Wyjątkowa sesja Oli
Loft zawsze działał na ludzi. Nie wiedziałem, czy to przez światło wpadające przez ogromne okna, czy przez ceglane ściany, które wyglądały jak wyjęte z innego miasta, innego życia. Może przez ciszę, która panowała tu mimo ruchliwej ulicy piętro niżej. A może przez to, że wszystko było trochę zbyt miękkie, zbyt wygodne – kanapy, dywany, szezlong pod oknem.
Ludzie przychodzili tu po zdjęcia.
Często wychodzili z czymś więcej. Ze wspomnieniami, które zostawały na zawsze. To była magia fotografii.
Dziewczyna przyszła punktualnie.
Drzwi otworzyły się cicho, jakby nie chciała zrobić zbyt dużo hałasu.
– Cześć… – powiedziała, zaglądając do środka.
– Hej. Ola?
Kiwnęła głową. Uśmiechnęła się lekko, trochę niepewnie.
Na pierwszy rzut oka nic wyjątkowego. Ot, dziewczyna jakich wiele.
Na drugi – już nie.
Jasne włosy opadające swobodnie na ramiona, delikatne piegi na nosie, oczy, które zatrzymywały się na chwilę dłużej, niż powinny. I usta… pełniejsze, miękkie, jakby cały czas gotowe do półuśmiechu.
Było w niej coś… miękkiego. Nie w sensie słabości – raczej w sposobie, w jaki się poruszała. Jakby jeszcze nie do końca była świadoma tego, jak wygląda.
– Wejdź, rozgość się – powiedziałem, odsuwając się, żeby zrobić jej miejsce.
Rozejrzała się powoli po studio.
– Wow… – mruknęła. – Na zdjęciach wyglądało dobrze, ale… to jest jeszcze lepsze.
– To moja mała przewaga konkurencyjna – uśmiechnąłem się. – Ludzie czują się tu trochę… inaczej.
– Chyba tak – odpowiedziała ciszej.
Usiedliśmy na chwilę przy stole.
– Mów, co dokładnie chcesz zrobić.
– To… trochę prezent – zaczęła, splatając palce. – Dla mojego chłopaka. Jesteśmy razem pół roku.
– Czyli coś bardziej osobistego?
– Tak. Najpierw normalne zdjęcia… a potem takie bardziej… – zawahała się – no wiesz.
– Sensualne?
Spojrzała na mnie i kiwnęła głową.
– Dokładnie.
– Spokojnie. Zrobimy to tak, żebyś się dobrze czuła. Nic na siłę.
Uśmiechnęła się z wyraźną ulgą.
– Dzięki. Trochę się stresuję.
– Każdy się stresuje. To znika po pierwszych pięciu zdjęciach.
– Okej… trzymam cię za słowo.
Zniknęła w łazience.
W tym czasie ustawiłem światło przy oknie. Miękkie, rozlane. Takie, które nie wybacza napięcia – ale za to nagradza naturalność.
Kiedy wróciła, na moment się zatrzymałem.
Satynowa koszulka układała się na niej tak, jakby była szyta pod nią, nie dla niej. Materiał delikatnie opływał biodra, łapał się na talii, a potem znów puszczał, miękko schodząc w dół.
Była drobna, ale nie była przesadnie szczupła.
I właśnie to działało.
Miała proporcje, które dobrze „czytały się” w obiektywie – lekkie zaokrąglenia, naturalne przejścia między liniami. Nic ostrego, nic przesadzonego. Wszystko… płynne.
– Może być? – zapytała.
– Jest idealnie.
I to była prawda.
Na początku było normalnie.
– Stań trochę bokiem. Tak… dobrze.
Klik.
– Ramię niżej. Nie spinaj się.
Klik.
Patrzyłem, jak jej ciało reaguje na stres.
Zaciśnięte dłonie.
Lekko uniesione barki.
Oddech zatrzymany gdzieś wysoko.
– Hej – powiedziałem. – Oddychasz jak na egzaminie.
Zaśmiała się cicho.
– Trochę tak się czuję.
– To wyobraź sobie, że tu nikogo nie ma. Tylko ty i… ktoś, dla kogo to robisz.
Spojrzała na mnie.
– To pomaga?
– Zobaczymy.
Pomogło.
Powoli.
Najpierw barki opadły. Potem biodra zaczęły pracować naturalniej. Ciężar ciała przestał być rozłożony „równo”, a zaczął się przenosić – z nogi na nogę, z jednego punktu na drugi.
I nagle…
pojawiła się linia.
