebie…
Jazda przez miasto w środku dnia nigdy nie była przyjemnością. Przy 30 stopniach było zdecydowanie gorzej. Klimatyzacja oczywiście pomagała, ale świadomość, że na zewnątrz panuje skwar sprawiała, że czułem się jak w jakiejś klatce. Dlatego wolałem pracę w studio. Niestety nie zawsze ma się komfort wyboru. Tkwiłem więc teraz w korku, wlekąc się i zastanawiając, czy faktycznie warto było przyjmować to zlecenie na sesję plenerową. I czy warto mieć studio w centrum miasta.
Rozważania przerwał mi bardzo przyjemny widok. Drugą stroną ulicy po chodniku szła niesamowita dziewczyna. Zimny błękit sukienki sprawił jednak, że zrobiło mi się raczej cieplej niż chłodniej. Nie tylko ja zwróciłem na nią uwagę. Zaśmiałem się, widząc, jak odwracają się za nią mijani faceci. Nie dziwiłem im się. Dopiero gdy znalazła się trochę bliżej, rozpoznałem, że to Ola. Cóż… okazuje się, że los wynagrodził mi męczarnie nowego zlecenia. Przez chwilę jeszcze się zastanawiałem, w tym czasie Ola zdążyła już minąć mój samochód, ale w końcu zmieniłem pas i dość ryzykownie zawróciłem na środku drogi. Po chwili zatrzymałem się na krawężniku obok niej.
W pierwszej chwili Ola wystraszyła się, kiedy samochód ostro zaparkował obok niej. Kiedy jednak zobaczyła znad opuszczonej szyby, kto siedzi w środku, uśmiechnęła się i podeszła.
– Samotny spacer?
– Jak widać – odpowiedziała zadziornie, choć nieoczekiwane spotkanie wywołało szybsze bicie serca i przyjemne mrowienie w podbrzuszu.
– Ja nie przepadam za takimi upałami, może cię podwieźć?
– A dokąd jedziesz?
– To zależy od ciebie – odpowiedziałem szybko, a mój wzrok powędrował z jej oczu na dekolt sukienki, który prezentował się nieziemsko, kiedy pochyliła się do okna samochodu.
Ola nie speszyła się, nie zasłoniła. Wręcz przeciwnie. To była reakcja, której oczekiwała, której potrzebowała. Zawahała się na moment, a później spojrzała jeszcze w kierunku, z którego przyszła. Łukasza nigdzie nie było widać. Nie poszedł za nią. Sam jest sobie winien. To było wygodne kłamstwo, ale wystarczyło, żeby otworzyła drzwi samochodu.
– Nie tylko fotograf, ale też kierowca. Jak mogłabym odmówić – powiedziała, wsiadając do auta. Jej ciało szybko zareagowało na chłód panujący w samochodzie. Uda pokryły się gęsią skórką, a na cienkim materiale sukienki odznaczyły się twarde sutki. Powitałem ten widok uśmiechem.
– Skup się na drodze… na razie – Ola też się uśmiechała.
– Świetna sukienka.
– Podoba ci się? – pytanie wcale nie dotyczyło jej stroju.
– Tak bardzo, że chciałbym zrobić ci… następną sesję.
– Może ci… zapozuję… jeśli poprosisz – jej uśmiech obiecywał bardzo udane zdjęcia.
Jakieś 20 minut później stanąłem pod jej domem. Nie zamierzałem jednak ograniczać się do roli taksówkarza. Ona też miała większe plany.
– Może wejdziesz… na zdjęcia? – zapytała.
– Mam rozumieć, że mi… zapozujesz? – zwróciłem się w jej stronę, kładąc dłoń na odsłoniętym udzie.
– Chodź, a się przekonasz – kusiła dalej.
– Już nie mogę się doczekać – zacisnąłem palce na jędrnej skórze, ale później odsunąłem się i wysiadłem. Z bagażnika wyciągnąłem torbę ze sprzętem i razem weszliśmy do budynku. W windzie jedynie się do siebie uśmiechaliśmy. Odezwała się dopiero, kiedy drzwi jej mieszkania zamknęły się za nami.
