sama masturbacja nie jest takim przeżyciem jak interakcja między 2 żywymi osobami. [...] Nic nie zastąpi pewnych rzeczy
To zależy. Ja nagrywam się sam lub nagrywa mnie żona. Nie krępuję się, jak to mówią

. Opisuję, jak jestem tuż przed orgazmem, jak świadomie przerywam stymulację, żeby dłużej się delektować. Czasem żona dokłada swoje: „Wyobraź sobie, że Twoi koledzy z pracy to oglądają”, „Pomyśl, że klasa z liceum widzi, jak się brandzlujesz”, „I znowu się spuściłeś, koniowalu”. Uważam, że te nagrania są znacznie bardziej hardcore niż typowe amatorskie filmy z klasycznym seksem. W seksie partnerskim zawsze jest jakieś „my”, zawsze można się trochę schować za partnerką. Ja leżę sam, nago, z rozwalonymi nogami, patrzę prosto w kamerę i mówię: „Patrzcie, jakim jestem koniowalem”. Wątpię, żeby wielu facetów robiło to z takim bezwstydem. Większość amatorskich nagrań to albo sam kutas, albo para w akcji. Wiem też, że sporo osób nagrywa swoją masturbację. Ale zazwyczaj to sam członek, bez twarzy, bez głosu, bez kontekstu.
Oglądam te filmy, podobam się sobie na nich, buduję dzięki nim ogromną pewność siebie i jestem z tego niesamowicie dumny.