Cześć, jestem Adam. Przez pewien czas regularnie bywałem w jednym ze swingers clubów w zachodnich Niemczech. Atmosfera była swobodna, ludzie otwarci, a ja zawsze szukałem wieczorów, które zostawiają w głowie coś więcej niż tylko wspomnienie seksu.
Tamtego sobotniego wieczoru klub nie był przesadnie pełny. Może trzydzieści, trzydzieści kilka osób. Przy barze stało kilku facetów, kilka par siedziało na kanapach, a w tle grała cicha muzyka. Właśnie wtedy pojawiła się para, która od razu przykuła moją uwagę.
Ona miała około czterdziestu lat, była szczupła, zgrabna, z krótkimi ciemnymi włosami i spokojnym, prawie nieśmiałym uśmiechem. On wyglądał na nieco starszego, spokojnego, raczej obserwującego niż dominującego. Podeszli do baru, zamówili drinki i przez chwilę rozmawiali z barmanem. Po kilku minutach usiedli obok mnie.
Rozmowa potoczyła się naturalnie. Okazało się, że nie byli tu pierwszy raz, ale też nie bywali regularnie. Ona mówiła mało, częściej uśmiechała się i spoglądała na męża, jakby czekała na jakiś sygnał. On natomiast był dość otwarty.
— Lubimy grupowe rzeczy — powiedział w pewnym momencie spokojnym głosem. — Ale mamy jeden warunek. Musi być zgoda. I pewien… konkretny element.
Nie dopytywałem od razu. Po prostu skinąłem głową. Po kolejnym drinku on wstał, podał jej dłoń i bez zbędnych słów poprowadził ją w stronę pokoju, w którym zwykle odbywały się bardziej intensywne spotkania. Kilku facetów, którzy wcześniej tylko obserwowali, podążyło za nimi. Ja też.
W pokoju stało duże łóżko, kilka foteli i niska szafka. On usiadł wygodnie na fotelu, a ona usiadła na skraju łóżka. Przez chwilę tylko na nas patrzyła. Potem, bez pośpiechu, zaczęła się rozbierać. Gdy została w samej bieliźnie, spojrzała prosto na mnie i delikatnie kiwnęła głową.
Podszedłem. Wyjąłem penisa, a ona od razu wzięła go do ust. Nie było w tym na początku nic gwałtownego — raczej uważnego, namiętnego ssania. Dopiero gdy dołączyli kolejni mężczyźni, tempo wzrosło. W pewnym momencie miała przed sobą około dziesięciu penisów. Przechodziła od jednego do drugiego, liżąc, ssąc, trzymając je w dłoniach. Oddychała coraz głośniej, a jej mąż cały czas siedział spokojnie i obserwował.
Gdy atmosfera stała się naprawdę gęsta, on wstał, podszedł i rzucił na łóżko kilka prezerwatyw. To był wyraźny znak.
Założyłem jedną z nich jako pierwszy. Uniosłem jej nogi i wszedłem w nią powoli, a potem mocniej. Leżała na plecach, a wokół niej krążyli inni faceci. Ktoś podawał jej penisa do ust, ktoś inny czekał. Oddychała ciężko, ale nie prosiła o przerwę.
Po kilku minutach jej mąż podszedł bliżej i cicho powiedział:
— Jak będziesz blisko… chciałbym, żebyś spuścił się do jej ust.
Skinąłem głową. Gdy poczułem, że jestem blisko, wycofałem się z niej, zdjąłem prezerwatywę i podszedłem do jej twarzy. Ona od razu otworzyła usta. Spuściłem się prosto do nich. Zadrżała lekko i jęknęła głośniej niż wcześniej.
Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem.
Mąż nachylił się nad nią i pocałował ją głęboko, z językiem. Ona nie połknęła. Trzymała spermę w ustach i oddała mu ją podczas pocałunku. Całowali się jeszcze chwilę, powoli, prawie czule. Potem odsunął się, a ona spojrzała na kolejnego mężczyznę. Zrobiła z nim dokładnie to samo. I z następnym. I z kolejnymi. Za każdym razem, gdy ktoś spuszczał się do jej ust, ona czekała, aż mąż podejdzie i wymieni z nią spermę pocałunkiem.
Trwało to dłużej, niż się spodziewałem. Ona nie wyglądała na zmęczoną. Wręcz przeciwnie — z każdym kolejnym razem jej ruchy stawały się bardziej zdecydowane, a oczy bardziej błyszczące. On natomiast przez cały czas zachowywał spokój, jakby to wszystko było dla niego naturalne.
Gdy ostatni mężczyzna skończył, ona usiadła na łóżku, otarła usta grzbietem dłoni i spojrzała na męża. On po prostu skinął głową. Uśmiechnęła się delikatnie.
Później, już przy barze, rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Byli spokojni, prawie zwyczajni. Poprosili o wodę, chwilę odpoczęli i po około pół godzinie wyszli. Nie żegnali się z nikim specjalnie. Po prostu zniknęli tak samo cicho, jak się pojawili.
Tamtego wieczoru długo jeszcze siedziałem przy barze. Nie dlatego, że chciałem kogoś kolejnego. Raczej dlatego, że ta scena nie chciała wyjść mi z głowy. Nie chodziło nawet o sam seks. Chodziło o to, jak bardzo byli ze sobą zgrani. Jak on jej ufał. I jak ona jemu.