Ta jedna, charakterystyczna – od biodra, przez talię, aż po ramię.
Klik.
– Widzisz? – powiedziałem. – Teraz jest dobrze.
Przenieśliśmy się pod ratanowy parawan.
– Oprzyj się lekko. Tak… nie do końca. Zostaw trochę dystansu.
Patrzyłem, jak materiał reaguje na jej ruchy, jak cienie i światło bawią się na gładkiej skórze.
Koszulka nie trzymała się sztywno ciała – przesuwała się, opóźniała względem ruchu. To dawało efekt, którego nie da się wyreżyserować na siłę.
Klik.
– Głowa w bok.
Zrobiła to.
Jej szyja wydłużyła się, linia szczęki zrobiła się wyraźniejsza.
Klik.
Z każdą minutą było lepiej. Jej ciało zaczynało „rozumieć”, co robić.
A ja zaczynałem patrzeć inaczej. Już nie tylko jak fotograf. Miała w sobie tę zmysłowość, która musiała działać na każdego faceta. Mogła być ukryta, stłumiona. Teraz emanowała każdym gestem, każdym spojrzeniem.
– Usiądź na kanapie.
Zrobiła to bez wahania.
Jedno ramiączko koszulki zsunęło się z ramienia.
Zatrzymało się w połowie.
Nie poprawiła go.
Zauważyła, że patrzę.
– Tak może zostać? – zapytała.
– Może.
Klik.
Światło z okna uderzało w nią pod kątem.
Materiał stał się prawie półprzezroczysty.
Nie wprost, ale wystarczająco, by wywołać magię
Zbliżyłem się o krok.
– Podciągnij trochę nogę.
Zrobiła to.
I wtedy zobaczyłem, jak zmienia się układ jej ciała.
Biodro uniosło się minimalnie, bielizna pod krótką koszulką kusiła i przyciągała wzrok. Oli już to nie przeszkadzało.
Klik.
– Teraz dłonie – powiedziałem.
– Co z nimi?
– Dotknij się… jakbyś sprawdzała materiał.
Jej palce przesunęły się po biodrze.
Powoli.
Za wolno jak na zwykłą pozę.
Klik.
Zatrzymałem się na chwilę.
Bo materiał na jej piersiach przestał być neutralny. Napiął się wyraźnie pod naporem sterczących sutków. Zauważyłem to i ona też.
– Wszystko okej? – zapytała.
– Tak.
Zrobiłem kolejne zdjęcia, tym razem łapiąc detale. Palce podciągające koronkę koszulki. Delikatny uśmiech miękkich warg. Pierś skrytą pod delikatnym materiałem, który tylko dodawał zmysłowości, zamiast ją okrywać.
Z czasem bardziej patrzyłem niż fotografowałem. Jej widok na mnie działał. Czułem, jak w podbrzuszu pojawia się znajome napięcie.
– Chcesz spróbować czegoś trochę odważniejszego?
Zawahała się, widziałem to w jej oczach.
Nie w ciele, ciało już było gotowe, chętne do pracy. Pragnęło być widzianym i podziwianym.
– Jak bardzo?
– Na tyle, na ile ty chcesz.
Cisza.
Krótka.
– Okej… spróbujmy.
Podszedłem bliżej. Teraz już widziałem detale. Delikatne napięcie brzucha przy oddechu. Wyraźnie zarysowane sutki napinające materiał na jej piersiach. Sposób, w jaki materiał koszulki przesuwa się po skórze. To, jak reaguje na najmniejszy ruch.
– Pozwól, żeby koszulka trochę opadła.
Jej palce zatrzymały się na moment, ale potem puściła materiał. Ramiączko zsunęło się niżej.
Klik.
– Spójrz na mnie.
Podniosła wzrok. Zobaczyłem ten blask w oczach. Usta lekko rozchylone, jakby do pocałunku. Oddech wyraźnie głębszy.
A ciało… już nie było ustawiane.
Ono samo się układało, instynktownie, pierwotnie.
Klik.
Stałem o krok od niej i wtedy zobaczyła. Jej spojrzenie na moment uciekło w dół. Zatrzymało się na dużym, wyraźnym wybrzuszeniu na moich spodniach.
Wróciło już zmienione.
– To… normalne? – zapytała.
– Zdarza się, zwłaszcza przy takich kobietach.
Nie cofnęła się.
Nie poprawiła koszulki.
Nie zamknęła się z powrotem.
– Co teraz? – zapytała.