– Rozgość się, ja zaraz wracam – powiedziała, znikając za drzwiami. Ja w tym czasie rozejrzałem się po nasłonecznionym mieszkaniu. Nie było duże – salon z aneksem kuchennym i dużym balkonem, przytulna sypialnia i łazienka. Na ścianach zobaczyłem kilka ramek ze zdjęciami. Na kilku była z wysokim, ciemnowłosym facetem. To pewnie dla niego były te zdjęcia. Uśmiechnąłem się. Cóż… Ja dostałem trochę więcej.
Po dłuższej chwili Ola wyszła z łazienki. Na jej ustach znów igrał uśmiech, ale inny, bardziej drapieżny. Podeszła do mnie i chwyciła za nadgarstek, podniosła moją dłoń i położyła na niej zwitek materiału.
– Nie będą mi teraz potrzebne – wręcz wymruczała, a ja zorientowałem się, że mam w ręce jej majtki.
– To chyba też – sięgnąłem do ramiączka sukienki i zsunąłem je lekko.
– Nie tak szybko… najpierw zdjęcia – powstrzymała mnie szybko i się odsunęła. Odeszła w stronę wyjścia na balkon i stanęła w pełnym świetle, śmiało pozując. Cienki materiał sukienki naprawdę wiele odsłaniał, ale pozostawiał też wiele pola dla wyobraźni.
Westchnąłem zrezygnowany, ale wyciągnąłem aparat i zacząłem robić zdjęcia. Tym razem Ola zupełnie nie czuła tremy. Wręcz przeciwnie, wyglądało na to, że świetnie się bawi. Pozowała świadomie, prowokacyjnie, z pazurem. Doskonale wykorzystywała sukienkę, czasem odważniej pokazując swoje największe atuty, a czasem kusząco je kryjąc pod błękitnym materiałem, który idealnie komponował się z gładką, jasną skórą.
Spod okna Ola przeniosła się po chwili na kanapę. Najpierw powoli, zmysłowo się na nią wspięła, by w końcu wylegiwać się i prężyć niczym kotka. Uwodziła i mnie i aparat. I w obu przypadkach robiła to doskonale. Bawiła się, podciągając sukienkę do góry, pozwalając by ramiączka zsuwały się z ramion. Świadomość, że nie ma na sobie bielizny dodatkowo na mnie działała. Ola też zdawała się doskonale o tym wiedzieć i nie pozwoliła, żeby aparat uchwycił więcej niż chciała.
W obiektywie widziałem, jak pozowanie działa na Olę. Jej oczy błyszczały, miękkie rozchylone wargi obiecywały rozkoszną słodycz, a sutki wyraźnie odznaczały się na materiale sukienki. Gdy przesuwała dłonie po ciele, widziałem, jak zmysłowy i intensywny był to ruch. To nie był dotyk, to była pieszczota. Coraz mocniejsza, bardziej drapieżna.
W pewnej chwili Ola zsunęła się z kanapy i na kolanach podeszła do mnie. Cały czas robiłem zdjęcia, kiedy z wygłodniałym uśmiechem sięgnęła do moich spodni, rozpięła je i ściągnęła razem z bokserkami. Mój kutas prężył się tuż przed jej twarzą, gdy sięgnęła do ramiączek i zsunęła z siebie sukienkę. Patrząc mi w oczy, oblizała wargi, a później objęła nimi spęczniałą, czerwoną główkę. Zaczęła ssać, najpierw delikatnie, ale szybko wzięła penisa głębiej i intensywniej się w nim rozsmakowała. Głaszcząc i masując swoje piersi, zaczęła obciągać. Bez odrobiny wstydu patrzyła prosto w obiektyw, nadziewając swoje usta na sztywny, żylasty trzon i głośno pomrukując.
