Ta dyskusja to ciekawy materiał do rozważań naukowych. Tak jak uprzedzenia mają swoje podłoże kulturowe, tak i preferencji partnerów o większej ilości pigmentu nie są bezpodstawne. Warto zwrócić tu uwagę na znane z antropologii zjawiska takie jak boskość obcego czy ideę szlachetnego dzikuska. Oba mogą odgrywać tu swoją rolę. Odmienność zwraca uwagę i przyciąga, a podświadomie przypisujemy też takim jednostkom potencjalnie pozytywne cechy - stąd powiedzenie gość (obcy) w domu, Bóg w dom. I stąd matka częstochowska jest czarna. Szlachetny dziki to podobna kwesta - zakładamy, że jednostki takie nie są skarżone naszą kulturą, zepsuciem, konsumpcjonizmem itp. To także stereotypy, tyle że działające na korzyść murzynów.
Sam też swojego czasu zastanawiałem się nad możliwością integracji i już na poziomie podejścia do życia jest potężny zgrzyt. Zacofanie krajów afrykańskich, którego podstawę upatrujemy w głupocie i lenistwie wynika z samej natury. Europejczycy mają klimat sprzyjający zapierdolowi. Długa praca nie stwarza ryzyka, jak na dalekim południu. Mamy ją więc w naturze. Na południu work life balance jest na poziomie dla nas niewyobrażalnym. Pracujesz tylko tyle, ile musisz, żeby było ok. Potem życie i zabawa, nawet jeśli na niższym poziomie. Dlatego imigrantom często nie przeszkadza niższy standard (i tak wyższy niż w domu). Za to ich podejście do życia i kobiet może robić wrażenie, pociągać. Nawet jeśli tylko tymczasowo.
Jednocześnie ci ludzie nie są glupi, nie są ślepi. Wyższy poziom życia pociąga i budzi zazdrość. Przyzwyczajeni do ostrzejszych reguł życia i większej brutalności, nie mają oporów do jej stosowania w przeciwieństwie do wyemancypowanego europejskiego społeczeństwa. I to też może pociągnać. Oczywiście to tylko ogólniki i pełno jest od nich różnych wyjątków i niuansów.
Integracja tak odmiennych ludzi jest możliwa, ale nie przy migracji masowej. Sam znam bardzo wartościowych ludzi, którzy opalać się nie muszą. Wielki i niekontrolowany napływ musi i będzie jednak powodował tarcia.
Do tego wszystkiego dochodzą kwestę wyznaniowe. Taki Islam to w gruncie rzeczy bardzo młoda religia, do chrześcijaństwa ma 600 lat zaległości. Gdyby katolikom zabrać ten czas intensywnego rozwoju, to inkwizytorzy z Hiszpanii jeździli by do Maroka i robili wielkie grille, a nie na odwrót. Do Dubaju jeździłyby nie Polki dawać dupy, tylko Polacy, żeby dupy nadziewać na pale. Islam potrzebuje reformacji i to pilnej, żeby nie powodował kolejnych wielkich napięć.
Podsumowując, w ujęciu historycznym jesteśmy na końcówce kolejnego wielkiego cyklu. Powtórka z upadku cesarstwa rzymskiego już się dzieje, a przed nami wielki powrót wieków ciemnych. Jak to będzie wyglądać? Nie wiadomo. Czy da się to powstrzymać? Absolutnie nie. Czy dożyjemy, żeby się przekonać? Może nie. Może to zabawa dla naszych dzieci i wnuków. My tymczasem żyjmy po swojemu, ale tak, żeby inni przez nas nie płakali