• Witaj na forum erotycznym SexForum.pl Forum przeznaczone jest wyłącznie dla dorosłych. Jeżeli nie jesteś pełnoletni, lub nie chcesz oglądać treści erotycznych koniecznie opuść tą stronę.
  • Cytuj tylko wtedy, gdy to konieczne. Aby odpowiedzieć użytkownikowi, użyj @nazwa_użytkownika.

Nieoczekiwana zmiana orientacji

Kobieta

julita38

Nowicjusz
Rozdział I

Karolina miała dwadzieścia siedem lat i od niemal roku mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu na Mokotowie. Rozstała się z Kubą zaraz po tym, jak znalazła w jego telefonie wiadomości, które nie pozostawiały wątpliwości. Nie krzyczała, nie robiła scen – po prostu spakowała jego rzeczy do kartonu i postawiła za drzwiami. Następnego dnia zmieniła zamki. Od tamtej pory nie pozwalała sobie na dłuższe związki; kilka randek, kilka nocy, które kończyły się tak samo szybko, jak się zaczynały. Czuła się zmęczona mężczyznami, ich pośpiechem, ich pewnością, że wiedzą, czego ona potrzebuje.

Pewnego jesiennego wieczoru, gdy deszcz bębnił o parapet, zainstalowała aplikację randkową – bardziej z ciekawości niż nadziei. Przeglądała profile bez większego zaangażowania, aż zatrzymała się na zdjęciu kobiety o ciepłym uśmiechu i długich, jasnych włosach opadających na ramiona. Romana, czterdzieści cztery lata, rozwiedziona, prowadzi własną działalność księgową. W opisie napisała tylko: „Lubię szczere rozmowy i dobrą kawę”. Karolina, nie wiedzieć czemu, przesunęła w prawo.

Pierwsza wiadomość była krótka: „Cześć, co powiesz na rozmowę”. Romana odpisała niemal natychmiast. Rozmawiały o wszystkim i o niczym – o pracy, o serialach, o tym, jak Warszawa jesienią pachnie mokrym liśćmi i kawą z kawiarni na rogu. Po kilku dniach Romana zaproponowała przejście na telefon. Karolina zgodziła się, myśląc, że to tylko przyjazna rozmowa z kimś, kto wydaje się rozumieć samotność lepiej niż większość jej znajomych.

Głos Romany był niski, ciepły, z lekką chrypką – taki, który sprawia, że człowiek mimowolnie się rozluźnia. Rozmawiały coraz dłużej. Najpierw o codzienności, potem o tym, co lubią jeść na śniadanie, o ulubionych zapachach, o tym, jak trudno czasem zasnąć w pustym mieszkaniu. Karolina opowiadała o swojej pracy w agencji marketingowej, o deadline’ach, o klientach, którzy zawsze chcą wszystkiego na wczoraj. Romana słuchała uważnie, zadawała pytania, jakby naprawdę chciała wiedzieć, co Karolina czuje, gdy wstaje rano i nie ma obok nikogo, kto zrobiłby jej herbatę.

Z czasem rozmowy zaczęły schodzić na bardziej prywatne tory. Romana pytała delikatnie, ale z wyraźnym zainteresowaniem: „A co Cię naprawdę kręci, Karolino? Nie w łóżku koniecznie… ale co sprawia, że czujesz się żywa?” Karolina najpierw się śmieje, zmienia temat, ale w końcu odpowiada – cicho, niepewnie – że lubi, gdy ktoś dotyka jej powoli, jakby miał cały czas świata. Że lubi zapach perfum w powietrzy. Że czasem tęskni za czułością, której nie potrafi nazwać.

Romana nie komentowała od razu. Milczała chwilę, a potem mówiła coś zwykłego, o pogodzie albo o nowym filmie, ale Karolina czuła, że coś się dzieje. Że te rozmowy przestają być tylko koleżeńskie.

Pewnego wieczoru, gdy już prawie północ, Romana powiedziała cicho: „Wiesz, chciałabym Cię zobaczyć. Nie na siłę, ale… może kawa? W galerii, w neutralnym miejscu. Bez presji.”
Karolina zawahała się tylko chwilę. „Dobrze” – odpowiedziała. „Chętnie.”
Odłożyła telefon i przez długą chwilę patrzyła w sufit. Czuła dziwną ekscytacje bo nigdy nie planowała by spotkania z kobietą. Nie wiedziała jeszcze, co to znaczy. Ale wiedziała, że chce się dowiedzieć.

Rozdział II

Sobota była zimna, ale słoneczna – jedna z tych warszawskich zim, kiedy niebo jest tak błękitne, że aż boli patrzeć. Karolina stała przed lustrem w przedpokoju i poprawiała kołnierz cienkiego, szarego swetra z kaszmirem. Włosy miała świeżo umyte, krótko przycięte, lekko potargane palcami – tak, jak lubiła, bo nie wymagało to wysiłku. Na sobie miała proste, ciemne jeansy, które dobrze leżały na jej długich nogach, i wygodne, czarne buty. Żadnego makijażu oprócz odrobiny tuszu do rzęs i błyszczyka. Nie chciała wyglądać, jakby się starała za bardzo. Bo przecież to tylko kawa. Z koleżanką.

