Zawarcie (mniej lub bardziej formalne) związku nie jest gwarancją ochrony przed samotnością. Człowiek jest samotny wtedy, kiedy nie ma nikogo, kto mógłby mu pomóc z jego problemami, a to się dzieje w dwóch przypadkach: kiedy o tych problemach nie mówi nikomu (bo nie ma wokół niego nikogo, kto by się tymi problemami przejął i chciał mu pomóc), albo też kiedy mówi o nich komuś, co do kogo ma nadzieję, że mógłby pomóc, ale ten ktoś nie słucha lub pomóc nie chce.
Oprócz tego bywają związki niesymetryczne, albo wręcz przemocowe – nie w warstwie fizycznej, ale psychologicznej lub ekonomicznej. Przemocą może być chorobliwa zazdrość, prowadząca do ograniczania kontaktów z osobami niemile widzianymi; narzucanie własnej woli i "rzeźbienie" partnera; subtelne ograniczanie wolności. W takiej sytuacji samotność to już tylko gwóźdź do trumny i – wydawałoby się – najmniejsze zmartwienie, ale nie do końca, bo dużo łatwiej zmagać się z takim syfem, kiedy ma się kogoś, komu można się chociaż wyżalić.
Takie przemocowe jazdy zazwyczaj odbywają się metodą gotowania żaby: powoli, małymi kroczkami. Nie zawsze jest to rezultat złej woli, czasami jedynie odgrywanie wzorców z rodzinnego domu, dlatego dobrze jest się w tej sprawie rozeznać, chociaż niekiedy da się takie sprawy wyprostować (oboje z żoną wynieśliśmy z naszych rodzinnych domów pewne skazy – i oboje świadomie z nimi walczyliśmy, przy wzajemnym wsparciu).
Najsmutniejsze są takie sytuacje, kiedy związek powoli przeistacza się w przedsięwzięcie, a niegdyś ukochana osoba staje się tylko wspólnikiem w interesach. Rozmowy w łóżku dotyczą organizacji kalendarza, planowania remontów oraz wyjazdów, a potem nie ma już czasu na czułość, o seksie nie wspominając. To się dzieje powoli i łatwo to przeoczyć; kobietom często się to włącza po urodzeniu dziecka, kiedy ciężar odpowiedzialności macierzyńskiej spada nagle na kark i wymusza rezygnację z własnego szczęścia, jakby porządnej matce nie wypadało już mieć na coś ochoty, o marzeniach nie wspominając. Dużo łatwiej przytrafia się to zarobionym kobietom – na szczęście moja żona w pewnym momencie zagoniła mnie do roboty, zamiast ofiarnie osuwać się w poświęcenie dla dobra rodziny, za co jestem jej ogromnie wdzięczny.
@D'Arc ma rację, ten wątek jest pełen wypowiedzi skrajnie przygnębiających, bo przebija z nich prawda. To swoją drogą ciekawe, że kiedy ktoś opisuje jakieś niesamowite przygody i doznania seksualne, natychmiast zbiera się grupka wyszydzających go czytelników. Łatwo przychodzi nam uznać, że coś jest zbyt piękne, by było prawdziwe, podczas gdy zazwyczaj nie kwestionujemy prawdziwości bolesnych wyznań (pomijając może rozdzierające serce wyznania niskich mężczyzn o wzroście 177cm). Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić: dno jest boleśnie namacalne, o czym każdy z nas zdążył się już w życiu przekonać, natomiast obłoki na niebie są mgliste i nieokreślone – i niewielu jest takich, którzy naprawdę mieli w nich okazję pobujać.