Mam wrażenie, że właśnie w tym tkwi najbardziej niebezpieczny aspekt wszelkiego rodzaju granic.Muszę przyznać, że ostatnie zdanie, a właściwie jego kończący człon:
wprowadził spore zamieszanie lub jak kto woli rozgardiasz w poukładanych wcześniej myślach. Mam kompletny mętlik w głowie.
Z jednej strony chciałabym odnieść się do przeczytanej chwilę temu treści – nawiasem mówiąc miałam już nakreślony plan swojej wypowiedzi, z drugiej jednak, to ,,podważenie granic przyzwoitości" nasunęło mi tak wiele wspomnień związanych z ustalaniem i przesuwaniem granic i to w wielu dziedzinach, niekoniecznie dotyczących palca/palców w omawianych miejscach, że muszę pierw ochłonąć zanim wrócę (bo całkiem prawdopodobne, że tak będzie) do twojej wypowiedzi.
Dopóki istnieją wyłącznie teoretycznie, wydają się stabilne, rozsądne i dobrze poukładane. Człowiek jest przekonany, że dokładnie wie, gdzie się kończą i czego nigdy by nie zrobił.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy pojawia się odpowiednia atmosfera, odpowiednia osoba i ten specyficzny rodzaj napięcia, który nie zmusza do przekraczania granic siłą… a jedynie sprawia, że człowiek sam zaczyna się zastanawiać, czy naprawdę chce ich aż tak pilnować.
I być może właśnie dlatego temat „podważania granic przyzwoitości” wywołuje większy zamęt niż sam palec, jego technika czy nawet liczba możliwych konfiguracji manualnych
Bo finalnie to nigdy nie chodzi wyłącznie o sam gest.
Najbardziej działa świadomość, że jeszcze chwilę wcześniej coś wydawało się absolutnie nie do pomyślenia, a nagle umysł zaczyna traktować to nie jako szaleństwo… tylko intrygującą możliwość , może nawet w myślach pomału nastawia wodę na kawę. Bo pewnie w dwie godziny ktoś może .... ..

