Tak sobie czasem myślę, że my kobiety potrafimy strasznie komplikować mężczyzn.
Analizujemy ich intencje, szukamy drugiego dna, zastanawiamy się, co autor miał na myśli, a tymczasem połowa z nich jest zaskakująco prosta w obsłudze.
Dostałam dziś wiadomość, której treść można streścić do: „pokaż zdjęcie”.
Bez wstępów, bez poezji, bez udawania zainteresowania moim dzieciństwem, ulubionym kolorem czy poglądami politycznymi. Człowiek ma potrzebę, człowiek pyta.
I wiecie co? Jest w tym jakaś uczciwość.
Oczywiście nie oznacza to, że zdjęcie dostał. Ale przynajmniej oboje oszczędziliśmy sobie tygodnia rozmów o pogodzie, pracy i pytania „co porabiasz?”, które i tak po kilku dniach prowadzą dokładnie do tego samego miejsca.
Mam czasem wrażenie, że część mężczyzn nie szuka rozmowy, związku ani wielkiej miłości. Po prostu potrzebują rozładować napięcie i internet daje im złudzenie, że może akurat po drugiej stronie siedzi kobieta, która pomoże im ten problem rozwiązać.
Trochę to zabawne, trochę smutne, ale przede wszystkim bardzo ludzkie.
I chyba wolę faceta, który po pięciu minutach napisze, czego chce, niż takiego, który przez dwa tygodnie udaje filozofa, a później i tak kończy dokładnie w tym samym miejscu.