(...) zdarzało mi się to robić 7-8 razy dziennie i to pomimo niedogodnych okoliczności, ale usłyszałem, że dla młodych mężczyzn to nie problem.
Ja wprawdzie nie mam (na szczęście) takiego problemu ale znałem człowieka, który to miał i z tego co widziałem nie powiedziałbym, że "dla młodych mężczyzn to nie problem". OK, każdy może mieć inne doświadczenia i być inaczej wrażliwy na te tematy i dlatego takie podejście, że "dla młodych mężczyzn to nie problem" to zbyt ogólna i chyba niezbyt profesjonalna generalizacja.
Podczas studiów przez jeden rok mieszkałem w akademiku z chłopakiem z tym problemem. Dość szybko powiedział mi, że jest gejem i przy okazji zdiagnozowanym seksoholikiem, co u niego objawiało się tym, że każdego dnia co najmniej 6-7 razy dziennie musiał się onanizować i że nie jest w stanie tego kontrolować. Czasami miało to charakter napadowy, tzn. nagle, z sekundy na sekundę odczuwał silną potrzebę i musiał np. wychodzić z wykładów i robić to w toalecie. A w pokoju w akademiku to już był standard.
Po paru tygodniach, gdy już się bardziej zakolegowaliśmy to ustaliliśmy, że jeśli w pokoju jesteśmy sami bez innych ludzi to może to robić otwarcie przy mnie, tak często jak chce, bez chowania się w łazience itd., co, jak później mi przyznał, przyjął to z dużą ulgą bo to oznaczało, że akceptuję go takim jakim jest (bo faktycznie tak było). Z perspektywy czasu widzę, że jego otwarty onanizm w mojej obecności mógł mieć wpływ na to, że nieco później zacząłem orientować się w stronę bi i na moje zainteresowanie grupową męską masturbacją, ale to już inny temat.
Generalnie to ciężka sprawa na kilku poziomach, bo to wyniszcza psychikę, zaburza np. życie towarzyskie swoje i nie tylko (w pewnym momencie w ogóle zrezygnowaliśmy z przyjmowania znajomych w naszym pokoju, żeby zapewnić mu pełną swobodę i żeby nikt z gości nie czuł dyskomfortu z tego powodu), kilkugodzinne podróże bywały dla niego udręką, bo nie zawsze jest możliwość szybkiego skorzystania z toalety, czasem nawet obawiał się np. wychodzić na dłużej na miasto, bo jak atakowała go nagła potrzeba to musiał natychmiast się zaspokoić a zwyczajnie nie miał gdzie, seks dla niego też nie był tak przyjemny jak być powinien, co było szczególnie bolesne bo to właśnie w tym okresie życia z życia seksualnego powinno się czerpać najwięcej przyjemności i satysfakcji (a wiem o tym wszystkim, bo szczerze na ten temat rozmawialiśmy).
Nie wiem, może to był akurat cięższy przypadek ale akurat jedyny, z jakim się zetknąłem.
Po pierwszym roku rzucił studia, wyprowadził się z akademika i po paru tygodniach kontakt między nami się urwał.
Było mi bardzo żal chłopaka, bo tak ogólnie to był bardzo fajny gość, o świetnym poczuciu humoru, ale niestety jego przypadłość była dla niego samego dużym problemem z którym (jak sam mi przyznał) czuje się źle.
Tak myślę, że ludzie z tym problemem są trochę jak alkoholicy. Normalny człowiek używa alkoholu raczej sporadycznie, dla przyjemności, zabawy i relaksu i tak samo jest (a przynajmniej powinno być) z seksem (pod różnymi postaciami). Ale tak jak alkoholik pije bo inaczej nie potrafi funkcjonować tak ludzie z satyryzmem uprawiają seks czy się onanizują tylko dlatego że muszą, bo mają mają taką psychiczno-fizjologiczną potrzebę nie odczuwając z tego ani specjalnej przyjemności ani satysfakcji (a przynajmniej tak mi to opisywał ten kolega).
Tak więc wypisywanie opinii typu "to raczej nie jest temat dla lekarza" jest głupie i nieodpowiedzialne bo to JEST temat dla lekarza a ponadto jest jednocześnie szkodliwe, bo może zniechęcać ludzi z tym problemem do konsultacji z profesjonalistą i do terapii, która w przypadkach jak z tym moim kolegą może być po prostu niezbędna.