Spojrzałem na nią uważniej, jak drapieżnik, jak samiec.
Na to, jak siedzi.
Jak oddycha.
Jak jej ciało przestało już udawać.
– Teraz… spróbujemy czegoś bardziej osobistego.
Stanąłem bliżej, zmuszając ją do lekkiego rozsunięcia nóg. Nie opierała się, a koszulka podwinęła się w górę.
– Połóż dłonie na moich udach.
Chwila wahania, zagryziona warga. Zgoda.
Dotyk jej dłoni był elektryzujący, mój kutas zapulsował mocno.
– Spójrz w górę.
Klik.
– Sięgnij do paska.
Teraz to ona się spięła, zawahała, poczułem jak jej palce lekko się zacisnęły. Ale to była chwila. Później sięgnęła do sprzączki i ją rozpięła.
Klik.
Wtedy wszystko się zmieniło. Jakby pasek utrzymywał w ryzach całe to napięcie. Teraz zostało uwolnione.
Stojąc przed nią, sięgnąłem do spodni i lekko je zsunąłem. Nie cofnęła się, gdy zobaczyła wystającego z bokserek penisa. Zamiast tego spojrzała na mnie, jakby dalej czekając na polecenia.
– Wyciągnij go.
Nie opierała się, wahanie i zdrowy rozsądek zostały przyćmione pożądaniem i pragnieniem. Były jak cień w starciu z żywym ogniem.
Wzięła go do ręki i zaczęła nią powoli poruszać. Jakby poznawała kształt, rozmiar.
– Jaki duży – mówi z uśmiechem, zupełnie innym niż wcześniej. Bardziej drapieżnym, wygłodniałym. Jej dłoń stopniowo przyśpiesza. Odsłania spęczniałą, czerwoną główkę, która już pokryła się lepką wilgocią.
Wiedziony impulsem wplatam palce w jej włosy i przyciągam jej głowę. Chętnie otwiera usta i obejmuje wargami mojego penisa. Z początku czuję tylko ciepły, wilgotny język, jakby go smakowała. Później Ola bierze fiuta głębiej do ust i zaczyna poruszać miarowo głową.
Obserwuję z góry, jak ta nieśmiała dziewczyna robi mi loda. Jej miękkie pełne wargi przesuwają się po pulsującym, żylastym trzonie. Pomrukuje przy tym z przyjemności. W pewnej chwili zsuwa się z kanapy i klęka przede mną. Otacza ramionami moje biodra i jej głowa porusza się szybciej, zachłanniej.
Mogłaby mnie w ten sposób doprowadzić do końca, ale rozbudziła mój apetyt. Niechętnie odsuwam się od niej, a ona ociera dłonią ślinę z mokrych warg.
Umieszczam aparat na statywie, po czym sięga do swojej koszulki i ściągam ją, to samo robię ze spodniami. Ona przez chwilę się nie rusza. Jakby stała na brzegu basenu i zastanawiała się nad skokiem. Gdy odwróciłem się do niej, gdy zobaczyła przed sobą mojego żylastego, obrzmiałego fiuta, na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu… i pewność Wstaje i też się rozbiera. Zupełnie naga znów wchodzi na kanapę, zapraszająco rozkładając uda.
Jej drobne, delikatne ciało zdaje się znikać pode mną, a gdy wreszcie w nią wchodzę, słyszę stłumiony bolesny jęk. Jest bardzo ciasna, a ja naciskam mocno biodrami, wypełniając ją i rozpychając rozpalone wnętrze. Odpycha mnie ramionami, ale to na nic. Dociskam ją do kanapy, a moje biodra unoszą się i opadają. Wreszcie gruba pała w całości znika w jej szparce.
– O kurwa… boli… – sapie pode mną i nadal próbuje się odsunąć, choć już słabiej, z mniejszą stanowczością.
Kilka kolejnych pchnięć zmienia jęki bólu w te wypełnione rozkoszą. Sama unosi biodra, otwierając się na mnie. Jej spływająca sokami szparka poddała się i przyjęła pulsując w jej wnętrzu pal.
Lekko się unoszę, chcąc na nią spojrzeć. Dyszy głośno, a półprzymknięte oczy lśnią od łez. Ból i rozkosz splatają się w jej ciele w jedno. Na jej wargach igra jednak delikatny uśmiech. Chce tego, chce więcej…
Po długiej chwili unoszę się i wysuwam z niej, przyklękając na kanapie.
– Wracaj…
– Obróć się i wypnij.