– To są zdjęcia, na które czekałem – powiedziałem, lekko wypychając biodra.
– Mało jeszcze widziałeś – Ola wysunęła penisa z ust i wzięła go do ręki. Powoli przesuwała dłonią, a wysuniętym językiem sięgnęła do jąder, które zaczęła lizać. Po chwili przerwała i znów sięgnęła ustami do kutasa. Zassała się na nim kilka razy, oplatając też językiem, by znów później wypuścić. Uniosła się na kolanach i objęła go swoimi pełnymi piersiami. Były ciepłe, wrażliwe na dotyk. Masowała go powoli, zerkając w dół, obserwując, jak żołądź wysuwa się spomiędzy ściśniętych cycków.
– To jest obiektyw, przed którym chcę pozować… – wymruczała, znów patrząc w górę.
– Więc co powiesz na zmianę pozy?
– O niczym innym teraz nie myślę – odpowiedziała i odsunęła się. Odwróciła się do kanapy, opierając na niej łokcie i prezentując przede mną kształtne pośladki. Odłożyłem aparat i uklęknąłem za nią, ale nim zdążyłem zrobić cokolwiek, Ola podała mi małą tubkę… lubrykant. Spojrzała na mnie przez ramię i chwyciła swoje pośladki, delikatnie je rozciągając.
Wycisnąłem odrobinę płynu na dłoń i rozsmarowałem ją po penisie. Później to samo zrobiłem z rowkiem między jej pośladkami, wciskając też palec w lekko rozwarty otwór. Poruszałem nim, sięgając coraz głębiej.
– Mmmmm… kurwa… daj mi swojego kutasa – wymruczała gardłowo, nie mogąc się już doczekać. Nie dałem jej czekać.
Przyłożyłem penisa do chętnej, nawilżonej dziurki i wcisnąłem go od razu do połowy. Wszedł gładko, ślizgając się na lubrykancie. Chwyciłem ją za biodra i zacząłem posuwać…
Ola zamknęła oczy, gdy tylko poczuła sztywnego kutasa wciskającego się do jej wnętrza. Jęknęła głośno, zwierzęco, czując jego pulsowanie i mocne drgnięcia, które rozchodziły się impulsem po jej ciele. Była rozpalona, spragniona mocnych doznań. Niemal od razu sama zaczęła wypychać biodra, nadziewając się mocniej na gruby trzon.
Kurwa… za każdym razem było przyjemniej, za każdym razem radziła sobie coraz lepiej. Zaczęła lekko zaciskać mięśnie, zwiększając opór i wspólne doznania. Podniecało ją, że gdy ona bardziej się opierała, ja napierałem silniej, agresywniej. Nie opierała się, kiedy nacisnąłem mocniej, kiedy wreszcie wsadziłem całego kutasa w jej tyłek. Sięgnęła dłonią między uda, których wnętrze było mocno zroszone sokami. Zaczęła masować cipkę, a podniecenie sprawiało, że każdy dotyk wyrywał z jej ust głośny jęk.
Klęczałem za nią i swoimi pchnięciami dociskałem do kanapy. Dziurka zaczęła rytmicznie zaciskać się wokół kutasa, a Ola coraz mocniej odlatywała. Gdy przeszył ją orgazm, całkowicie przestała się kontrolować, oddała inicjatywę i po prostu dawała się rżnąć. Dźgnięcia penisa wyciskały z jej gardła urywane jęki, a ja zbliżałem się do szczytu. Finał był nagły, gwałtowny. Wystrzeliłem w niej przy kilku mocnych, ostrych pchnięciach. Przy ostatnim na moment się zatrzymałem, a Ola czuła głęboko w sobie drgania penisa i zalewającą ją spermę.
