To na swój sposób ciekawe pytanie, bo można się pokusić o analizę parytetu płci w kadrach kierowniczych, zwłaszcza wyższego szczebla. Albo przywołać przykład Marie-Louise Eta ("męską pracę powinni wykonywać mężczyźni") itd. W wielu kulturach szefem nadal musi być facet – i tyle. Więc jeśli siedzisz w biurze, zamiast biegać po plaży, to dlatego, że gdzieś tam jest jakiś pan (zazwyczaj to jest pan, chociaż ostatnio również pani, nawet w mojej firmie przez pewien czas to kobieta była CEO) Jarzyna ze Szczecina tak zadecydował: płacimy za siedzenie w biurze, a za bieganie po plaży już nie.
Ale przedmiotem rozmowy jest dość specyficzna usługa, polegająca na tym, że facet płaci i chce, a kobieta pokazuje. Jeśli nie pokazuje tego, czego chce facet, to nie dostaje pieniędzy. Wynagradzane jest posłuszeństwo i nic poza nim nie wchodzi w grę. Jeśli wynajmuję fachowca, żeby przemodelował mi kuchnię, po czym polecam mu, żeby do uziemienia elektryki wykorzystał rurę od gazu, to jest prawie pewne, że odmówi – ale nie dlatego, że się wstydzi, brzydzi, albo jest tym skrępowany. Ma pewne zasady, których musi się trzymać, i nawet zleceniodawca nie może tych zasad przekraczać. Te zasady dotyczą jakości wykonanej pracy i chyba każda grupa zawodowa ma w tej dziedzinie pewne wyznaczniki. Ale na kamerkach takich norm ani zasad nie ma. Jest tylko klient, "nasz pan", czyli mężczyzna (pomijając jakiś ułamek promila, ale może się mylę) – oraz kobieta, która ma mu dostarczyć rozrywki, spełniając jego polecenia. Płeć jednoznacznie określa zasady w tej branży.