Unosi się powoli, jakby oszołomiona. Obraca się i klęka na kanapie, wypinając przede mną krągłe pośladki. Między rozsuniętymi udami widzę lśniącą od soków cipkę.
Chwytam jej biodra i stanowczo wchodzę od tyłu. Tym razem znacznie łatwiej, jest już gotowa, wytrenowana na moim penisie. Pcham mocniej i energiczniej.
Ola sama też wypycha biodra, nadziewając się głębiej na kutasa. Jęczy przy każdym ruchu, coraz głośniej, coraz bardziej gardłowo, a ja nie przestaję.
Dochodzi głośno, żywiołowo. Jej jęk jest gardłowy, zwierzęcy. Jakbym obudził w tej delikatnej blondynce dziką sukę. Wije się przede mną, ale pewnie trzymam jej ciało, posuwając agresywnie, uderzając biodrami o wypięty tyłek.
Sam jestem już na granicy, ale nie chcę głupio ryzykować. Wyciągam więc z niej kutasa i wstaję, obchodząc dochodzącą do siebie dziewczynę. Oddycha głęboko, jest czerwona na twarzy.
Chwytam ją za włosy i unoszę jej głowę. Patrzy na mnie z dołu. Ulegle, posłusznie. Mając przed sobą lśniącego od soków kutasa uśmiecha się i chętnie otwiera usta.
Tym razem to ja kontroluję ruchy. Klęczy stabilnie na kanapie, a ja zaczynam posuwać jej usta. Kutas jeździ po języku, główka dociera aż do gardła. Ola krztusi się i mocno ślini, ale ja nie przerywam. Trzymam ją mocno.
Orgazm jest szybki i intensywny. Kutas drga kilka razy, a gęsta sperma tryska, wypełniając jej usta. Chce się cofnąć, ale trzymam ją.
– Połknij to.
Opór znika momentalnie, a Ola przełyka nasienie. Czuję jeszcze jak ssie lekko mojego penisa, żeby nic jej uciekło. Dopiero wtedy ją puszczam.
Opada na kanapę zmęczona, drżąca, znów drobna i delikatna. Po chwili zrywa się i nago przechodzi do łazienki. Jakby nagle otrzeźwiała.
Patrzy na siebie w lustrze z niedowierzaniem i poczuciem wstydu. Jak to się mogło stać?! Jak mogła do tego dopuścić. Jej odbicie patrzy na nią z wyrzutem. Staranny makijaż jest w ruinie. Tusz spłynął razem z łzami, upodobniając ją do pandy. Usta są zaczerwienione, pomadka zniknęła pod śliną i spermą. Powoli przesuwa po nich palcami, jakby nie mogąc uwierzyć, że przed chwilą obciągała obcemu facetowi. Nie mogąc zaakceptować, że tego chciała. Nadal czuje jego smak w ustach. Nieraz robiła Łukaszowi dobrze, ale zawsze po wszystkim wypluwała, nie lubiła tego smaku. Tym razem nie mogła, połknęła wszystko… to było… dzikie… podniecające… Odkręciła wodę i spłukała twarz zimną wodą, licząc, że to pomoże.
Gdy po długiej chwili wychodzi, jest już ubrana. Makijaż zniknął, zostawiając czystą, dziewczęcą urodę. Stoi niepewnie, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Ja w tym czasie już się ubrałem. Widzę jej speszenie.
– Nie przejmuj się, czasem tak się kończy. To normalne.
– Ale ja nie jestem taka…
– Wiem, spokojnie. To sprawa między nami.
Podchodzę do niej i delikatnie przesuwam dłonią po jej ramieniu.
– Wyszła nam świetna sesja, a to… przyjemne zakończenie.
– Pójdę już…
– Jasne, dam znać w sprawie zdjęć…
Gdy drzwi się za nią zamknęły, uśmiechnąłem się pod nosem. To było naprawdę przyjemne zakończenie. Podchodzę do aparatu i dopiero teraz go wyłączam.
Wieczorem Ola spotkała się z Łukaszem, tak jak planowała. Makijaż, który zrobiła jej koleżanka musiała zrobić od nowa sama, zrezygnowała też z koszulki, którą miała na sesji. Nadawała się tylko do prania. Po kolacji kochali się na jej łóżku. Było przyjemnie, intymnie. Leżąc pod nim zamknęła oczy, a pod powiekami znów zobaczyła wielkiego kutasa, który rozpychał ją kilka godzin wcześniej. Znów poczuła jego smak na języku, jego gwałtowne, silne ruchy… dopiero wtedy przyszedł orgazm.
