• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Opowiadanie żony… nr 1.

Mężczyzna

namietniswing

Cichy Podglądacz
Wstęp.
Jestemy mega pozytywnym i super zaangażowanym erotycznie małżeństwem. Jakiś czas temu, podczas różnych zabaw w zadania, pytania oraz konwersacji pikantnej wydobyłem z mojej żony wyznanie, że kilka lat po naszym ślubie, podczas jednego z wypadów w okolice Bałtyku wykorzystała i/lub częściowo zainicjowała bardzo namiętny pocałunek z innym…
Dużo od wielu lat rozmawiamy o takich zabawach, pomysłach ale dopiero po czasie przyznała się do takiej sytuacji.
Często dokuczam i zaczepiam ją o tą sytuację i prowokuje. W zamian dostaję między innymi, takie odpowiedzi, którymi pomyślałem, że się podzielimy.

Spacer.

Morze Bałtyckie zawsze wydawało mi się szorstkie, zimne i bezlitosne. Wyobrażałam sobie, jak fale uderzają o burtę żaglowca, gdy mój mąż, tysiąc kilometrów stąd, pełni swoją wachtę. Od prawie tygodnia żyłam w rytmie jego rzadkich telefonów i krótkich wiadomości. Mój dom był pusty, cichy i przesiąknięty samotnością, która powoli wpełzała pod moją skórę.
A potem zadzwonił On.
Znaliśmy się od lat, choć kontakt ostatnio był sporadyczny. Ale między nami było coś jeszcze – niewidzialna, pulsująca nić, która napięła się do granic możliwości tamtej zimy. Pamiętam chłód nocy i nagły, obezwładniający żar jego warg na moich. To był tylko jeden pocałunek. Szalony, urywany, desperacki. Nigdy o nim nie rozmawialiśmy, udając przed światem i przed moim mężem, że tamta chwila w ogóle nie miała miejsca. Ale od tamtej pory każde nasze spojrzenie podszyte było grzechem.
Zaproponował spacer. Niewinna propozycja na leniwe, jesienne popołudnie.

Las pachniał wilgotną ziemią, opadłymi liśćmi i żywicą. Szliśmy ramię w ramię wąską ścieżką, a przy każdym kroku nasze dłonie niebezpiecznie o siebie ocierały. Z każdym przypadkowym muśnięciem przez moje ciało przechodził prąd. Czułam jego obecność wszystkimi zmysłami – ciepło bijące od jego ramienia, zapach wody po goleniu z nutą cedru i czarnego pieprzu, i ten niski, wibrujący tembr głosu, gdy opowiadał o czymś, czego zupełnie nie potrafiłam usłyszeć. Moja uwaga skupiała się wyłącznie na jego ustach. Tych samych, które kiedyś smakowały czerwonym winem i pożądaniem.
Im głębiej wchodziliśmy w las, tym rzadsze stawały się nasze słowa. Powietrze gęstniało. Cywilizacja została daleko za nami, a otaczające nas potężne dęby i sosny zdawały się tworzyć szczelny, zielono-złoty azyl. Byliśmy tu tylko my, nasze tajemnice i wibrująca cisza, która nagle stała się nie do zniesienia.
Zatrzymał się w połowie kroku. Ścieżka w tym miejscu zwężała się, otoczona gęstymi paprociami i pniami powalonych drzew. Spojrzałam na niego, a serce zabiło mi tak mocno, że bałam się, iż usłyszy jego dudnienie. Nie było w nim już śladu tego swobodnego kumpla, z którym przed chwilą żartowałam. Jego oczy pociemniały, lśniąc drapieżnym, surowym blaskiem.

