Jeden z moich ostatnich postów przypomniał mi o dawnej znajomości, o takim moim pierwszym poważnym szczeniackim zabujaniu. Naprawdę daaaawnej, bo pisze o znajomości z wyjazdu kolonijnego gdy miałem niecałe 16 lat, gdzie cały pobyt latałem za jedną dziewczyną starszą ode mnie o 2-3 lata. W tamtym wieku to sporo, zwłaszcza w tą stronę. Ale ona do tych moich zalotów podchodziła z sympatią, jak do takiego dobrego kolegi. Totalnie nic się wtedy nie wydarzyło, nawet za rękę nie chodziliśmy, nie mówiąc już o całowaniu. Ale pamiętam, że to zabujanie trzymało mnie jeszcze wiele miesięcy później.
No i zacząłem się zastanawiać czy dziewczyny nie odszukać i się do niej nie odezwać. W dzisiejszych czasach mediów społecznościowych nie jest to niemożliwe - pamiętam jak się nazywała i z jakiej była miejscowości.
Oczywiście zupełnie nie mam na celu wracania do tego "zabujania". Mam pełną świadomość, że to było jedynie szczeniackie zabujanie, znajomość która wiele lat temu trwała ledwie dwa tygodnie, nie mam żadnego zakrętu życiowego, bo dziś sam jestem w bardzo udanym, stabilnym związku w którym jestem więcej niż bardzo szczęśliwy. Zwyczajnie jestem dość sentymentalny i czasem sobie przypominam o jakiejś znajomości sprzed lat, zastanawiam się co u tego kogoś słychać. A to jest ot miłe wspomnienie z totalnie innego okresu życia.
Nie chodzi mi też o jakieś odbudowywanie takiej znajomości, wchodzenie w jakiś stały kontakt....nadrabianie "straconych lat". Nie, nic z tych rzeczy. Wtedy to nie miało szansy na budowę czegokolwiek, bo ona była (i nadal jest) starsza, miała jeszcze starszego od niej chłopaka, była z miejscowości oddalonej ode mnie o ponad 200 km, co dla licealisty z licealnym budżetem było odległością nie do przebycia. W tamtych czasach nawet połączenia telefoniczne były drogie, więc nawet kontakt telefoniczny byłby sporym wyzwaniem.
Nawet gdybyśmy wtedy zostali parą, to niemal na 100% nie bylibyśmy dziś razem, bo wiadomo jaki jest procent przetrwania związków ze szkoły średniej. Nie przetrwała nawet nasza znajomość, bo po powrocie z tego wyjazdu, to ledwie kilka razy rozmawialiśmy przez telefon....choć o ile mnie pamięć nie myli, to zadzwoniłem do niej jeszcze raz gdy byłem już na studiach co już wtedy było odezwaniem się po kilku latach.
Ale też mam dość rozumu, aby wiedzieć jak taki ruch może być odebrany. Taka nagła wiadomość na komunikatorze od kogoś w stylu "Cześć, byliśmy na wyjeździe kolonijnym 28 lat temu. Co tam u Ciebie?" - nie trudno zostać uznanym za świra, stalkera czy psychofana. Bo kto normalny odzywa się po takim czasie ze znajomości kolonijnej. Dziewczyna może mnie równie dobrze nie pamiętać i powiem szczerze, że jakby do mnie odezwała się jakaś dziewczyna której totalnie nie kojarzę i twierdziła, że była ze mną dwadzieścia parę lat temu na koloniach i cały czas o mnie pamięta, to sam bym zwątpił
.
No i taki kontakt po takim czasie może być jednym wielkim zawodem. Mam w pamięci obraz 17 letniej dziewczyny w której wtedy szczeniacko się zabujałem, a dziś ona może być zupełnie inną, totalnie nie pasującą do mnie osobą, z którą nawet rozmowa nie będzie się kleiła, bo ani wspólnych tematów, znajomych, nawet mentalnie może być zupełnie nie pasującą do mnie osobą - taką z którą nawet w przedziale pociągu bym nie pogadał.