Wyszła z domu wcześniej, żeby nie biec na ostatnią chwilę. Metro, potem krótki spacer przez Aleje Jerozolimskie, i już była w Arkadii. Ludzi sporo, sobotni gwar, zapach prażonej kawy i cynamonu z piekarni. Karolina rozejrzała się po holu na parterze, blisko fontanny, gdzie się umówiły.

Romana przyszła punktualnie. Karolina zobaczyła ją z daleka – wysoka sylwetka, długie blond włosy rozpuszczone, lekko falujące przy każdym kroku. Miała na sobie dopasowany, ciemnobeżowy płaszcz z szerokim paskiem, pod spodem czarną, jedwabną bluzkę z dekoltem w serek i ołówkową spódnicę do kolan. Na nogach – czarne botki na wysokim, smukłym obcasie, które stukały rytmicznie o posadzkę. Makijaż delikatny, ale wyraźny: smoky eyes, które podkreślały jej zielone oczy, i matowa pomadka w odcieniu ciepłej czerwieni. Wyglądała jak kobieta, która wie, czego chce i nie boi się tego pokazać.

Kiedy się zbliżyła, uśmiechnęła się szeroko.

– Cześć, Karolino – powiedziała ciepło i nachyliła się, żeby pocałować ją w policzek.

Karolina poczuła delikatny zapach jej perfum – coś z nutą wanilii i drzewa sandałowego – i ciepło skóry. Pocałunek był krótki, ale nie całkiem obcy. Cofnęła się o pół kroku, lekko zawstydzona.

– Cześć – odpowiedziała, czując, jak policzki jej płoną.
Poszły na górę, do małej kawiarni z widokiem na szklany dach. Usiadły przy stoliku w rogu, z dala od największego tłumu. Romana zdjęła płaszcz, powiesiła go na oparciu krzesła. Karolina nie mogła nie zauważyć, jak dobrze bluzka układa się na jej pełniejszych kształtach – wszystko było eleganckie, bez przesady, ale z klasą.

Zamówiły kawę – Karolina latte, Romana czarną z odrobiną mleka migdałowego. Rozmawiały o wszystkim po trochu: o pracy, o tym, jak Romana niedawno urządziła sobie nowe biuro, o filmie, który obie widziały. Romana słuchała uważnie, kiwała głową, czasem się śmiała cicho.

W pewnym momencie spojrzała na Karolinę dłużej i powiedziała:
– Wiesz, masz naprawdę piękne oczy. Taki głęboki brąz… i te rzęsy. Wyglądasz dziś bardzo świeżo. Bardzo… naturalnie pięknie.

Karolina spuściła wzrok na swoją filiżankę. Czuła, jak robi jej się gorąco na twarzy.

– Dziękuję… – mruknęła. – Nie jestem przyzwyczajona do takich komplementów.

Romana uśmiechnęła się lekko.

– Powinnaś być. Pasuje ci ten sweter. I te włosy… krótkie, ale takie kobiece.
Karolina nie wiedziała, co odpowiedzieć. Czuła się nieswojo, jakby ktoś nagle włączył w niej światło, którego nie była pewna, czy chce. Ale jednocześnie… podobało jej się to. To ciepło w głosie Romany, to spojrzenie, które nie było nachalne, ale wyraźne.

Rozmawiały dalej. O książkach, o podróżach, o tym, jak obie lubią jesienne spacery po Łazienkach. W pewnym momencie Romana, gestykulując, położyła dłoń na ręce Karoliny – tak naturalnie, jakby to było coś oczywistego. Palce miała ciepłe, zadbane paznokcie w delikatnym, beżowym kolorze. Karolina zamarła na sekundę, ale nie cofnęła ręki. Czuła delikatny nacisk, lekkie muśnięcie kciuka po jej skórze. Coś w niej drgnęło – cicho, głęboko.

Kiedy kawy były już dopite, a czas mijał szybciej, niż się spodziewały, Romana spojrzała na zegarek.

– Muszę powoli uciekać, mam jeszcze jedną sprawę do załatwienia – powiedziała z lekkim żalem w głosie. – Ale… bardzo mi się podobało. Naprawdę.

Wstały. Przy wyjściu z kawiarni Romana znów się nachyliła, tym razem tylko muskając policzek Karoliny na pożegnanie.
– Co powiesz na powtórkę? – zapytała cicho, patrząc jej prosto w oczy. – W przyszłym tygodniu? Może coś innego niż kawa?

Karolina przełknęła ślinę. Serce jej biło trochę za szybko.

– Tak – odpowiedziała. – Chętnie.

Romana uśmiechnęła się szeroko, jakby właśnie dostała najlepszy prezent.

– Zadzwonię do ciebie – powiedziała i odwróciła się, stając obcasami w stronę schodów ruchomych.

Karolina została chwilę, patrząc, jak jej sylwetka znika w tłumie. W brzuchu czuła ciepłe, nieznane mrowienie – to samo, co wieczorem przy telefonie. Tylko teraz było silniejsze.

Rozdział III

Tydzień minął Karolinie jakoś dziwnie szybko – dni w pracy pełne deadline’ów, wieczory spędzone na myśleniu o tamtej kawie, o ciepłym dotyku dłoni Romany, o jej głosie w słuchawce. Kiedy w piątek wieczorem telefon zadzwonił, a na wyświetlaczu pojawiło się imię Romany, Karolina poczuła znajome mrowienie w brzuchu.