Długo dochodziliśmy do siebie. Ciało Oli było zroszone kropelkami potu. Z trudem kontrolowała oddech, ale z jej twarzy nie schodził zadowolony uśmiech. To było właśnie to, czego potrzebowała, czego pragnęła. Spojrzała przez ramię na mnie, na faceta, którego praktycznie nie znała i rosła w niej pewność, że bez względu na wszystko, ona będzie na każde skinienie. Będzie jak… spragniona suka. Gdy to sobie uświadomiła, aż przeszedł ją dreszcz. Zamruczała głośno z zadowolenia.
– Aż tak? – zapytałem.
– Nawet lepiej… – przyznała i przeciągnęła się, wypinając pośladki.
Nie mogłem się powstrzymać i wymierzyłem jej klapsa. Zapiszczała i potrząsnęła biodrami, czekając na powtórkę.
– To prawda… masz niesamowity tyłek, Kiciu – odpowiedziałem i tym razem uderzyłem w drugi pośladek.
– Możesz z niego korzystać częściej – rzuciła wyzywająco.
– Uważaj, bo jeszcze tak zrobię – odpowiedziałem, wstając i szukając ubrań.
– Napijesz się czegoś?
– Muszę lecieć, mam jeszcze dzisiaj umówioną sesję, a nie chciałbym się spóźnić jeszcze bardziej.
– Sesję? – zapytała żartem.
– Nie taką… – zaśmiałem się, a potem pochyliłem do niej i krótko pocałowałem w miękkie wargi.
– Będziemy w kontakcie – powiedziałem jeszcze, a niedługo później zamknąłem za sobą drzwi.
Ola jeszcze przez długi czas leżała przy kanapie, rozsmakowując się w wypełniających ją uczuciach. To było tak do niej niepodobne, tak nowe. Wpadli na siebie przypadkiem, a godzinę później leżała wyruchana na podłodze swojego mieszkania i czuła, jak z jej tyłka wypływa nasienie. To było tak zajebiste…
W końcu wstała i wyciągnęła z lodówki chłodną wodę. Popijając ją, sięgnęła po telefon. Dopiero wtedy zorientowała się, że ma trzy nieodebrane połączenia od Łukasza. Ukłucie sumienia było bolesne. Więc jednak mu zależało, dzwonił, a ona… ona dawała dupy. Po chwili przyszła jednak też złość. Na niego i na siebie. To, co się wydarzyło, nie było tylko jej winą. Sam się o to prosił, zachowując się jak debil. Mógł zrobić więcej, mógł ją zatrzymać.
Nagle telefon zawibrował. Kolejne połączenie od Łukasza. Biła się z myślami. W końcu go odrzuciła. Bała się, że rozmowa mogłaby się źle skończyć. „Nie chcę teraz z Tobą rozmawiać” napisała krótką wiadomość i wysłała. Nie próbował więcej.
Cztery dni później Ola zadzwoniła do Kaśki. Zdenerwowana stukała paznokciami o blat biurka. Jeden, drugi, trzeci sygnał. Wreszcie odebrała.
– No wreszcie…
– Daj spokój, robię porządek w szafie i musiałam przekopać się przez dwie góry ubrań, żeby znaleźć telefon. Co tam?
– Pokłóciłam się z Łukaszem.
– Dawaj, Laska, zamieniam się w słuch.
– To była głupota. Jakiś gość się do mnie uśmiechnął, a ten pajac jak się odpalił… zostawiłam go w galerii i tyle. Później wydzwaniał, ale wzięłam go na przeczekanie.
– Słusznie, niech cierpi.
– W końcu oddzwoniłam… no i teraz jest jeszcze gorzej.
– Jak to?
– No nadal ma mi za złe, czepia się tego, jak się ubrałam, a założyłam tę niebieską, którą kupiłyśmy przed imprezą u Soni. Nieważne, koniec końców, pokłóciliśmy się jeszcze bardziej. W końcu powiedziałam, żeby spierdalał i się rozłączyłam.
– Słabo…
– Nawet bardziej, ale przez to mam teraz pytanie… – Ola zawahała się na moment. – Nie masz może ochoty za 10 dni polecieć ze mną na Maderę na tydzień?
