15 i ona też 15. Co najciekawsze swój pierwszy raz przeżyłem z dziewczyną, która była moją miłością od pierwszego wejrzenia. Do dziś pamiętam, basen miejski, ja w towarzystwie starszych kumpli, siedzimy na betonowych schodkach przy basenie i wtedy wchodzi ONA. Dziewczyna, której zdjęcie powinno być w słownikach i encyklopediach jako definicja słowa ideał. Miałem 14 lat więc wiadomo, byłem ostrym onanistą, ale kiedy ją zobaczyłem, to nie pomyślałem nawet klasycznego "ale bym ją wyruchał hyhyhy, dobra dupeczka" a wręcz odwrotnie, że jest tak piekną istotą, że miałbym problem ze wzwodem będąc pod wrażeniem jej urody, że seks z nią byłby nieposzanowaniem takiego dzieła sztuki stworzonego przez matkę naturę. To było w trakcie wakacji, po których szkołę podstawową zamienialiśmy na gimnazjum. Oszalałem kiedy na pierwszym dniu szkoły, zobaczyłem ją na szkolnym boisku, a kiedy okazało się, że trafiła do klasy z jednym z moich przyjaciół wiedziałem, że nie mogę tego spierdolic. Jeszcze przed końcem roku kalendarzowego byliśmy parą i to taką, o której wiedzieli w szkole wszyscy. Szaleliśmy za sobą, nie jak głupie małolaty, tylko jak dwójką ludzi, którzy traktują to "chodzenie ze sobą" jako coś mega poważnego. Na tyle, że wszyscy nauczyciele pozwalali nam czekać na siebie po szkole, siedząc na lekcji i w klasie tego kto tego dnia kończył później lekcje. Finalnie byliśmy ze sobą, aż do 2 klasy technikum, mamy córkę, dziś 21letnią, ona ma męża, ja na szczęście już nie mam żony, ale przez 13 lat miałem. Mamy ze sobą stały, normalny kontakt, a jako wisienkę na torcie dodam, że rok po tym jak wziąłem rozwód, spotkaliśmy się i uprawialiśmy przekurewsko wspaniały seks

i tak po 18 latach doszliśmy do wspólnego wniosku, że człowiek w życiu tak naprawdę poważnie zakochuje się tylko jeden raz