– Mam niespodziankę – powiedziała Romana bez zbędnego wstępu, a w jej głosie słychać było podekscytowanie. – Udało mi się załatwić weekend w spa pod Warszawą. Luksusowe miejsce, basen, sauny, masaże… Wszystko. Co ty na to? Przyjadę po ciebie jutro rano.

Karolina zamarła z telefonem przy uchu. Spa? Weekend? Z Romaną? To brzmiało jak coś więcej niż kolejna kawa, ale jednocześnie… kusząco. Nie potrafiła odmówić.

– Dobrze – odpowiedziała cicho. – Brzmi wspaniale.

Następnego ranka, punktualnie o dziesiątej, przed blokiem Karoliny zatrzymał się srebrny SUV. Romana wysiadła, ubrana w elegancki, jasny trencz i ciemne jeansy, włosy związane luźno w kucyk. Uśmiechnęła się szeroko, podeszła i znów pocałowała Karolinę w policzek – tym razem dłużej, jakby chciała przekazać coś więcej niż zwykłe powitanie.

Podróż minęła im na rozmowach – o muzyce, o książkach, o tym, jak Romana kiedyś marzyła o podróży do Włoch. Karolina siedziała obok, patrząc na mijające pola pokryte szronem, czując zapach perfum Romany wypełniający samochód. Co jakiś czas ich spojrzenia się spotykały, i Karolina odwracała wzrok, zawstydzona własnym przyspieszonym oddechem.

Hotel okazał się piękny – nowoczesny budynek z wielkimi oknami, otoczony lasem. W recepcji przywitała je miła pani w uniformie, ale jej mina szybko stała się przepraszająca.

– Niestety, w jednym z zarezerwowanych pokoi wystąpiła awaria ogrzewania zostały poinformowane po przybyciu. – Jesteśmy w pełni obłożeni, ale mamy wolny apartament z dwoma oddzielnymi łóżkami. Bardzo komfortowy, z widokiem na jezioro. Czy to paniom odpowiada?

Romana spojrzała na Karolinę pytająco. Karolina poczuła, jak serce jej podskakuje. Jeden pokój? Dwa łóżka? To było… intymne. Zbyt intymne? Zawahała się, spuszczając wzrok.

– Nie chcę cię zmuszać – powiedziała Romana cicho, kiedy odeszły na bok. – Jeśli wolisz, możemy wrócić. Ale… chciałabym spędzić ten czas z tobą. Bez presji. Po prostu odpocząć razem.

Głos Romany był taki ciepły, taki przekonujący. Karolina spojrzała na nią – na te zielone oczy, na lekki uśmiech – i coś w niej ustąpiło.

– Dobrze – powiedziała w końcu. – Zostajemy.
Winda zawiozła je na górę. Apartament był przestronny: wielkie okna, jasne drewno na podłodze, dwa szerokie łóżka oddzielone nocną szafką, łazienka z wanną i prysznicem. Karolina postawiła walizkę w kącie, czując lekkie zdenerwowanie. Romana rozpakowała się pierwsza, nucąc cicho pod nosem.

– No to co najpierw? – zapytała, zdejmując trencz i rzucając go na krzesło. – Basen? Sauna? Czy może od razu masaż?

Karolina uśmiechnęła się niepewnie, siadając na brzegu jednego z łóżek. Materac był miękki, pościel pachniała świeżością.

– Może najpierw się rozpakuję – powiedziała.

Romana podeszła bliżej, usiadła obok niej. Ich ramiona prawie się dotykały.

– Nie denerwuj się – powiedziała cicho. – Będzie dobrze. Obiecuję.

Karolina spojrzała na nią i kiwnęła głową. W pokoju było ciepło, cicho, tylko gdzieś w oddali słychać było szum wind. Coś wisiało w powietrzu – delikatne napięcie, które sprawiało, że wszystko wydawało się ważniejsze, bliższe. Karolina nie wiedziała jeszcze, dokąd to prowadzi. Ale po raz pierwszy od długiego czasu nie chciała uciekać.

W apartamencie było cicho, tylko odległy szumi delikatne światło popołudniowego słońca wpadające przez wielkie okna. Karolina siedziała na brzegu swojego łóżka, wciąż w jeansach i swetrze, próbując udawać, że przegląda telefon. Romana siedziała obok niej – bliżej, niż Karolina się spodziewała. Ich uda prawie się stykały.

– Wiesz, masz piękne nogi – powiedziała Romana cicho, patrząc na nią z ukosa. – Długie, smukłe. Wyglądasz w tych jeansach… bardzo kobieco.

Karolina poczuła, jak policzki jej płoną. Chciała coś powiedzieć, odwrócić wzrok, ale głos Romany był taki spokojny, taki pewny.

– Dziękuję… – mruknęła, przesuwając się odrobinę dalej. Ale Romana tylko się uśmiechnęła i położyła dłoń na jej kolanie – lekko, jakby to było coś najnaturalniejszego na świecie.