– Co takiego?
– No bo widzisz, jakiś czas temu udało mi się trafić super tanie połączenie. Mieliśmy lecieć razem, nawet sobie myślałam, że na tym wyjeździe Łukasz się oświadczy… to byłaby super okazja. Ale teraz nie ma szans, żebym z nim poleciała, a sama nie chcę.
– Laska… – w głosie Kaśki słychać było autentyczny żal. – Bardzo chętnie, byłoby zajebiście, ale nie dostanę teraz urlopu, a nie mogę teraz olać roboty. Kurcze, żebym wiedziała choć z tydzień wcześniej…
– Jasne, rozumiem. A właśnie, jak twoja rozmowa? Tyle się działo, że zapomniałam zupełnie zapytać.
– Hahaha… wyszło śmiesznie. Pamiętasz, jak gadałyśmy, że powinnam poderwać dyrektora? No to dyrektor ma na imię Monika i wygląda jak Śnieżka w wersji milf.
– To chyba nici z romansu, chyba że jednak spodobało ci się z dziewczynami…
Kaśka na moment zamilkła. Nie gadały ze sobą o tym, co się między nimi wtedy wydarzyło.
– Jeszcze o tym nie myślałam. Ale skoro jesteśmy przy przyjemnościach, jak tam sytuacja z fotografem? Robiliście jeszcze… zdjęcia?
Tym razem to Ola milczała dłuższą chwilę. Powiedzieć wszystko, czy przemilczeć?
– No… tak… były… zdjęcia.
– Co? I nic nie mówisz?
– Byłam u niego raz, a później… przypadkiem na siebie wpadliśmy i przyjechał do mnie.
– I przypadkiem nadział cię na swojego kutasa?
– Nie… to zrobił z pełną premedytacją i było zajebiście – obie się roześmiały.
– Halo? Ola? To na pewno ty, czy ktoś mi podmienił przyjaciółkę?
– Sama nie wiem… on jest taki… nie wiem, jak to powiedzieć. Ale ma w sobie taki jakiś zwierzęcy magnetyzm. Kurwa, jak to głupio brzmi… Ale jakby tu teraz wszedł i powiedział, żebym mu obciągnęła, to już byśmy nie gadały…
– To może jego zabierz na Maderę?
– Co?
– No przecież… Jaki facet odmówi tygodniowego ruchania takiej laski?
– Daj spokój, my się przecież w ogóle nie znamy…
– Ale loda to byś mu zrobiła?
Ola zamilkła. Nie brała w ogóle takiej opcji pod uwagę. Cała ta historia, dziwna relacja… to było intensywne, zajebiście pociągające, ale było jak przygoda, zabawa. A z tym wyjazdem wiązała poważne plany. Kiedyś wiązała…
– Może masz rację… – powiedziała w końcu.
– Pewnie, że mam. Zadzwoń do gościa i go zaproś, a jeśli odmówi, to znaczy, że podczas ruchania mu się musiały głowy poprzestawiać.
– Haha… spróbuję… dam znać. Dzięki.
– Buziaki, pa.
Ola chodziła po pokoju i biła się z myślami. Pomysł Kaśki był szalony, ale też… kuszący. Tym bardziej, im dłużej o nim myślała. To prawda, że łączył ich tylko seks, że wspólny wyjazd mógł być bardzo ryzykowny. Ale z drugiej strony… na myśl o całym tygodniu takiego seksu aż poczuła dreszcz. W końcu sięgnęła po telefon…
– No cześć… czyżbyś miała ochotę na kolejną sesję? – uśmiechnęła się słysząc znów mój głos.
– W pewnym sensie… można tak powiedzieć – odpowiedziała, choć myśl o szybkim spotkaniu też jej się spodobała.
– To znaczy?
– Może powiem prosto z mostu, żeby nie owijać w bawełnę. Za dziesięć dni lecę na Maderę. Mam rezerwację dla dwóch osób i jedno wolne miejsce – wypaliła dość szybko, chcąc to mieć za sobą.
