Ja zepsułam? Ja?
Teraz dopiero zaczęły rodzić się pytania, jak chociażby, co ten Leopard 2 robi w oku?
I nadal nierozstrzygnięte, co z tym palcem. Nie wspomnę już nawet, że do tej chwili nie zostało ustalone, o który palec chodzi. Jest bowiem spora różnica pomiędzy kciukiem – najgrubszym, a pozostałymi palcami, o małym – najcieńszym z nich, nie wspomnę.
Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej ,,dochodzę" do wniosku, że zbyt pochopnie sprowadziliśmy cały problem wyłącznie do kwestii „czyj to właściwie palec”.
To przecież dopiero wierzchołek góry lodowej i intelektualne spłycenie zagadnienia o wręcz filozoficzno-manualnym charakterze.
Bo jeśli już przyjmiemy sam fakt aplikacji palca jako punkt wejscia do dalszych rozważań, to naturalnie pojawiają się kolejne pytania.
Czy palec pozostaje bierny, jedynie symbolicznie zaznaczając swoją obecność?
Czy też powinien wykonywać określone ruchy robocze, mające na celu pogłębienie doświadczenia poznawczego oraz zbadanie reakcji drugiej strony?
Większość ludzi zapewne intuicyjnie skłaniałaby się ku klasycznym ruchom posuwisto-zwrotnym, jako najbardziej oczywistym i ugruntowanym kulturowo. Jednakże takie podejście wydaje mi się dziś już nieco zachowawcze i mało odkrywcze.
Bo przecież istnieją również techniki rotacyjne.
Można wykonywać subtelne ruchy okrężne, powolne i wyczuwalne, budujące napięcie poprzez samą świadomość obecności.
Można delikatnie zginać palec, badając granice anatomii i zaufania.
Można wykonywać ruchy pulsacyjne, rytmiczne, bardziej zdecydowane albo przeciwnie , niemal drażniąco powolne, kiedy druga strona zaczyna się zastanawiać, czy to jeszcze eksperyment badawczy, czy już jawna prowokacja.
I nagle okazuje się, że temat, który początkowo wydawał się prostym pytaniem egzystencjalnym, zaczyna zahaczać o biomechanikę, psychologię napięcia, a być może nawet pewnego rodzaju sztukę użytkową.
Dlatego uważam, że bez odpowiednich badań praktycznych oraz wymiany doświadczeń nie powinniśmy wyciągać pochopnych wniosków .