Palce Romany były ciepłe, delikatne. Powoli przesunęła je wyżej, w kierunku uda, muskając skórę przez materiał jeansów. Karolina zamarła. W głowie miała chaos: „Jestem hetero, zawsze byłam, to tylko ciekawość, to nie może…” Ale ciało reagowało inaczej – ciepło rozlewało się po brzuchu, serce biło szybciej.

– Romano… – zaczęła cicho, próbując cofnąć nogę. – Ja… nie jestem pewna…
Ale słowa brzmiały słabo, bez przekonania. Romana nie cofnęła ręki. Zamiast tego nachyliła się bliżej, jej oddech musnął policzek Karoliny.

– Nie musisz być pewna – szepnęła. – Po prostu poczuj.

I wtedy pocałowała ją. Delikatnie na początku, tylko muskając wargi. Karolina chciała się odsunąć, naprawdę chciała – ale nie mogła. Usta Romany były miękkie, ciepłe, pachniały wanilią i czymś głębszym. Pocałunek pogłębił się, stał się intensywniejszy, głodniejszy. Romana przyciągnęła ją bliżej, jedną ręką obejmując w talii, drugą przesuwając wyżej po udzie – powoli, ale zdecydowanie, aż Karolina poczuła dreszcz przebiegający po kręgosłupie.

Całowały się dłużej, niż Karolina mogła sobie wyobrazić. Język Romany delikatnie muskał jej wargi, a Karolina, nie wiedzieć kiedy, zaczęła odpowiadać – niepewnie, ale z rosnącym głodem. W myślach wciąż walczyła: „To nie ja, to nie powinno…” Ale podobało jej się. Za bardzo.
W końcu Romana odsunęła się pierwsza, oddychając głębiej. Spojrzała na Karolinę z lekkim uśmiechem, oczy błyszczące.

– Jesteś piękna, kiedy się rumienisz – powiedziała cicho. – I masz takie miękkie usta. Nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodobasz.

Karolina siedziała jak sparaliżowana, policzki gorące, oddech przyspieszony. Czuła się zawstydzona do granic – ale pod spodem tliło się coś innego, ciepłe, pulsujące podniecenie. Nie potrafiła spojrzeć Romie w oczy.

– Ja… nie wiem, co powiedzieć – wyszeptała.

Romana pogładziła ją po policzku, delikatnie.

– Nie musisz nic mówić. Ale… może zejdziemy na kolację? Restauracja tutaj jest podobno świetna. Lampka wina, dobre jedzenie… i kontynuujemy rozmowę.

Karolina kiwnęła głową, wciąż oszołomiona. Wstała, próbując opanować drżenie rąk. Coś się zmieniło – nieodwracalnie. I choć wciąż nie rozumiała tego do końca, wiedziała, że chce iść dalej.

Rozdział IV

Kolacja w hotelowej restauracji była jak sen – świece na stołach, ciche śmiechy, czerwone wino, które rozlewało się po kieliszkach i po ich nastrojach. Rozmawiały o wszystkim i o niczym, o dawnych podróżach, o małych sekretach, które wcześniej nie wychodziły na światło dzienne. Karolina czuła, jak alkohol delikatnie rozluźnia jej ciało, jak śmiech Romany brzmi coraz bliżej, coraz cieplej. Kiedy wracały do pokoju, trzymały się pod rękę, a świat wokół wydawał się miękki i bezpieczny.

Romana zamówiła jeszcze jedną butelkę wina do pokoju – schłodzone, białe, z lekką nutą owoców. Nalała im po kieliszku, a potem usiadła na szerokim, miękkim pufie stojącym na środku apartamentu. Zdjęła szpilki, westchnęła z ulgą i spojrzała na Karolinę z tym swoim ciepłym, lekko figlarnym uśmiechem.

– Stań przede mną – powiedziała cicho, głosem niskim i miękkim.

Karolina podeszła bliżej, serce bijące trochę za szybko. Romana odstawiła kieliszek i położyła dłonie na kolanach, patrząc na nią od dołu.

– Jesteś taka piękna – zaczęła powoli. – Te ramiona, ta szyja… wszystko w tobie jest takie delikatne. Jakbyś była zrobiona z czegoś bardzo kruchego i bardzo cennego.

Karolina poczuła, jak rumieniec rozlewa się po jej twarzy, po szyi, po piersiach. Nie mogła już dłużej udawać – podobało jej się to spojrzenie, ten głos, to ciepło, które rozlewało się w niej coraz głębiej.

– Zdejmij bluzkę i spodnie – powiedziała Romana spokojnie. – Chcę zobaczyć twoje ciało.
Karolina zawahała się tylko chwilę. Palce drżały lekko, kiedy rozpinęła guziki, kiedy zsunęła jeansy.

Stała w samej bieliźnie – prostej, czarnej, ale nagle czuła się w niej jak na scenie.

– Obróć się – poprosiła Romana.

Karolina decydowała się jej posłychąc. Czuła na sobie spojrzenie Romany – ciepłe, doceniające.

– Masz piękne plecy – powiedziała Romana. – I talię… taką wąską. A te nogi… długie, gładkie.
– Rozbierałaś się kiedyś przed kimś tak… na pokaz? – zapytała po chwili.

Karolina pokręciła głową.

