Nie jestem może człowiekiem specjalnie obytym w kwestiach damsko-męskich ani szeroko pojętej anatomii relacyjno-intymnej, aczkolwiek od pewnego czasu obserwuję tutaj niezwykle wysoki poziom merytoryczny dyskusji prowadzonych przez użytkowników tego jakże znamienitego forum i doszedłem do wniosku, że być może właśnie tutaj uda mi się uzyskać odpowiedź, która od dłuższego czasu nie daje mi spokoju.
Jak można zauważyć po liczbie komentarzy oraz swobodzie, z jaką poruszane są tutaj różnego rodzaju zagadnienia natury cielesnej, psychologicznej oraz eksperymentalno-poznawczej, mamy tu zapewne wielu praktyków, ludzi doświadczonych, otwartych umysłowo i być może nawet posiadających wiedzę wykraczającą poza standardowy zakres edukacji biologicznej wyniesionej jeszcze z czasów szkolnych.
Przechodząc jednak do meritum, bo zdaję sobie sprawę, że nadmierne rozpisywanie się może zostać odebrane jako niepotrzebne lanie wody, choć z drugiej strony uważam, że odpowiedni kontekst sytuacyjny jest tutaj absolutnie kluczowy dla prawidłowego zrozumienia problemu, muszę przyznać, iż zdarzyło mi się kiedyś, zapewne pod wpływem chwili, ciekawości świata oraz pewnego rodzaju młodzieńczej fantazji , wyjść nieco poza utarte schematy oraz klasycznie rozumiane granice eksploracji cielesnej.
Nie było to może nic szczególnie szalonego w porównaniu z historiami, jakie można przeczytać na forum, niemniej jednak dla osoby raczej zachowawczej i nieskłonnej do eksperymentów był to krok dość odważny, wręcz można powiedzieć przełomowy na płaszczyźnie osobistych doświadczeń.
Otóż podczas jednego z takich momentów, kierowany bardziej impulsem poznawczym niż jakąkolwiek konkretną potrzebą, postanowiłem wykonać manewr, którego wcześniej nigdy nie praktykowałem i zanurzyłem palec w wyżej wymienione miejsce.
I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie, które od tamtej pory nie daje mi pełnego spokoju psychicznego oraz poznawczego...kiedy włożyłem partnerce palec w dupę, to kto miał palec w dupie, ona czy ja?