Loft zawsze działał na ludzi. Nie wiedziałem, czy to przez światło wpadające przez ogromne okna, czy przez ceglane ściany, które wyglądały jak wyjęte z innego miasta, innego życia. Może przez ciszę, która panowała tu mimo ruchliwej ulicy piętro niżej. A może przez to, że wszystko było trochę zbyt miękkie, zbyt wygodne – kanapy, dywany, szezlong pod oknem.
Ludzie przychodzili tu po zdjęcia.
Często wychodzili z czymś więcej. Ze wspomnieniami, które zostawały na zawsze. To była magia fotografii.
Dziewczyna przyszła punktualnie.
Drzwi otworzyły się cicho, jakby nie chciała zrobić zbyt dużo hałasu.
– Cześć… – powiedziała, zaglądając do środka.
– Hej. Ola?
Kiwnęła głową. Uśmiechnęła się lekko, trochę niepewnie.
Na pierwszy rzut oka nic wyjątkowego. Ot, dziewczyna jakich wiele.
Na drugi – już nie.
Jasne włosy opadające swobodnie na ramiona, delikatne piegi na nosie, oczy, które zatrzymywały się na chwilę dłużej, niż powinny. I usta… pełniejsze, miękkie, jakby cały czas gotowe do półuśmiechu.
Było w niej coś… miękkiego. Nie w sensie słabości – raczej w sposobie, w jaki się poruszała. Jakby jeszcze nie do końca była świadoma tego, jak wygląda.
– Wejdź, rozgość się – powiedziałem, odsuwając się, żeby zrobić jej miejsce.
Rozejrzała się powoli po studio.
– Wow… – mruknęła. – Na zdjęciach wyglądało dobrze, ale… to jest jeszcze lepsze.
– To moja mała przewaga konkurencyjna – uśmiechnąłem się. – Ludzie czują się tu trochę… inaczej.
– Chyba tak – odpowiedziała ciszej.
Usiedliśmy na chwilę przy stole.
– Mów, co dokładnie chcesz zrobić.
– To… trochę prezent – zaczęła, splatając palce. – Dla mojego chłopaka. Jesteśmy razem pół roku.
– Czyli coś bardziej osobistego?
– Tak. Najpierw normalne zdjęcia… a potem takie bardziej… – zawahała się – no wiesz.
– Sensualne?
Spojrzała na mnie i kiwnęła głową.
– Dokładnie.
– Spokojnie. Zrobimy to tak, żebyś się dobrze czuła. Nic na siłę.
Uśmiechnęła się z wyraźną ulgą.
– Dzięki. Trochę się stresuję.
– Każdy się stresuje. To znika po pierwszych pięciu zdjęciach.
– Okej… trzymam cię za słowo.
Zniknęła w łazience.
W tym czasie ustawiłem światło przy oknie. Miękkie, rozlane. Takie, które nie wybacza napięcia – ale za to nagradza naturalność.
Kiedy wróciła, na moment się zatrzymałem.
Satynowa koszulka układała się na niej tak, jakby była szyta pod nią, nie dla niej. Materiał delikatnie opływał biodra, łapał się na talii, a potem znów puszczał, miękko schodząc w dół.
Była drobna, ale nie była przesadnie szczupła.
I właśnie to działało.
Miała proporcje, które dobrze „czytały się” w obiektywie – lekkie zaokrąglenia, naturalne przejścia między liniami. Nic ostrego, nic przesadzonego. Wszystko… płynne.
– Może być? – zapytała.
– Jest idealnie.
I to była prawda.
Na początku było normalnie.
– Stań trochę bokiem. Tak… dobrze.
Klik.
– Ramię niżej. Nie spinaj się.
Klik.
Patrzyłem, jak jej ciało reaguje na stres.
Zaciśnięte dłonie.
Lekko uniesione barki.
Oddech zatrzymany gdzieś wysoko.
– Hej – powiedziałem. – Oddychasz jak na egzaminie.
Zaśmiała się cicho.
– Trochę tak się czuję.
– To wyobraź sobie, że tu nikogo nie ma. Tylko ty i… ktoś, dla kogo to robisz.
Spojrzała na mnie.
– To pomaga?
– Zobaczymy.
Pomogło.
Powoli.
Najpierw barki opadły. Potem biodra zaczęły pracować naturalniej. Ciężar ciała przestał być rozłożony „równo”, a zaczął się przenosić – z nogi na nogę, z jednego punktu na drugi.
I nagle…
pojawiła się linia.