– Nie.
– A jak się teraz czujesz?
– Dziwnie – przyznała Karolina cicho, głosem lekko drżącym. – Ale… dobrze. Tylko jestem zawstydzona, że tak na mnie patrzysz.

Romana uśmiechnęła się delikatnie.

– Rozepnij stanik. I zsuń majteczki.

Karolina przełknęła ślinę. Chciała powiedzieć „nie”, ale słowa nie wyszły. Zamiast tego sięgnęła do tyłu, rozpięła haftki. Stanik opadł. Potem powoli zsunęła majtki, czuła jak majtki przechodzą przez wydepilowaną skórę i stopniowo odsłaniają jej największy sekret, powietrze muska jej skórę. Stała naga, całkowicie odsłonięta.

Romana patrzyła na nią długo, bez pośpiechu.

– Jesteś piękna – powiedziała w końcu, głosem ciepłym i niskim. – Te piersi… małe, ale takie kształtne. Sutki masz już napięte… widzisz? A tu… – jej spojrzenie zeszło niżej – wszystko tak starannie wydepilowane, gładkie. Jakbyś czekała na to spojrzenie.

Karolina instynktownie zasłoniła się rękami – jedną piersią, drugą łonem. Czuła gorąco między udami, pulsujące podniecenie, którego nie potrafiła ukryć.

Romana wstała powoli, podeszła bliżej. Delikatnie, ale zdecydowanie wzięła jej nadgarstki i odsunęła ręce na boki.

– Nie zasłaniaj się – szepnęła. – Chcę cię całą zobaczyć. Pozwól mi.

Stała z rękami opuszczonymi, czując, jak spojrzenie Romany sunie po jej ciele – po piersiach, po brzuchu, po biodrach, po tym delikatnym, gładkim miejscu między nogami, które już wilgotniało od samego patrzenia. Sutki stwardniały jeszcze bardziej pod tym ciepłym wzrokiem, skóra pokryła się lekką gęsią skórką. Oddychała płytko, szybko, czując, jak podniecenie rozlewa się po całym ciele – ciepłe, słodkie, nie do powstrzymania.

Romana nie dotykała jej jeszcze. Tylko patrzyła. I to wystarczyło, żeby Karolina poczuła się całkowicie jej.

Romana siedziała na miękkim pufie na środku pokoju, nogi lekko rozstawione, kieliszek wina odstawiony na stoliku obok. Patrzyła na Karolinę z tym spokojnym, ciepłym spojrzeniem, które sprawiało, że wszystko inne znikało. Karolina stała wciąż w tym samym miejscu – naga, z rękami opuszczonymi, skóra pokryta lekkim dreszczem.

Romana uniosła powoli rękę i skinęła palcem – delikatnie, zapraszająco.
– Podejdź bliżej – powiedziała cicho, głosem niskim i miękkim.

Karolina zawahała się tylko chwilę. Serce waliło jej jak oszalałe, policzki płonęły, a między udami czuła już to ciepłe, natarczywe pulsowanie. Chciała się cofnąć, zasłonić, powiedzieć, że to za dużo – ale nogi same postąpiły krok do przodu, potem drugi. Stanęła tuż przed Romaną, między jej kolanami, tak blisko, że czuła ciepło jej oddechu na swoim brzuchu.

Romana położyła dłonie na biodrach Karoliny – ciepłe, pewne, ale nie nachalne. Palce musnęły skórę, przesunęły się powoli w dół, po wewnętrznej stronie ud. Karolina wstrzymała oddech. „To nie powinno się dziać…” – pomyślała, ale ciało już zdradzało ją całkowicie: wilgoć między nogami, napięte sutki, lekkie drżenie.

Romana zaczęła delikatnie – opuszkami palców muskała łechtaczkę, okrężnymi, powolnymi ruchami, jakby chciała poznać każdy najmniejszy szczegół. Karolina drgnęła, biodra mimowolnie ruszyły się do przodu.

– Już taka wrażliwa… – szepnęła Romana, patrząc w górę, prosto w oczy Karoliny. – Czujesz, jak nabrzmiewa pod moim dotykiem?

Karolina przygryzła wargę, próbując nie jęknąć. Zawstydzenie paliło ją od środka – stała naga przed inną kobietą, rozchylona, pozwalająca na to wszystko. Próbowała zacisnąć uda, powstrzymać ten falujący ogień, ale palce Romany były nieubłagane: szybkie, lekkie muśnięcia łechtaczki przeplatane wolniejszymi, głębszymi ruchami – jeden palec, potem dwa, wchodzący powoli do cipki, wilgotnej i gorącej.

Karolina westchnęła cicho, mimo woli. Ścianki obejmowały te palce, każdy ruch sprawiał, że podniecenie rosło – słodkie, niepowstrzymane. Oczy zamknęły się jej same, głowa odchyliła lekko do tyłu. Próbowała walczyć: „Jestem hetero, to tylko ciekawość, nie powinnam…” – ale biodra poruszały się już w rytm, szukając więcej.

A potem Romana zrobiła coś, co zaskoczyło ją całkowicie – wysunęła palce z cipki, wilgotne i błyszczące, i delikatnie musnęła nimi wejście do pupy. Karolina otworzyła oczy szeroko, próbując się cofnąć.