No i jest też aspekt, jakby to odebrała moja dziewczyna, której nie chciałbym ranić, czy powodować u niej zazdrość, a jestem wstanie sobie wyobrazić jak to może wyglądać z jej strony.
Miał ktoś z Was ochotę na takie odkopanie tego typu kontaktu do kogoś sprzed wielu lat? Ktoś z Was się na to zdobył? Jak się to skończyło?
No i zacząłem się zastanawiać czy dziewczyny nie odszukać i się do niej nie odezwać. W dzisiejszych czasach mediów społecznościowych nie jest to niemożliwe - pamiętam jak się nazywała i z jakiej była miejscowości.
Oczywiście zupełnie nie mam na celu wracania do tego "zabujania". Mam pełną świadomość, że to było jedynie szczeniackie zabujanie, znajomość która wiele lat temu trwała ledwie dwa tygodnie, nie mam żadnego zakrętu życiowego, bo dziś sam jestem w bardzo udanym, stabilnym związku w którym jestem więcej niż bardzo szczęśliwy. Zwyczajnie jestem dość sentymentalny i czasem sobie przypominam o jakiejś znajomości sprzed lat, zastanawiam się co u tego kogoś słychać. A to jest ot miłe wspomnienie z totalnie innego okresu życia.
Nie chodzi mi też o jakieś odbudowywanie takiej znajomości, wchodzenie w jakiś stały kontakt....nadrabianie "straconych lat". Nie, nic z tych rzeczy. Wtedy to nie miało szansy na budowę czegokolwiek, bo ona była (i nadal jest) starsza, miała jeszcze starszego od niej chłopaka, była z miejscowości oddalonej ode mnie o ponad 200 km, co dla licealisty z licealnym budżetem było odległością nie do przebycia. W tamtych czasach nawet połączenia telefoniczne były drogie, więc nawet kontakt telefoniczny byłby sporym wyzwaniem.
Nawet gdybyśmy wtedy zostali parą, to niemal na 100% nie bylibyśmy dziś razem, bo wiadomo jaki jest procent przetrwania związków ze szkoły średniej. Nie przetrwała nawet nasza znajomość, bo po powrocie z tego wyjazdu, to ledwie kilka razy rozmawialiśmy przez telefon....choć o ile mnie pamięć nie myli, to zadzwoniłem do niej jeszcze raz gdy byłem już na studiach co już wtedy było odezwaniem się po kilku latach.
Ale też mam dość rozumu, aby wiedzieć jak taki ruch może być odebrany. Taka nagła wiadomość na komunikatorze od kogoś w stylu "Cześć, byliśmy na wyjeździe kolonijnym 28 lat temu. Co tam u Ciebie?" - nie trudno zostać uznanym za świra, stalkera czy psychofana. Bo kto normalny odzywa się po takim czasie ze znajomości kolonijnej. Dziewczyna może mnie równie dobrze nie pamiętać i powiem szczerze, że jakby do mnie odezwała się jakaś dziewczyna której totalnie nie kojarzę i twierdziła, że była ze mną dwadzieścia parę lat temu na koloniach i cały czas o mnie pamięta, to sam bym zwątpił
No i taki kontakt po takim czasie może być jednym wielkim zawodem. Mam w pamięci obraz 17 letniej dziewczyny w której wtedy szczeniacko się zabujałem, a dziś ona może być zupełnie inną, totalnie nie pasującą do mnie osobą, z którą nawet rozmowa nie będzie się kleiła, bo ani wspólnych tematów, znajomych, nawet mentalnie może być zupełnie nie pasującą do mnie osobą - taką z którą nawet w przedziale pociągu bym nie pogadał.
No i jest też aspekt, jakby to odebrała moja dziewczyna, której nie chciałbym ranić, czy powodować u niej zazdrość, a jestem wstanie sobie wyobrazić jak to może wyglądać z jej strony.
Miał ktoś z Was ochotę na takie odkopanie tego typu kontaktu do kogoś sprzed wielu lat? Ktoś z Was się na to zdobył? Jak się to skończyło?