Ta jedna, charakterystyczna – od biodra, przez talię, aż po ramię.
Klik.
– Widzisz? – powiedziałem. – Teraz jest dobrze.
Przenieśliśmy się pod ratanowy parawan.
– Oprzyj się lekko. Tak… nie do końca. Zostaw trochę dystansu.
Patrzyłem, jak materiał reaguje na jej ruchy, jak cienie i światło bawią się na gładkiej skórze.
Koszulka nie trzymała się sztywno ciała – przesuwała się, opóźniała względem ruchu. To dawało efekt, którego nie da się wyreżyserować na siłę.
Klik.
– Głowa w bok.
Zrobiła to.
Jej szyja wydłużyła się, linia szczęki zrobiła się wyraźniejsza.
Klik.
Z każdą minutą było lepiej. Jej ciało zaczynało „rozumieć”, co robić.
A ja zaczynałem patrzeć inaczej. Już nie tylko jak fotograf. Miała w sobie tę zmysłowość, która musiała działać na każdego faceta. Mogła być ukryta, stłumiona. Teraz emanowała każdym gestem, każdym spojrzeniem.
– Usiądź na kanapie.
Zrobiła to bez wahania.
Jedno ramiączko koszulki zsunęło się z ramienia.
Zatrzymało się w połowie.
Nie poprawiła go.
Zauważyła, że patrzę.
– Tak może zostać? – zapytała.
– Może.
Klik.
Światło z okna uderzało w nią pod kątem.
Materiał stał się prawie półprzezroczysty.
Nie wprost, ale wystarczająco, by wywołać magię
Zbliżyłem się o krok.
– Podciągnij trochę nogę.
Zrobiła to.
I wtedy zobaczyłem, jak zmienia się układ jej ciała.
Biodro uniosło się minimalnie, bielizna pod krótką koszulką kusiła i przyciągała wzrok. Oli już to nie przeszkadzało.
Klik.
– Teraz dłonie – powiedziałem.
– Co z nimi?
– Dotknij się… jakbyś sprawdzała materiał.
Jej palce przesunęły się po biodrze.
Powoli.
Za wolno jak na zwykłą pozę.
Klik.
Zatrzymałem się na chwilę.
Bo materiał na jej piersiach przestał być neutralny. Napiął się wyraźnie pod naporem sterczących sutków. Zauważyłem to i ona też.
– Wszystko okej? – zapytała.
– Tak.
Zrobiłem kolejne zdjęcia, tym razem łapiąc detale. Palce podciągające koronkę koszulki. Delikatny uśmiech miękkich warg. Pierś skrytą pod delikatnym materiałem, który tylko dodawał zmysłowości, zamiast ją okrywać.
Z czasem bardziej patrzyłem niż fotografowałem. Jej widok na mnie działał. Czułem, jak w podbrzuszu pojawia się znajome napięcie.
– Chcesz spróbować czegoś trochę odważniejszego?
Zawahała się, widziałem to w jej oczach.
Nie w ciele, ciało już było gotowe, chętne do pracy. Pragnęło być widzianym i podziwianym.
– Jak bardzo?
– Na tyle, na ile ty chcesz.
Cisza.
Krótka.
– Okej… spróbujmy.
Podszedłem bliżej. Teraz już widziałem detale. Delikatne napięcie brzucha przy oddechu. Wyraźnie zarysowane sutki napinające materiał na jej piersiach. Sposób, w jaki materiał koszulki przesuwa się po skórze. To, jak reaguje na najmniejszy ruch.
– Pozwól, żeby koszulka trochę opadła.
Jej palce zatrzymały się na moment, ale potem puściła materiał. Ramiączko zsunęło się niżej.
Klik.
– Spójrz na mnie.
Podniosła wzrok. Zobaczyłem ten blask w oczach. Usta lekko rozchylone, jakby do pocałunku. Oddech wyraźnie głębszy.
A ciało… już nie było ustawiane.
Ono samo się układało, instynktownie, pierwotnie.
Klik.
Stałem o krok od niej i wtedy zobaczyła. Jej spojrzenie na moment uciekło w dół. Zatrzymało się na dużym, wyraźnym wybrzuszeniu na moich spodniach.
Wróciło już zmienione.
– To… normalne? – zapytała.
– Zdarza się, zwłaszcza przy takich kobietach.
Nie cofnęła się.
Nie poprawiła koszulki.
Nie zamknęła się z powrotem.
– Co teraz? – zapytała.
Spojrzałem na nią uważniej, jak drapieżnik, jak samiec.