– Romano… nie, czekaj… – wyszeptała drżącym głosem, ręce zacisnęły się na ramionach Romany.

Ale Romana tylko spojrzała na nią uspokajająco, ciepło.
– Spokojnie… zaufaj mi. Oddychaj.

I powoli, bardzo delikatnie, wsunęła opuszkę palca – okrężnymi ruchami, dając czas. Karolina jęknęła cicho, mieszanka szoku i nowego, intensywnego uczucia. Było to tak obce, tak zawstydzające – stała tu, całkowicie odsłonięta, pozwalająca na dotyk w miejscu, o którym nigdy nie myślała w ten sposób. Próbowała się napiąć, powstrzymać, ale ciało rozluźniało się pod tym delikatnym naciskiem, przyjmowało go.

Romana wracała na zmianę: raz do łechtaczki – szybkimi, precyzyjnymi muśnięciami, które sprawiały, że Karolina drżała cała; raz głębiej do cipki, rytmicznie, wypełniająco; raz znów do pupy – powoli, badawczo, tylko tyle, by poczuła to nowe mrowienie. Karolina stała z nogami lekko rozstawionymi, biodrami kołyszącymi się mimowolnie, oddychała szybko, cicho popiskując. Podniecenie budowało się jak fala – gorąca, nie do zatrzymania. Zawstydzenie wciąż było, mieszało się z przyjemnością, ale już nie chciała uciekać. Chciała więcej. Łzy stanęły jej w oczach z nadmiaru odczuć.

Romana wstała powoli z pufa, jej dłoń wciąż ciepła na biodrze Karoliny. Delikatnie, ale zdecydowanie poprowadziła ją w stronę jednego z szerokich łóżek. Karolina pozwoliła się prowadzić – nogi miała jak z waty, ciało drżące od wcześniejszych dotyków. Usiadła na brzegu materaca, a Romana pochyliła się, pocałowała ją krótko w czoło i szepnęła:
– Leż wygodnie.

Karolina położyła się na plecach, pościel chłodna pod nagą skórą. Patrzyła, jak Romana staje przed łóżkiem i zaczyna się rozbierać. Najpierw zsunęła jedwabną bluzkę, którą miała na kolację – tę samą czarną, z delikatnym dekoltem, która tak pięknie opinała jej pełne piersi. Potem rozpięła ołówkową spódnicę, pozwalając, by opadła na podłogę. Stała w samej bieliźnie: czarny koronkowy stanik i dopasowane majtki. Botki już wcześniej zdjęła. Powoli odpięła stanik, odsłaniając cięższe, dojrzalsze piersi z ciemniejszymi sutkami. Na koniec zsunęła majtki – i Karolina zobaczyła, że Romana ma włosy łonowe przystrzyżone krótko, w zgrabny trójkąt, ciemniejsze od tych na głowie, ale zadbane, naturalne.

Romana była piękna w swojej dojrzałej kobiecości – kilka kilogramów więcej tylko dodawało jej miękkości, krągłości, które sprawiały, że wyglądała jak ktoś, przy kim chce się wtulić. Naga położyła się obok Karoliny, blisko, ich ciała prawie się stykały. Jedną ręką podparła głowę, drugą – tę samą, która wcześniej penetrowała Karolinę – uniosła do jej ust.
– Poliz je – powiedziała cicho, z lekkim uśmiechem.

Karolina zawahała się, policzki płonęły jej ze wstydu, ale otworzyła usta. Wzięła palce Romany do środka, smakując siebie – słony, intymny smak, który sprawił, że podniecenie wróciło ze zdwojoną siłą. Ssała delikatnie, językiem muskając opuszki.

Romana westchnęła cicho z zadowolenia, a potem wysunęła palce – wilgotne teraz nie tylko od Karoliny – i zsunęła rękę niżej. Rozsunęła delikatnie uda Karoliny, wsunęła dwa palce głęboko do cipki, powoli, rytmicznie. Jednocześnie nachyliła się i pocałowała ją w usta – głęboko, namiętnie, język splatający się z jej językiem.

Karolina jęknęła w pocałunek. Palce Romany poruszały się pewnie – wchodząc, wychodząc, muskając ścianki, czasem zahaczając o łechtaczkę kciukiem. Całowała ją bez przerwy, usta miękkie, ciepłe, pochłaniające każdy jęk. Podniecenie rosło szybko – Karolina czuła, jak napięcie buduje się w brzuchu, w udach, jak cipka zaciska się wokół palców. Próbowała walczyć: zaciskała mięśnie, oddychała głębiej, próbowała myśleć o czymś innym. „Nie tak szybko, nie chcę tak szybko…” – pomyślała, zawstydzona własną reakcją.

Ale Romana wyczuwała wszystko. Kiedy biodra Karoliny zaczęły drżeć, kiedy oddech stał się urywany, a cipka pulsowała mocniej – Romana wysunęła palce. Przestała całkowicie.
– Nie tak szybko, moja droga – szepnęła z uśmiechem, odrywając się od ust Karoliny. – Na orgazm trzeba sobie zasłużyć.

Karolina jęknęła z frustracji, biodra same ruszyły się w powietrzu, szukając dotyku. Była na krawędzi, mokra, napięta, zawstydzona tym, jak bardzo jej ciało błagało o więcej.