Od tamtej pory widziałem różne rzeczy. Ale tej konkretnej wymiany, z ust do ust, przy wszystkich, bez pośpiechu i bez wstydu, nie zapomniałem.
Tamtego sobotniego wieczoru klub nie był przesadnie pełny. Może trzydzieści, trzydzieści kilka osób. Przy barze stało kilku facetów, kilka par siedziało na kanapach, a w tle grała cicha muzyka. Właśnie wtedy pojawiła się para, która od razu przykuła moją uwagę.
Ona miała około czterdziestu lat, była szczupła, zgrabna, z krótkimi ciemnymi włosami i spokojnym, prawie nieśmiałym uśmiechem. On wyglądał na nieco starszego, spokojnego, raczej obserwującego niż dominującego. Podeszli do baru, zamówili drinki i przez chwilę rozmawiali z barmanem. Po kilku minutach usiedli obok mnie.
Rozmowa potoczyła się naturalnie. Okazało się, że nie byli tu pierwszy raz, ale też nie bywali regularnie. Ona mówiła mało, częściej uśmiechała się i spoglądała na męża, jakby czekała na jakiś sygnał. On natomiast był dość otwarty.
— Lubimy grupowe rzeczy — powiedział w pewnym momencie spokojnym głosem. — Ale mamy jeden warunek. Musi być zgoda. I pewien… konkretny element.
Nie dopytywałem od razu. Po prostu skinąłem głową. Po kolejnym drinku on wstał, podał jej dłoń i bez zbędnych słów poprowadził ją w stronę pokoju, w którym zwykle odbywały się bardziej intensywne spotkania. Kilku facetów, którzy wcześniej tylko obserwowali, podążyło za nimi. Ja też.
W pokoju stało duże łóżko, kilka foteli i niska szafka. On usiadł wygodnie na fotelu, a ona usiadła na skraju łóżka. Przez chwilę tylko na nas patrzyła. Potem, bez pośpiechu, zaczęła się rozbierać. Gdy została w samej bieliźnie, spojrzała prosto na mnie i delikatnie kiwnęła głową.
Podszedłem. Wyjąłem penisa, a ona od razu wzięła go do ust. Nie było w tym na początku nic gwałtownego — raczej uważnego, namiętnego ssania. Dopiero gdy dołączyli kolejni mężczyźni, tempo wzrosło. W pewnym momencie miała przed sobą około dziesięciu penisów. Przechodziła od jednego do drugiego, liżąc, ssąc, trzymając je w dłoniach. Oddychała coraz głośniej, a jej mąż cały czas siedział spokojnie i obserwował.
Gdy atmosfera stała się naprawdę gęsta, on wstał, podszedł i rzucił na łóżko kilka prezerwatyw. To był wyraźny znak.
Założyłem jedną z nich jako pierwszy. Uniosłem jej nogi i wszedłem w nią powoli, a potem mocniej. Leżała na plecach, a wokół niej krążyli inni faceci. Ktoś podawał jej penisa do ust, ktoś inny czekał. Oddychała ciężko, ale nie prosiła o przerwę.
Po kilku minutach jej mąż podszedł bliżej i cicho powiedział:
— Jak będziesz blisko… chciałbym, żebyś spuścił się do jej ust.
Skinąłem głową. Gdy poczułem, że jestem blisko, wycofałem się z niej, zdjąłem prezerwatywę i podszedłem do jej twarzy. Ona od razu otworzyła usta. Spuściłem się prosto do nich. Zadrżała lekko i jęknęła głośniej niż wcześniej.
Wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem.
Mąż nachylił się nad nią i pocałował ją głęboko, z językiem. Ona nie połknęła. Trzymała spermę w ustach i oddała mu ją podczas pocałunku. Całowali się jeszcze chwilę, powoli, prawie czule. Potem odsunął się, a ona spojrzała na kolejnego mężczyznę. Zrobiła z nim dokładnie to samo. I z następnym. I z kolejnymi. Za każdym razem, gdy ktoś spuszczał się do jej ust, ona czekała, aż mąż podejdzie i wymieni z nią spermę pocałunkiem.
Trwało to dłużej, niż się spodziewałem. Ona nie wyglądała na zmęczoną. Wręcz przeciwnie — z każdym kolejnym razem jej ruchy stawały się bardziej zdecydowane, a oczy bardziej błyszczące. On natomiast przez cały czas zachowywał spokój, jakby to wszystko było dla niego naturalne.
Gdy ostatni mężczyzna skończył, ona usiadła na łóżku, otarła usta grzbietem dłoni i spojrzała na męża. On po prostu skinął głową. Uśmiechnęła się delikatnie.
Później, już przy barze, rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Byli spokojni, prawie zwyczajni. Poprosili o wodę, chwilę odpoczęli i po około pół godzinie wyszli. Nie żegnali się z nikim specjalnie. Po prostu zniknęli tak samo cicho, jak się pojawili.
Tamtego wieczoru długo jeszcze siedziałem przy barze. Nie dlatego, że chciałem kogoś kolejnego. Raczej dlatego, że ta scena nie chciała wyjść mi z głowy. Nie chodziło nawet o sam seks. Chodziło o to, jak bardzo byli ze sobą zgrani. Jak on jej ufał. I jak ona jemu.
Od tamtej pory widziałem różne rzeczy. Ale tej konkretnej wymiany, z ust do ust, przy wszystkich, bez pośpiechu i bez wstydu, nie zapomniałem.