Zrobił krok w moją stronę. Cofałam się odruchowo, aż poczułam na plecach szorstką korę potężnego dębu. Nie miałam dokąd uciec, ale prawda była taka, że wcale nie chciałam uciekać. Oparł obie dłonie na pniu po obu stronach mojej głowy, zamykając mnie w klatce swoich ramion.
– Przez cały czas na ciebie patrzę i myślę tylko o jednym – wywołał chrypliwie, pochylając się tak blisko, że jego ciepły oddech owiał mój policzek.
Zamknęłam oczy, czując, jak nogi miękną mi pod ciężarem tej bliskości. Zadrżałam, gdy opuszkami palców powoli, niemal leniwie, odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy, po czym przesunął dłonią w dół, pieszcząc linię mojej szyi. Mój oddech stał się urywany. Wspomnienie męża kołyszącego się na falach lodowatego morza zniknęło, rozmyte przez ogień, który on właśnie we mnie rozpalał.
Gdy jego wargi wreszcie odnalazły moje, nie było w tym nic z delikatności. To był głodny, zaborczy pocałunek, pełen tłumionej od miesięcy frustracji. Smakował wiatrem, kawą i czystą, męską siłą. Otworzyłam usta, pozwalając mu na wszystko. Przyciskał mnie do drzewa swoim twardym ciałem, a moje dłonie same odnalazły drogę pod jego rozpiętą kurtkę, zaciskając się na materiale koszuli.
Każdy jego ruch był stanowczy i pewny. Jego język drażnił mój, a dłonie, wcześniej oparte o pień, teraz zsunęły się na moją talię, przyciągając mnie mocniej, biodro w biodro. Czułam przez warstwy ubrań, jak bardzo mnie pragnął. Jęknęłam cicho, gdy jego wargi zsunęły się z moich ust na linię szczęki, a potem niżej, na szyję, zostawiając tam gorące, wilgotne ślady.
Zimne leśne powietrze zderzyło się z rozpaloną skórą mojego dekoltu, gdy sprawnym ruchem rozpiął górne guziki mojego płaszcza i wsunął gorącą dłoń pod mój sweter. Jego szorstkie palce odnalazły gładką skórę mojego brzucha, po czym przesunęły się wyżej, obejmując pierś przez cienką koronkę stanika. Wygięłam się w łuk, szukając jeszcze większego kontaktu, całkowicie poddając się fali obezwładniającej rozkoszy.
– Tak długo na to czekałem – szepnął mi prosto do ucha, przygryzając delikatnie płatek, co wywołało u mnie kolejny dreszcz. – Tak cholernie długo.
Zadarłam głowę, oddychając ciężko, wpatrując się w korony drzew zlewające się z szarym niebem. Byliśmy zdani na własne żądze, w środku milczącego lasu, ukryci przed całym światem. Przesunęłam dłońmi po jego szerokich plecach, wsuwając palce w jego gęste włosy, i przyciągnęłam jego twarz z powrotem do swojej. Tonęłam w nim, wiedząc, że to dopiero początek, a resztki mojego rozsądku właśnie rozwiały się z jesiennym wiatrem.


Jego wargi znów odnalazły moje usta, tym razem żądając jeszcze więcej, z zachłannością, która odbierała mi resztki tchu. Odpowiedziałam mu tym samym, wplatając palce w jego gęste włosy i przyciągając go tak mocno, jakby od tego zależało moje życie.
Zsunął dłoń z mojej piersi, pieszcząc opuszkami palców linię mojego brzucha, aż dotarł do paska moich dżinsów. Czułam, jak drżą mu ręce – nie z zimna, lecz z nadmiaru emocji, które w nas buzowały. Pociągnął mnie lekko ku sobie, odrywając moje plecy od szorstkiej kory dębu, by po chwili znów mnie do niej przyprzeć, tym razem wsuwając się swoim udem pomiędzy moje nogi.
Rozchyliłam je odruchowo, pozwalając, by znalazł się tak blisko, jak to tylko możliwe przez warstwy ubrań. Z gardła wyrwał mi się cichy, zduszony dźwięk, gdy poczułam jego twardość ocierającą się o moje podbrzusze. Przekroczyłam granicę.
Jego dłonie wsunęły się pod mój sweter na plecach, badając gorącą linię kręgosłupa, aż zatrzymały się na zapięciu stanika. Jeden zręczny, zdecydowany ruch i poczułam, jak napięcie materiału znika. Zsunął ramiączka, uwalniając moje piersi. Zimno jesiennego powietrza uderzyło w moją rozpaloną skórę, potęgując każdy bodziec, gdy jego ciepłe dłonie ponownie je objęły. Kciuki drażniły wrażliwe sutki, sprawiając, że wyginałam się w łuk, szukając jeszcze głębszego kontaktu.
Nie chciałam być dłużna. Drżącymi palcami zaczęłam siłować się z guzikami jego koszuli. Gdy w końcu ustąpiły, wsunęłam dłonie pod materiał, zachłannie badając twarde mięśnie jego klatki piersiowej. Jego skóra parzyła, a pod palcami czułam gwałtowne, nierówne bicie jego serca.
– Zmarzniesz – mruknął chrypliwie, schodząc pocałunkami wzdłuż mojej szyi, by złożyć wilgotny ślad tuż nad obojczykiem.
– Nie obchodzi mnie to – wydyszałam, zaciskając dłonie na jego ramionach i wbijając w nie paznokcie. – Nie przestawaj. Błagam, nie przestawaj.
Spojrzał na mnie. Jego oczy były niemal czarne z pożądania. Nie powiedział ani słowa, tylko zsunął dłoń niżej. Usłyszałam cichy, metaliczny dźwięk odpinanego guzika i trzask zamka błyskawicznego moich spodni. Wsunął palce pod brzeg materiału, gładząc nagą skórę mojego podbrzusza, centymetr po centymetrze zbliżając się do krawędzi koronkowej bielizny. Każdy jego ruch był celowy, prowokacyjnie powolny, doprowadzający mnie na skraj obłędu.
Gdy jego gorąca dłoń wreszcie wsunęła się głębiej, odnajdując to najbardziej wilgotne, pulsujące z pragnienia miejsce, z moich ust wyrwał się bezwstydny, głośny jęk, który natychmiast uciszył swoimi wargami. Jego pieszczoty stały się zdecydowane, rytmiczne, idealnie trafiające w punkt, od którego zależało teraz moje całe istnienie. Zamknęłam oczy, odrzucając głowę do tyłu i opierając ją o pień drzewa.
Jednym sprawnym ruchem rozpiął swój pasek, nie odrywając ode mnie wzroku. Gdy tylko uniósł moje udo i złączył nasze ciała, poczułam, jak cały wszechświat kurczy się do tych kilku metrów kwadratowych lasu. Wypełnił mnie całkowicie, odbierając mi oddech. Poruszał się we mnie z powolną, hipnotyzującą siłą, która rozciągała moje nerwy do granic możliwości. Zacisnęłam dłonie na jego karku, wyginając się w łuk przy każdym głębokim pchnięciu.