Romana poczekała chwilę, patrząc na nią z czułością, a potem zaczęła od nowa – powoli, delikatnie muskając łechtaczkę, wchodząc palcami, całując szyję, piersi, usta. Znowu budowała napięcie, znowu doprowadzała prawie do szczytu – i znowu przestawała. Robiła to raz za razem, przez ponad godzinę. Karolina błagała cicho, wiła się na pościeli, łzy frustracji i rozkoszy spływały po policzkach. Zawstydzenie paliło – leżała tu, naga, rozchylona, pozwalająca na tę torturę słodką – ale podniecenie było silniejsze. Ciało drżało, cipka pulsowała pustką za każdym razem, kiedy Romana się zatrzymywała.

W końcu, kiedy Karolina była już na granicy wytrzymałości – biodra uniesione, oddech szybki, całe ciało napięte jak struna – Romana nie przestała. Wsunęła palce głębiej, szybciej, kciukiem masując łechtaczkę okrężnymi ruchami, ustami pochłaniając jej jęki.

Orgazm przyszedł nagle, gwałtownie. Karolina krzyknęła – głośno, bez kontroli, głos drżący ze wstydu i czystej rozkoszy. Ciało wygięło się w łuk, cipka zacisnęła się mocno wokół palców Romany, fale przyjemności rozlewały się po całym ciele – od czubka głowy po palce stóp. Trwało to długo, dłuższe niż kiedykolwiek, z kolejnymi skurczami, jękami, drżeniem. Łzy spływały po twarzy, ale to były łzy ulgi, szczęścia.

Po tym pierwszym, wstrząsającym orgazmie Karolina leżała bezwładnie, oddychając głęboko, ciało wciąż drżące od fal rozkoszy. Romana przytulała ją chwilę, głaszcząc delikatnie po włosach i plecach, ale nie pozwoliła jej odpocząć zbyt długo. Pocałowała ją w usta, potem w szyję, schodząc coraz niżej – po piersiach, po brzuchu. Karolina poczuła, jak Romana zsuwa się powoli w dół łóżka, jej długie blond włosy muskające wrażliwą skórę.

Łechtaczka Karoliny była wciąż mocno nabrzmiała, nadwrażliwa po wcześniejszym orgaźmie – pulsująca, wilgotna, niemal boląca od napięcia. Gdy ciepłe usta Romany objęły ją, Karolina westchnęła głośno, niemal krzyknęła. Język Romany był miękki, ciepły, precyzyjny – najpierw delikatne, okrężne muśnięcia, potem coraz śmielej, szybciej, ssąc lekko ten wrażliwy punkt. Karolina zacisnęła dłonie na pościeli, biodra uniosły się same do góry. Podniecenie wróciło błyskawicznie, gorące i niepowstrzymane. Próbowała oddychać wolniej, powstrzymać falę, ale język Romany nie dawał szans – lizał rytmicznie, wchodząc czasem niżej, do mokrych warg, wracając znowu do łechtaczki.

Drugi orgazm przyszedł wolniej ale był intensywniejszy. Karolina jęknęła głośno, ciało wygięło się w łuk, uda zacisnęły się wokół głowy Romany. Fale przyjemności rozlewały się po niej – palące, słodkie, zostawiające ją bez tchu.

Romana nie odsunęła się od razu. Kiedy Karolina zaczęła powoli opadać, dysząc ciężko, Romana uniosła jej nogi delikatnie, ale stanowczo – przyciskając kolana Karoliny do jej własnej piersi. Karolina otworzyła oczy szeroko, zaskoczona i zawstydzona do granic.
– Romano… nie, proszę… tam nie… – wyszeptała drżącym głosem, próbując się wyrwać, ręce instynktownie próbując zasłonić.

Ale Romana przytrzymała ją stanowczo i głosem niskim acz uspokajającym:

– Cicho… zaufaj mi. Pozwól.

I nachyliła się – język musnął sam środek pupy, delikatnie, okrężnie. Karolina zamarła, twarz płonęła jej ze wstydu. To było zbyt intymne, zbyt zakazane – nigdy nikt tego nie robił, nigdy nawet nie wyobrażała sobie czegoś podobnego. Próbowała się napiąć, odepchnąć, ale Romana była delikatna, lecz nieugięta – przytrzymywała nogi, lizała powoli, coraz śmielej, coraz głębiej.

I wtedy uczucie się zmieniło. To, co na początku wydawało się obce i krępujące, nagle stało się wspaniałe – głębokie, intensywne mrowienie, które rozlewało się po całym ciele. Karolina westchnęła cicho, mimo woli rozluźniając się. Biodra drgnęły lekko, szukając więcej. Zawstydzenie wciąż paliło – zwłaszcza kiedy spojrzała w dół i zobaczyła pod swoją pupą dużą, mokrą plamę na prześcieradle, ślad po wcześniejszych orgazmach i jej własnej, niekontrolowanej wilgoci. Poczuła, jak policzki płoną jeszcze mocniej.

Kiedy Romana w końcu się odsunęła, położyła się obok i przytuliła Karolinę mocno do siebie. Obie oddychały głęboko, ciała ciepłe i spocone.