Tego się nie spodziewałem. Widząc, że dzwoni, pomyślałem raczej, że czeka mnie kolejne przyjemne spotkanie, a tutaj taka niespodzianka. Wygląda na to, że gość ze zdjęć stracił kolejne punkty, ale o tym można było pogadać później. Szybko spojrzałem w kalendarz. Wyglądało na to, że nie było tam nic, czego nie dało się przełożyć.
– To miejsce było dla twojego chłopaka?
– Było.
– A teraz proponujesz je mnie?
– Tak.
Znów na chwilę zamilkłem. To wszystko za szybko eskalowało.
– Tylko Kiciu… nie masz żadnych poważnych planów?
– Mam… – odparła, a na jej twarzy wykwitł złośliwy uśmiech. – Zajebistą zabawę.
Odetchnąłem.
– Kiedy zobaczyłem twój numer, wiele sobie pomyślałem, ale przyznam, że rozbiłaś bank – powiedziałem w końcu.
– No wiem, że to szalone…
– I bardzo kuszące, prawda? – przerwałem jej. – Bardzo podobała mi się twoja sukienka, a w gorącym klimacie pewnie będziesz miała na sobie jeszcze mniej.
Ola poczuła, że robi się jej ciepło. Spodziewała się wykrętu, ale po chwili przyszła refleksja… w końcu nie rozmawiała z Łukaszem. To był zupełnie inny typ mężczyzny.
– Fakt… mam przygotowanych kilka kostiumów, które pewnie ci się spodobają – odpowiedziała, opierając się o barierkę na balkonie. W pełnym słońcu poczuła się trochę tak, jakby już tam była.
– Nie przywiązuj się do nich za bardzo, bo ja chętnie je z ciebie ściągnę. Po całym tygodniu ze mną będziesz miała problem, żeby usiąść na tyłku.
– To dopiero brzmi bardzo kusząco – wymruczała z szerokim uśmiechem.
– A to, że już mi stoi na myśl o tym, co będę z tobą robił?
– Mmmm… chętnie bym go zobaczyła… i obsłużyła… uwielbiam, kiedy jest we mnie.
Ola zupełnie nie rozumiała, jak to możliwe, że tak reaguje. Nie poznawała własnego głosu. Jeszcze niedawno każde z tych słów zatrzymałoby jej oddech ze wstydu. Teraz wypowiadała je z przyjemnością, jakby wreszcie przestała udawać przed samą sobą.
– Jesteś już gotowa?
– Sam zobacz… czekam na ciebie… – odpowiedziała, a chwilę później dostałem powiadomienie o przesłanym zdjęciu. Otworzyłem… selfie na balkonie.
– Widzę, że już jesteś gotowa na wysoką temperaturę. Mnie też zrobiło się gorąco.
– Może powinieneś się rozebrać?
– Pomyślę o tym, tym bardziej, że powinnaś poćwiczyć, jeśli masz wytrzymać cały tydzień.
– Więc może wpadniesz… na wspólny trening?
– Chciałbym Kiciu. Ale dzisiaj nie mogę. Jestem już umówiony, a jeśli mam z tobą pojechać, nie mogę tego przełożyć.
– Szkoda – Ola naprawdę żałowała, bo między udami już zrobiło się jej mokro. – Ale wynagrodzisz mi to na miejscu…
– I to nie jeden raz…
– Mmm… nie wiem, czy wytrzymam do końca miesiąca…
– A ja nie wiem, czy każę ci tyle czekać.
– Daj znać, kiedy będziemy mogli się spotkać…
– Jasne, a teraz muszę już kończyć…
– Dobrze… a ja… – Ola zawahała się na moment. – Pójdę poćwiczyć, skoro spędzę ten wieczór sama…
Rozłączyliśmy się. Pół godziny później, gdy jechałem samochodem, telefon znów zawibrował. Wiadomość ze zdjęciem od Oli: „trening zaliczony”.