Na to, jak siedzi.
Jak oddycha.
Jak jej ciało przestało już udawać.
– Teraz… spróbujemy czegoś bardziej osobistego.
Stanąłem bliżej, zmuszając ją do lekkiego rozsunięcia nóg. Nie opierała się, a koszulka podwinęła się w górę.
– Połóż dłonie na moich udach.
Chwila wahania, zagryziona warga. Zgoda.
Dotyk jej dłoni był elektryzujący, mój kutas zapulsował mocno.
– Spójrz w górę.
Klik.
– Sięgnij do paska.
Teraz to ona się spięła, zawahała, poczułem jak jej palce lekko się zacisnęły. Ale to była chwila. Później sięgnęła do sprzączki i ją rozpięła.
Klik.
Wtedy wszystko się zmieniło. Jakby pasek utrzymywał w ryzach całe to napięcie. Teraz zostało uwolnione.
Stojąc przed nią, sięgnąłem do spodni i lekko je zsunąłem. Nie cofnęła się, gdy zobaczyła wystającego z bokserek penisa. Zamiast tego spojrzała na mnie, jakby dalej czekając na polecenia.
– Wyciągnij go.
Nie opierała się, wahanie i zdrowy rozsądek zostały przyćmione pożądaniem i pragnieniem. Były jak cień w starciu z żywym ogniem.
Wzięła go do ręki i zaczęła nią powoli poruszać. Jakby poznawała kształt, rozmiar.
– Jaki duży – mówi z uśmiechem, zupełnie innym niż wcześniej. Bardziej drapieżnym, wygłodniałym. Jej dłoń stopniowo przyśpiesza. Odsłania spęczniałą, czerwoną główkę, która już pokryła się lepką wilgocią.
Wiedziony impulsem wplatam palce w jej włosy i przyciągam jej głowę. Chętnie otwiera usta i obejmuje wargami mojego penisa. Z początku czuję tylko ciepły, wilgotny język, jakby go smakowała. Później Ola bierze fiuta głębiej do ust i zaczyna poruszać miarowo głową.
Obserwuję z góry, jak ta nieśmiała dziewczyna robi mi loda. Jej miękkie pełne wargi przesuwają się po pulsującym, żylastym trzonie. Pomrukuje przy tym z przyjemności. W pewnej chwili zsuwa się z kanapy i klęka przede mną. Otacza ramionami moje biodra i jej głowa porusza się szybciej, zachłanniej.
Mogłaby mnie w ten sposób doprowadzić do końca, ale rozbudziła mój apetyt. Niechętnie odsuwam się od niej, a ona ociera dłonią ślinę z mokrych warg.
Umieszczam aparat na statywie, po czym sięga do swojej koszulki i ściągam ją, to samo robię ze spodniami. Ona przez chwilę się nie rusza. Jakby stała na brzegu basenu i zastanawiała się nad skokiem. Gdy odwróciłem się do niej, gdy zobaczyła przed sobą mojego żylastego, obrzmiałego fiuta, na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu… i pewność Wstaje i też się rozbiera. Zupełnie naga znów wchodzi na kanapę, zapraszająco rozkładając uda.
Jej drobne, delikatne ciało zdaje się znikać pode mną, a gdy wreszcie w nią wchodzę, słyszę stłumiony bolesny jęk. Jest bardzo ciasna, a ja naciskam mocno biodrami, wypełniając ją i rozpychając rozpalone wnętrze. Odpycha mnie ramionami, ale to na nic. Dociskam ją do kanapy, a moje biodra unoszą się i opadają. Wreszcie gruba pała w całości znika w jej szparce.
– O kurwa… boli… – sapie pode mną i nadal próbuje się odsunąć, choć już słabiej, z mniejszą stanowczością.
Kilka kolejnych pchnięć zmienia jęki bólu w te wypełnione rozkoszą. Sama unosi biodra, otwierając się na mnie. Jej spływająca sokami szparka poddała się i przyjęła pulsując w jej wnętrzu pal.
Lekko się unoszę, chcąc na nią spojrzeć. Dyszy głośno, a półprzymknięte oczy lśnią od łez. Ból i rozkosz splatają się w jej ciele w jedno. Na jej wargach igra jednak delikatny uśmiech. Chce tego, chce więcej…
Po długiej chwili unoszę się i wysuwam z niej, przyklękając na kanapie.
– Wracaj…
– Obróć się i wypnij.