– Powiedz mi – szepnęła Romana, głaszcząc ją po policzku. – Kiedy byłaś z mężczyznami… często ci tak robili? Dbali o ciebie w ten sposób?

Karolina pokręciła głową, wzrok spuszczony, głos cichy i trochę smutny.

– Nie… prawie nigdy. Głównie ja musiałam… im robić. Oni brali, co chcieli, a ja dawałam, bo myślałam, że tak trzeba. Nigdy nie czułam się tak… ważna, tak naprawdę pożądana.

Romana przytuliła ją jeszcze mocniej, pocałowała delikatnie w czoło.

– Teraz jesteś ważna – powiedziała cicho. – I zawsze będziesz, kiedy będziesz ze mną.
Karolina wtuliła się w nią, czując ciepło łez w oczach – nie ze wstydu już, ale z czegoś znacznie głębszego. Coś w niej otwierało się na oścież, powoli, ale nieodwracalnie.

Roma przesunęła dłoń wyżej, pewniej, jakby wiedziała dokładnie, gdzie szukać. Tym razem nie było już tej ostrożnej delikatności – palce znalazły łechtaczkę od razu, mocno, zdecydowanie, zataczając małe, naciskające kółka. Karolina drgnęła, zaskoczona siłą tego dotyku; ciepło rozlało się po jej brzuchu tak szybko, że przez chwilę zabrakło jej tchu.

Roma nie cofnęła ręki. Spojrzała Karolinie prosto w oczy, spokojnie, niemal badawczo.
– Możesz mieć wszystko, czego chcesz – powiedziała cicho, głosem niskim, ciepłym, ale stanowczym. – Orgazmy, jakich dotąd nie znałaś. Chwile, które zapamiętasz na zawsze. Ale ja lubię, kiedy dziewczyna jest uległa. Kiedy oddaje się cała. Zastanów się, Karolino. Czy naprawdę tego chcesz. Czy chcesz wejść w to ze mną.

Powietrze między nimi zgęstniało. Karolina czuła pulsowanie pod palcami Romay – rytmiczne, natarczywe, obezwładniające. Myśli wirowały: zdrada Maćka, pustka po nim, a teraz to – kobieta, która patrzyła na nią tak, jakby widziała ją całą, na wylot, i jednocześnie chciała jeszcze więcej.
Przełknęła ślinę. Serce waliło jej mocno, ale nie ze strachu.
– Tak – wyszeptała, ledwie słyszalnie. – Chcę.

Roma uśmiechnęła się – powoli, z zadowoleną, prawie drapieżną satysfakcją. Jej dłoń nie przestała się poruszać, ale nacisk zelżał na moment, stał się nagrodą, obietnicą.

– Dobrze – mruknęła, pochylając się bliżej. – Bardzo dobrze, moja dziewczynko.
I wtedy pocałowała ją – głęboko, władczo, jakby pieczętując zgodę. Karolina oddała pocałunek bez wahania, czując, jak opór w niej topnieje, jak ciało samo lgnie do tej nowej, nieznanej władzy. W tamtej chwili zrozumiała, że właśnie przekroczyła granicę, której jeszcze rano nie potrafiła sobie wyobrazić. I że już nie chce wracać.

Rozdział V

Karolina stała przy oknie swojego mieszkania, patrząc na szary poranek za szybą. Minął już dzień od tamtej nocy w hotelu, a wspomnienia wciąż pulsowały w niej jak echo dotyku Romany Wszystko zaczęło się tak niewinnie – Roma zaproponowała, by zostały dłużej, by nie kończyć tego, co dopiero się zaczęło. Karolina zgodziła się bez wahania, czując, jak ciekawość miesza się z czymś głębszym, cieplejszym.

Tamta noc była jak sen na jawie. Wspólna kąpiel w hotelowej wannie, gdzie woda otulała ich ciała, a dłonie Romy sunęły po skórze Karoliny z taką pewnością, że każdy dotyk budził nowe fale rozkoszy. Roma wiedziała, gdzie nacisnąć, jak zwolnić, by przedłużyć te chwile. Karolina przeżyła tam kilka orgazmów – jeden po drugim, delikatne, ale intensywne, jakby Roma malowała na jej ciele mapę nieznanych pragnień. Śmiały się cicho między pocałunkami, szeptały słowa, które brzmiały jak obietnice. Roma była cierpliwa, władcza w ten subtelny sposób, który sprawiał, że Karolina czuła się bezpieczna, pożądana.

Rano spakowały się szybko, wciąż tuląc się do siebie. Wróciły razem – Roma prowadziła samochód, a Karolina siedziała obok, z ręką na jej udzie, jakby bała się, że to wszystko zniknie. Pod domem Roma zatrzymała auto, pocałowała ją długo, czule, szepcząc: "To dopiero początek, moja dziewczynko". Karolina wysiadła, czując lekkie drżenie w nogach, ale i uśmiech na ustach. Zamknęła drzwi mieszkania za sobą, a w głowie wirowały myśli: o Maćku, który już nie bolał tak mocno, o tej nowej drodze, którą właśnie zaczęła. Wiedziała, że nie ma odwrotu – i nie chciała go.
 

Podobne tematy

Prywatne rozmowy
Pomoc Użytkownicy
    Nie dołączyłeś do żadnego pokoju.
    Do góry