Jak miałam jakieś 17-18 lat całe moje liceum obiegły zdjęcia na których widać mi tyłek i wargi

teraz wydaje mi się to śmieszne, ale wtedy rozważałam zmianę szkoły

to był jakiś zorganizowany wyjazd kilku klas z mojego rocznika - sam koniec roku szkolnego. Kolega z klasy miał wtedy urodziny i jakieś wieczorne ognisko było poświęcone na celebrowanie tej okazji. Wtedy praktycznie nie piłam alkoholu, więc dwa czy trzy piwa wypite gdzieś po kryjomu potrafiły całkowicie zwalić mnie z nóg. Mieliśmy wokół tego ogniska porozkładane koce, na których siedzieliśmy. Na jednym z nich leżałam ja - na brzuchu, w krótkiej białej spódniczce z falbanką na dole (wtedy mega popularny krój). Pod nią miałam stringi, które po pierwsze - odsłaniały mój tyłek, po drugie, na części cipki przesunęły się tak, że było ją widać stojąc za mną pod odpowiednim kątem. Część chłopaków, robiąc zdjęcia aparatem z włączoną lampą stojąc tyłem do leżącej mnie, odkryło, że na zdjęciach widać to jak na dłoni i miałam serie sesji z kolegami pozującymi obok mnie na tym kocu. Mega kompromitujące doświadczenie.