Unosi się powoli, jakby oszołomiona. Obraca się i klęka na kanapie, wypinając przede mną krągłe pośladki. Między rozsuniętymi udami widzę lśniącą od soków cipkę.
Chwytam jej biodra i stanowczo wchodzę od tyłu. Tym razem znacznie łatwiej, jest już gotowa, wytrenowana na moim penisie. Pcham mocniej i energiczniej.
Ola sama też wypycha biodra, nadziewając się głębiej na kutasa. Jęczy przy każdym ruchu, coraz głośniej, coraz bardziej gardłowo, a ja nie przestaję.
Dochodzi głośno, żywiołowo. Jej jęk jest gardłowy, zwierzęcy. Jakbym obudził w tej delikatnej blondynce dziką sukę. Wije się przede mną, ale pewnie trzymam jej ciało, posuwając agresywnie, uderzając biodrami o wypięty tyłek.
Sam jestem już na granicy, ale nie chcę głupio ryzykować. Wyciągam więc z niej kutasa i wstaję, obchodząc dochodzącą do siebie dziewczynę. Oddycha głęboko, jest czerwona na twarzy.
Chwytam ją za włosy i unoszę jej głowę. Patrzy na mnie z dołu. Ulegle, posłusznie. Mając przed sobą lśniącego od soków kutasa uśmiecha się i chętnie otwiera usta.
Tym razem to ja kontroluję ruchy. Klęczy stabilnie na kanapie, a ja zaczynam posuwać jej usta. Kutas jeździ po języku, główka dociera aż do gardła. Ola krztusi się i mocno ślini, ale ja nie przerywam. Trzymam ją mocno.
Orgazm jest szybki i intensywny. Kutas drga kilka razy, a gęsta sperma tryska, wypełniając jej usta. Chce się cofnąć, ale trzymam ją.
– Połknij to.
Opór znika momentalnie, a Ola przełyka nasienie. Czuję jeszcze jak ssie lekko mojego penisa, żeby nic jej uciekło. Dopiero wtedy ją puszczam.
Opada na kanapę zmęczona, drżąca, znów drobna i delikatna. Po chwili zrywa się i nago przechodzi do łazienki. Jakby nagle otrzeźwiała.
Patrzy na siebie w lustrze z niedowierzaniem i poczuciem wstydu. Jak to się mogło stać?! Jak mogła do tego dopuścić. Jej odbicie patrzy na nią z wyrzutem. Staranny makijaż jest w ruinie. Tusz spłynął razem z łzami, upodobniając ją do pandy. Usta są zaczerwienione, pomadka zniknęła pod śliną i spermą. Powoli przesuwa po nich palcami, jakby nie mogąc uwierzyć, że przed chwilą obciągała obcemu facetowi. Nie mogąc zaakceptować, że tego chciała. Nadal czuje jego smak w ustach. Nieraz robiła Łukaszowi dobrze, ale zawsze po wszystkim wypluwała, nie lubiła tego smaku. Tym razem nie mogła, połknęła wszystko… to było… dzikie… podniecające… Odkręciła wodę i spłukała twarz zimną wodą, licząc, że to pomoże.
Gdy po długiej chwili wychodzi, jest już ubrana. Makijaż zniknął, zostawiając czystą, dziewczęcą urodę. Stoi niepewnie, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Ja w tym czasie już się ubrałem. Widzę jej speszenie.
– Nie przejmuj się, czasem tak się kończy. To normalne.
– Ale ja nie jestem taka…
– Wiem, spokojnie. To sprawa między nami.
Podchodzę do niej i delikatnie przesuwam dłonią po jej ramieniu.
– Wyszła nam świetna sesja, a to… przyjemne zakończenie.
– Pójdę już…
– Jasne, dam znać w sprawie zdjęć…
Gdy drzwi się za nią zamknęły, uśmiechnąłem się pod nosem. To było naprawdę przyjemne zakończenie. Podchodzę do aparatu i dopiero teraz go wyłączam.
Wieczorem Ola spotkała się z Łukaszem, tak jak planowała. Makijaż, który zrobiła jej koleżanka musiała zrobić od nowa sama, zrezygnowała też z koszulki, którą miała na sesji. Nadawała się tylko do prania. Po kolacji kochali się na jej łóżku. Było przyjemnie, intymnie. Leżąc pod nim zamknęła oczy, a pod powiekami znów zobaczyła wielkiego kutasa, który rozpychał ją kilka godzin wcześniej. Znów poczuła jego smak na języku, jego gwałtowne, silne ruchy… dopiero wtedy przyszedł orgazm.

