Przecież to wszystko zależy od konkretnej sytuacji - jeżeli jakaś aktywność, nawet dająca przyjemność przynosi straty czy to w wymiarze czasowym, materialnym czy zdrowotnym w tym zdrowia psychicznego to dobrze jest pomyśleć o zmianach. Dotyczy to masturbacji, seksu, jedzenia, a nawet ćwiczeń fizycznych. To się po prostu nazywa uzależnienie. Tylko to kwestia indywidualnego postrzegania i indywidualnej oceny.
I ktoś tu słusznie zauważył, że czym innym jest redukcja napięcia seksualnego, którego nie ma potrzeby tłumić, tylko kwestia szybkiej nagrody. Jeżeli masturbujemy się po to by kompensować stres, problemy, lub poszukujemy szybkiej nagrody, a w rezultacie tracimy czas, chęć do wysiłku, życie towarzyskie i na skutek tego ponosimy straty, albo się w rezultacie, po upływie tego "wyrzutu dopaminy" obniża się nam samopoczucie i samoocena to samoograniczenie ma sens.