Jego biodra uderzały o moje w szaleńczym, nierównym rytmie, a każde pchnięcie wyciskało z moich płuc kolejne ciche jęki. Kora drzewa wbijała się w moje ciało, chłód jesiennego popołudnia szczypał nagą skórę, ale wewnątrz płonęłam. Zatarły się granice między bólem a rozkoszą, między zdradą a absolutnym, egoistycznym spełnieniem.
Przyspieszył, jego palce wpijały się w moje uda, zostawiając na nich niewidoczne jeszcze ślady. Zacisnęłam zęby na kołnierzu jego koszuli, czując, jak napięcie w moim ciele znowu rośnie, wspinając się na niebotyczne wyżyny. Z jego piersi wyrwał się głęboki, chrypliwy ryk. Przyciągnął mnie do siebie tak mocno, że nie czułam, gdzie kończy się jego ciało, a zaczyna moje, i z potężnym dreszczem przelał we mnie całe swoje napięcie. Oboje zamarliśmy, spleceni ze sobą w nierozerwalnym, gorącym uścisku, łapczywie chwytając lodowate powietrze.
Droga powrotna do cywilizacji minęła nam w niemal całkowitym, ciężkim od zaspokojenia milczeniu. Szłam ramię w ramię obok niego, wciąż lekko drżąca, przy każdym kroku czując pod pospiesznie poprawionym ubraniem lepką, stygnącą wilgoć – bezwstydny ślad jego obecności, który niosłam ukryty w swoim ciele. Chłodne, jesienne powietrze chłodziło moją wciąż rozpaloną skórę i usta opuchnięte od zachłannych pocałunków, a zapach opadłych liści mieszał się teraz z cierpkim aromatem naszego potu i seksu.

Kiedy tak szliśmy, moje myśli w naturalny sposób powędrowały w stronę Bałtyku i mojego męża, który w tej samej chwili najpewniej wpatrywał się w lodowate fale. Nie miał najmniejszego pojęcia o tym, co właśnie wydarzyło się pod starym dębem. A jednak, gdzieś na dnie mojej duszy, tradycyjne wyrzuty sumienia zagłuszał dreszcz czysto perwersyjnej satysfakcji. Znałam mroczne zakamarki umysłu mojego męża, te ciche, skrywane przed światem fantazje, z których zwierzał się tylko mi. Podświadomie od lat marzył o tym, by zobaczyć mnie całkowicie zdominowaną przez kogoś innego. Ta zdrada była urzeczywistnieniem jego najgłębszego, niewypowiedzianego na głos pragnienia.
Spojrzałam na profil idącego obok mnie mężczyzny, na jego zaciśniętą szczękę i oczy, w których wciąż tlił się drapieżny blask. Zrozumiałam wtedy, że to, co zrobiliśmy, wcale nie musi być destrukcyjnym końcem mojego małżeństwa, lecz początkiem czegoś niewyobrażalnie pociągającego. Kiedyś, gdy mój mąż wróci z morza, surowy chłód jego świata będzie musiał zderzyć się z żywicznym żarem, który właśnie we mnie rozpalono. Może nadejdzie wkrótce noc, w której tajemnica wyjdzie z cienia szeptów, a my we troje ostatecznie zrzucimy maski, splatając się w miłosnym trójkącie, w którym grzech i wierność zleją się w jedno, obezwładniające spełnienie.
 

Podobne tematy

Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry